Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
firmy
08.03.2001 09:22

Polskie firmy lekceważą ryzyko wahań kursowych

Gwałtowna aprecjacja złotego spowodowała, że coraz częściej mówi się o konieczności zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. Wiele polskich firm nie korzysta jednak z takiej możliwości. Oferta polskich banków także jest dość skromna. / Puls Biznesu /

Podziel się
Dodaj komentarz

Gwałtowna aprecjacja złotego spowodowała, że coraz częściej mówi się o konieczności zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. Wiele polskich firm nie korzysta jednak z takiej możliwości. Oferta polskich banków także jest dość skromna.

Wiele polskich firm, zwłaszcza małych i średnich, nie korzysta z zabezpieczeń przed wahaniami kursu złotego. Powodów jest kilka: niektóre firmy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa, inne są zbyt oszczędne, jeszcze inne nie mają długoterminowych biznesplanów. Nie wiedzą więc, przed czym i kiedy mieliby się zabezpieczyć. Ponadto oferta banków jest dość uboga - większość proponuje tylko najprostsze instrumenty.

Zabezpieczenia mogą być korzystne zwłaszcza teraz, gdy - zdaniem członków Rady Polityki Pieniężnej - pozycja złotego jest zdecydowanie za silna. Polska waluta osiągnęła wczoraj poziom wobec dolara nie notowany od 19 miesięcy. Euro spadło do 3,68 zł (naniższego poziomu w historii notowań). Taka sytuacja nie może utrzymywać się w nieskończoność. Zdaniem ekonomistów wcześniej, czy później może dojść do silnej korekty kursu złotego.

Taki popyt, jaka podaż

- Najszerszą ofertę mają obecnie ING Barings, BRE Bank, Bank Handlowy, Deutsche Bank i Societe Generale - ocenia Mariusz Potaczała, prezes Treasury Management Services, firmy doradzającej w zarządzaniu ryzykiem.

Najpopularniejszą formą zabezpieczenia są forwardy, w których bank i klient umawiają się, że w określonym dniu wymienią waluty po ustalonym kursie. Większość banków proponuje także forwardy bez dostawy, czyli transakcje, przy których rozliczaniu jedna ze stron wypłaca tylko różnicę między kursem średnim a kursem ustalonym przy zawieraniu transakcji.

Cuda z opcjami

Nie wszystkie banki jednak mają opcje.

- Opcja walutowa to najbardziej elastyczny instrument. Klient kupuje prawo do wykonania transakcji, ale w dniu wygaśnięcia opcji nie ma - jak w przypadku forwardu - obowiązku jej wykonania - tłumaczy Elwir Świętochowski, szef ds. rozwoju produktów w Banku Handlowym.

Za opcję trzeba jednak zapłacić premię. Można zdobyć na nią pieniądze stosując strategie opcyjne. Polegają one na zawarciu kilku transakcji opcyjnych. Klient może z jednej strony obiecać kupno obcej waluty po ustalonym kursie, z drugiej - sprzedaż tej waluty po ustalonym kursie. Premia, którą klient będzie musiał zapłacić bankowi za pierwszą opcję, zostanie pokryta z pieniędzy uzyskanych od banku za opcję odwrotną.

Uwaga z instrumentami!

Firmy powinny jednak być ostrożne przy podejmowaniu decyzji o skorzystaniu z instrumentu zabezpieczającego, ponieważ bank zapewniający o zagrożeniu kursowym w rzeczywistości może próbować zareklamować swój produkt na siłę.

- Najważniejsza jest identyfikacja faktycznego zagrożenia kursowego. Należy określić, jaką częścią mechanizmu przedsiębiorstwa jest ryzyko walutowe. Być może droższy będzie tylko surowiec. Jeśli w wyniku zmian kursu w granicach 5-10 proc. towar końcowy podrożeje i firma zanotuje gorsze wyniki, to warto zabezpieczać się przed wahaniem kursu - twierdzi Piotr Epsztein, dyrektor w BWE.
Przy korzystaniu z instrumentów terminowych szczególnie ostrożni powinni być importerzy.

- Dla importerów opcje czy forwardy są bardzo drogie. Muszą je wykorzystywać, ale nie bezkrytycznie. Najlepiej łączyć kilka instrumentów - radzi Mariusz Potaczała.

A może kredyt

Zamiast korzystać z tradycyjnych instrumentów zabezpieczających przed wahaniem kursu, warto pomyśleć o zaciągnięciu kredytu w obcej walucie.

- Obecnie odradzamy kredyty denominowane w złotych, dolarach i euro. Proponujemy natomiast kredyty w walutach krajów z naszego regionu. Te waluty są skorelowane ze złotym, ale ich oprocentowanie jest znacznie niższe, sięga kilku procent. Dobrze jest też wziąć kredyt w jenach. Cena takiego kredytu sięga 3 proc. wartości transakcji, a kurs japońskiej waluty prawdopodobnie będzie nadal spadać. Kredyty w obcej walucie są dobre nawet dla firm, które nie mają z nią nic wspólnego - mówi Mariusz Potaczała.
Niestety, często firma nie może wziąć kredytu w walucie innej niż euro czy dolar - banki nie mają ich w ofercie. Ale także tu jest wyjście.

- Firma może wziąć kredyt w złotych i dodać do tego instrument pochodny - swap walutowo-procentowy, który polega na wymianie określonych kwot dwóch walut na określony czas - tłumaczy Mariusz Potaczała.
W tej transakcji jedna waluta jest sprzedawana za drugą i jednocześnie odkupywana w przyszłości po ustalonym kursie. Różnica między kursami wynika ze zróżnicowania stóp procentowym między walutami.

Tagi: firmy, kursy, przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
Puls Biznesu
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz