Notowania

Droździel: Drożyzna nęka Polaków. Jaką cenę zapłaci Tusk?

Rząd do perfekcji opanował umiejętność tłumaczenia niepopularnych decyzji.

Podziel się
Dodaj komentarz
<a href="http://www.facebook.com/drozdziel.moneypl" rel="nofollow" target="_blank"><b>Arkadiusz Droździel</b>, Analityk Money.pl</a> <br /><br /> Od kilkunastu lat analizuje procesy zachodzące w gospodarce i na rynkach finansowych. Zwolennik inwestowania w dłuższym horyzoncie czasowym.

Rząd Donalda Tuska niemal do perfekcji opanował umiejętność tłumaczenia się Polakom z niepopularnych decyzji. Zrzuca winę na wszystko i wszystkich dookoła, nie widząc praktycznie w ogóle swoich zaniedbań.

Rosną ceny paliw i żywności. To według rządu efekt tylko i wyłącznie zamieszek w krajach arabskich i wielkiego apetytu Chińczyków i Hindusów. Musimy ograniczyć wpłaty do OFE i podwyższyć podatki. Tu winna jest Unia Europejska, bo wymaga od nas trzymania deficytu budżetowego i zadłużenia na ustalonym przez nią poziomie. Bruksela odpowiada też za drogie tankowanie. Rządzący przekonują nas, że nie ma możliwości obniżki akcyzy na paliwa, bo unijne przepisy na to nie zezwalają

I w jakimś stopniu trudno nie przyznać racji rządowi. W Polsce ropy naftowej praktycznie się nie wydobywa, wzrost cen żywności jest obserwowany na całym świecie. Wpłaty do OFE mają znaczny wpływ rosnący dług, bo Unia każe nam do niego je zaliczać. Także akcyzę mamy na dość niskim, jak na standardy unijne poziomie.

To jednak tylko część - i to niewielka - prawdy. Wielu z tych negatywnych skutków można by uniknąć, gdyby Tusk i jego ekipa, a także i ich poprzednicy, z większym zapałem zajmowali się reformami, a nie doraźnym rozwiązywaniem problemów. W szczególności dotyczy to, już mitycznej sanacji finansów publicznych.

Gdyby w końcu udało się zracjonalizować wydatki oraz uszczelnić system wpływów moglibyśmy uzyskać grube miliardy oszczędności. Wtedy nie byłoby problemu z obniżką udziału podatków w cenie paliw, które obecnie stanowią ponad jej połowę.

Nie byłoby potrzeby drastycznego cięcia wpływów do OFE, nie musielibyśmy płacić wyższego VAT-u, a wręcz przeciwnie moglibyśmy liczyć na jego obniżkę. Wtedy inflacja nie byłaby tak groźna jak obecnie, więc RPP nie miałaby powodów do kolejnych podwyżek stóp procentowych. Kredytobiorcy nie musieliby więc płacić wyższych rat od kredytów w złotych.

Zmiany w sposobie funkcjonowania systemu finansów publicznych wymagałyby jednak narażenia się na konflikt z wieloma silnymi grupami społecznymi, które przez lata korzystały z jego ułomności. Rząd nie chciał i nie chce z nimi zadzierać, bo zdaje sobie sprawę, że stanowią one znaczną część z tych, którzy glosują w wyborach.

Tusk i Platforma Obywatelska powinna wziąć jednak pod uwagę, że Polacy to nie to samo społeczeństwo co w latach 90., gdy kolejne ekipy postsolidarnościowe zapłaciły bardzo wysoką cenę za reformy. Po pierwsze aż tak radykalnych zmian nasza gospodarka nie wymaga, a ponadto jak pokazuje historia, za zaniechania wyborcy zawsze rozliczali przy urnach wyborczych.

Czytaj w Money.pl

Tagi: reforma finansów publicznych, finanse publiczne, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz