Notowania

rząd
22.04.2006 09:00

Prof. Edmund Wnuk Lipiński, politolog: Tragedia grecka Romana Giertycha

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: Od kilku miesięcy PiS próbuje stworzyć rząd większościowy. Miał być gotowy przed świętami, teraz mówi się o kolejnym terminie - 3 maja. Czy Pana zdaniem powstanie 3 - 4 partyjny rząd większościowy?

Prof. Edmund Wnuk Lipiński: Nie ma żadnej gwarancji, że on powstanie. Myślę, że kluczowym elementem będzie LPR, w której są bardzo silne napięcia. Jest bardzo duża nieufność wśród części jej członków do PiS, spowodowana przebiegiem paktu stabilizacyjnego, a właściwie jego zerwaniem przez PiS. Nie uprzedzono o tym liderów LPR i stąd ten brak zaufania.

Money.pl: Czy to, że Roman Giertych decyduje się jednak prowadzić rozmowy koalicyjne świadczy o jego słabości, obawie, że straci przywództwo w swojej partii?

E.W-L.: Myślę, że Roman Giertych cokolwiek zrobi, to będzie - jak w tragedii greckiej - złe rozwiązanie. Jeżeliby stanowczo oponował przeciwko wejściu

do koalicji rządowej, to naraża się na rozłam w LPR, która i tak jest niewielką partią, a notowania ma zbliżone obecnie do błędu statystycznego. Natomiast jeżeli wejdzie do koalicji, to prawdopodobnie partia ta zostanie zmarginalizowana przez PiS. Nie ma dla niego dobrego wyjścia.

Money.pl: Jeżeli ten rząd powstanie, ma szansę trwać dłużej niż pakt stabilizacyjny?

E.W-L.: Przypomnijmy sobie, że pakt stabilizacyjny trwał kilka tygodni choć był podpisany na rok. Teraz umowy koalicyjne są planowane na 3 lata, można więc powiedzieć, że pewnie ten rząd przetrwa 3-krotnie dłużej niż pakt stabilizacyjny, czyli pewnie ze 3-4 miesiące.

Money.pl: Wygląda na to, że Polacy już się nie boją Andrzeja Leppera w rządzie. Dlaczego również rynki finansowe nie reagują gwałtownie na takie informacje?

E.W-L.: Z dwóch powodów. Powód pierwszy, który jest bardzo optymistyczny jest taki, że gospodarka polska już na tyle się usamodzielniła od polityki, że zawirowania polityczne nie mają decydującego wpływu na gospodarkę. Drugi powód jest natomiast taki, że od przywódców PiS-u poszły w kierunku liderów życia gospodarczego bardzo wyraźne sygnały, że szaleństw nie będzie. Myślę, że na tym właśnie opierane są te rachuby.

Money.pl: A czy PiS miał teraz inną alternatywę niż koalicja z Samoobroną, LPR i PSL?

*E.W-L.: *Naturalnie. I to była ta koalicja, o której myśleli wyborcy PiS-u i PO przed wyborami i tuż po. Negocjacje jednak zakończyły się fiaskiem. W moim przekonaniu większą odpowiedzialnością należy obarczać PiS, bo oni rozdawali karty i oni decydowali o przebiegu tych rozmów. Tutaj PO była defensywna. Zwróćmy jednak uwagę na to, że w negocjacjach koalicyjnych pomiędzy PO, a PiS zderzyły się dwie tak odmienne wizje ładu politycznego, wizje Polski, a także miejsca gospodarki w życiu publicznym, że koalicja okazała się niemożliwa.

Money.pl: Jak to więc jest, że koalicja z Platformą okazała się niemożliwa, a z tak odmienną partią jak Samoobrona czy LPR, okazuje się możliwa?

*E.W-L.: *Okazuje się możliwa na tej zasadzie, że te partie przyjęły warunki PiS-u.

Money.pl: A Platforma tych warunków przyjąć nie chciała?

*E.W-L.: *PO chciało warunków partnerskich.

Tagi: rząd, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz