Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Ratajczak
Mateusz Ratajczak
|

Mniej towaru, pusto na półkach. Piotr i Paweł szuka inwestora i uspokaja pracowników

89
Podziel się:

Mniejsza liczba produktów, część półek świeci pustkami - tak wyglądają niektóre sklepy sieci Piotr i Paweł. Firma szuka inwestora i zapewnia, że problemów nie ma. Pracownicy centrali są spokojni, gorsze humory mają za to franczyzobiorcy. Część spekuluje, że po poznańską firmę rodzinną sięgnie gigant z USA, czyli Wal-Mart.

Piotr i Paweł walczy z brakami towarów. Sieć zapewnia, że niebawem uzupełni braki
Piotr i Paweł walczy z brakami towarów. Sieć zapewnia, że niebawem uzupełni braki (money.pl)

Klienci są zaniepokojeni tym, jak wyglądają niektóre sklepy sieci Piotr i Paweł. Brakuje w nich towarów. Firma szuka inwestora i zapewnia, że problemów z działalnością nie ma. Pracownicy centrali są spokojni, gorsze humory mają franczyzobiorcy. Część spekuluje, że po poznańską firmę rodzinną sięgnie gigant z USA.

Marcin: "W Piotrze i Pawle w Gdańsku brakuje podstawowych produktów. Nieświeże pieczywo i brak wielu produktów w lodówce z nabiałem. Nazywanie się delikatesami to żart".

Kasia: "Kolejny raz robiąc u was internetowe zakupy mam problem z zamówieniem podstawowych produktów, np. mleka, masła, jaj. O co chodzi?"

Paweł: "Wczoraj zdecydowałem się na zakupy w waszym e-sklepie, a dzisiaj już wiem, że to był pierwszy i ostatni raz. 50 proc. zamówienia niedostępne, a nie są to jakieś frykasy, tylko rzeczy podstawowe".

To kilka wpisów zdenerwowanych klientów Piotra i Pawła. O problemach sieci informują w mediach społecznościowych. I wszyscy słyszą podobną odpowiedź - braki uzupełnimy, przepraszamy za niedogodności.

I faktycznie, w niektórych sklepach jest mniej towaru. W jednej z gdańskich placówek brakuje kilku rodzajów ziemniaków. Zwykle były dostępne od ręki. Nieco "biedniejsza" jest również półka ze świeżym pieczywem.

Taki widok zobaczyli klienci jednego z gdańskich sklepów Piotr i Paweł we wtorek
źródło: money.pl

"Problemy przejściowe"

Sieć sklepów Piotr i Paweł ma problem - to można powiedzieć otwarcie. Właściciele szukają inwestora, przez pewien czas w sądzie leżał nawet wniosek o postępowanie sanacyjne. Jako pierwsze o tym dokumencie napisały Wiadomości Handlowe. Sanacja to sposób na uniknięcie upadłości, próba uzdrowienia firmy i dalszego prowadzenia działalności. Wniosek z sądu jednak został po kilku dniach wycofany.

Teraz przedstawiciele firmy muszą rozładować napiętą sytuację.

Jak dowiedział się money.pl, do pracowników dotarły uspokajające wiadomości. - Nie ma tematu "upadłość" - tak w skrócie brzmiał przekaz od zarządców do kadry menadżerskiej. Deklaracje mieli przekazać dalej. O wiadomości opowiedział nam jeden z pracowników centrali. Woli zachować anonimowość.

- Żadne postępowanie upadłościowe lub sanacyjne w stosunku do sieci się nie toczy. Nie trzeba nic dodawać. Wniosek o upadłość sanacyjną faktycznie został złożony i został też wycofany. I tyle w tym temacie - tłumaczy w rozmowie z money.pl Robert Krzak, członek rady nadzorczej Piotra i Pawła.

Zobacz także: Zobacz także: Wiedzą o tobie wszystko. Jak sklepy śledzą smartfony klientów?

O wniosku nie chce rozmawiać. Nie chce też wyjaśnić, dlaczego w ogóle został złożony i dlaczego został wycofany tak szybko. Jest za to spokojny o przyszłość sieci.

- Prowadzimy rozmowy z potencjalnymi inwestorami, prowadzimy rozmowy z bankami i są to bardzo zaawansowane tematy. Trwa sprawdzanie nas i naszych finansów - dodaje. Na liście są i firmy z branży handlowej, i podmioty finansowe.

- Jestem pewien, że uda się doprowadzić rozmowy do szczęśliwego końca w ciągu kilku tygodni - przekonuje. Wyjaśnia też, że w grę wchodzi również całkowita sprzedaż biznesu.

Pracownicy sieci spekulują pomiędzy sobą, że zainteresowany firmą jest amerykański gigant handlu - Walmart. Od dawna w Polsce pojawiają się informacje, że sieć miałaby w końcu u nas wystartować. Teraz jednym ruchem zyskałaby i dobre lokalizacje sklepów, i pełną logistykę. Zakup firmy nie byłby w takim razie zaskakującym ruchem. Na rynku zbyt wiele do wzięcia już nie ma. Informacje na ten temat mają się pojawić w ciągu najbliższego tygodnia. Potwierdzenia takich rozmów jednak nie ma.

Mniej towaru

Robert Krzak potwierdza natomiast, że w niektórych sklepach można zobaczyć mniej towaru. - Prowadzimy poważne rozmowy z dostawcami. Część jest naturalnie zaniepokojona sytuacją firmy, ale nie mamy problemów w tym sensie, że ktoś nam wstrzymał dostawy. Jest mniejszy poziom. To może skutkować tym, że niektóre towary w mniejszej liczbie są na półkach, szybciej się kończą - mówi.

Nieco bardziej otwarty jest jeden z pracowników firmy.

- Mamy problemy, są trudności z zaopatrzeniem - mówi wprost. Tłumaczy, że w handlu nawet najmniejsze problemy z płynnością finansową szybko odbijają się na kupowanych towarach. - Musimy trochę bardziej racjonalnie dysponować tym, co mamy - dodaje. I przekonuje, że nerwowości wśród pracowników nie ma.

- Niektóre problemy zostały już u nas zdiagnozowane rok temu, firma zaczęła szukać inwestora. Jeżeli powiedziała, że chce iść w tę stronę, to trzeba tak zrobić - dodaje.

Zdecydowanie gorsze nastroje mają franczyzobiorcy sieci. W całości są uzależnieni od logo firmy, jej dostaw, gazetek promocyjnych i reklam. Gdyby Piotr i Paweł miał przestać działać, to oni odczują to pierwsi na własnej kieszeni.

- Przespana szansa na zmiany - tak przyczynę kłopotów diagnozuje jeden z franczyzobiorców, z którym money.pl rozmawiał. Sklep pod szyldem Piotra i Pawła na północy kraju prowadzi od ponad roku. Jego zdaniem poznańska firma nie skupiła się na zmianie modelu biznesowego, a zamiast tego otwierała sklepy w niekorzystnych lokalizacjach. Na przykład tam, gdzie są już trzy konkurencyjne sieci. I to uważane za wyraźnie tańsze.

- Piotr i Paweł nigdy nie pokazał się konsumentom jako zwykły supermarket. W świadomości klientów to zawsze były delikatesy. Z wysokimi cenami, produktami tylko z wyższej półki, a tak nie było. Nie raz słyszałem od klientów, że wolą iść do okolicznej Biedronki lub Lidla, bo tam mają taniej taki lub taki produkt. Chodziłem, sprawdzałem i... miałem taniej. Ale mogłem tylko rozkładać ręce. Firma nigdy nie wbiła ludziom do świadomości, że naprawdę jest konkurencyjna - opowiada. I przyznaje, że to na barkach franczyzobiorców spoczął ten ciężar.

- To jest klasyczny przykład kłopotów płynnościowych i niczego poza tym - ripostuje Krzak. Jego zdaniem takie problemy nie dotyczą tylko Piotra i Pawła, ale właśnie ten przypadek stał się teraz głośny. - Działam 34. rok w tym biznesie. Trudno, żebym się denerwował. Zdiagnozowaliśmy problemy, zareagowaliśmy wyraźnie wcześniej, działamy - dodaje.

I zapewnia, że historia Almy na pewno się nie powtórzy w przypadku Piotra i Pawła. Problemy sieci też zaczęły się od braków w sklepie. W tym przypadku jednak na półkach często nie było nic poza wodą.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(89)
Grażyna
5 lata temu
Bardzo byłoby szkoda.Mieszkam w Gorzowie wlkp.I jest to jedyny sklep ,który można nazwać delikatesami,a jednocześnie ceny takie jak wszędzie.
jola
5 lata temu
Tesco ich wykończyło. Biznes jest jak życie, prędzej czy później musi umrzeć.
Olivianka
5 lata temu
w Gdańsku Oliwie, w CH Familia były na początku roku duże braki towarowe. Zazwyczaj kupuję w okolicznej Biedronce lub czasem w Lidlu, jednak podczas wizyty w Rossmannie poszłam do Piotra i Pawła po drobne zakupy. W dziale z nabiałem ziała wielka dziura, brak np, margaryn. Bida z nędzą. Jak tak dalej będzie, to los Almy ich czeka jak nic :(
Roman z gazow...
5 lata temu
Piotr i Paweł nigdy nie upadnie !
ZebyWzygach
5 lata temu
To gruby w Gnieźnie ugotowal sie na amen. A tak mówił ze on to tu biznes zrobi haha
...
Następna strona