Notowania

kryptowaluty
31.03.2018 15:51

Przedświąteczna akcja fiskusa. Urzędnicy chcą danych internautów, bo liczą na nowe wpływy podatkowe

Fiskus wziął na cel kolejną grupę. Kilka dni przed świętami zaczął walkę o to, by posiadacze kryptowalut podzielili się swoimi zyskami z państwem. Trzeba przyznać, że zrobił to z przytupem.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Piotr BLAWICKI)
Posiadacze kryptowalut na celowniku fiskusa

Datowane na 20 marca pismo od naczelnika Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie przed kilkoma dniami trafiło w ręce właścicieli jednej z polskich giełd kryptowalut BTC Duke. Skarbówka zażądała dokładnych informacji o klientach i zawieranych przez nich transakcjach. Okazuje się, że podobne pisma trafiły do kilkunastu innych giełd. Jak donosi birtcoin.pl, chodzi o: Bitbay, BTCduke, Coinroom, DGTMarket, Bitmarket24, BitMaszyna, i kantory InPay oraz 4Coins.

Nie udało nam się uzyskać oficjalnego stanowiska firm, które jasno mówiłoby o tym, w jaki sposób zamierzają odpowiedzieć na wniosek skarbówki. Wiadomo jednak, że na razie nie mają obowiązku przechowywania części danych, których domagają się urzędnicy. Z drugiej strony za brak przekazania posiadanych informacji grozi 10 tys. zł mandatu.

Zobacz też, co szef KNF mówi o kryptowalutach:

Czego chce fiskus?

Skala informacji, których chce fiskus jest porażająca. To oznaczenia użytkowników wraz z przypisanymi do nich danymi osobowymi, historia wymiany kryptowalut, zasilania i wypłacania kont z uwzględnianiem nazw użytkowników. Tym, co budzi najwięcej kontrowersji jest wniosek o przekazanie adresów "e-mail, numerów rachunków bankowych, danych osobowych użytkowników niezweryfikowanych". Wszystkie te informacje zebrane razem dadzą skarbówce dokładną wiedzę o tym, co posiadacze kryptowalut korzystający z giełdy robili ze swoimi środkami.

Portal bitcoin.pl po ujawnieniu pisma wprost ocenił, że to co się stało jest "nalotem dywanowym". "Czy żyjemy jeszcze w państwie prawa?” – pytał autor wpisu na Twitterze. Bardzo szybko zareagował także Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon zajmującej się m.in. prawem do prywatności w sieci. Przypomniał, że prośba o tak dokładne dane klientów banków musiałoby zostać poprzedzone zgodą sądu. "Oby giełdy zaskarżyły to postanowienie" – napisał.

Chodzi o pieniądze

Skąd zatem w głowach urzędników skarbowych zrodził się ryzykowny pomysł? Przecież tak daleko idące żądanie musiało się odbić echem. Zwłaszcza, że kwestiadanych osobowych i informacji, które są zbierane online, w ostatnich tygodniach nie schodzi z czołówek największych światowych tytułów medialnych.

"Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze" – głosi nieco już wyświechtane powiedzenie. Nie inaczej jest tym razem. Izba Administracji Skarbowej w Warszawie w odpowiedzi na nasze pytania odpowiedziała wprost: chodzi o ustalenie, czy aby na pewno posiadacze kryptowalut dzielą się z państwem swoimi zyskami.

"Działania (...) zostały podjęte z uwagi na istniejące duże ryzyko uchylania się podatników od deklarowania dochodów związanych z obrotem kryptowalutami" – napisała urzędniczka skarbówka. Dwa zdania później rozwiała wątpliwości, jeśli ktokolwiek jeszcze je posiadał. Przypomniała bowiem, że zadaniem KAS jest "zapewnienie prawidłowej realizacji dochodów budżetu państwa, co jest bezpośrednim powodem podjętych (ws. kryptowalut - red._ czynności".

Jak nie VAT-em ich, to PIT-em

Ministrowie finansów w rządzie Zjednoczonej Prawicy – zarówno Mateusz Morawiecki, jak i Teresa Czerwińska – regularnie chwalili i chwalą się wzrostami wpływów budżetowych oraz załataniem VAT-owskiej luki. Funkcjonariusze KAS likwidują kolejne "karuzele", a strumień pieniędzy wpływający do budżety staje się coraz większy. Wydaje się jednak, że możliwości kolejnych wzrostów są bliskie końca. Dlatego też państwo i jego "zbrojne podatkowe ramię" swój wzrok skierowały na podatek dochodowy. Na początek – od osób handlujących kryptowalutami (transakcje ich zakupu czy wymiany są zwolnione z VAT-u).

Zgodnie z polskimi przepisami osoby obracające bitcoinami czy ethereum muszą podzielić się z państwem sowim zyskiem. - Jeśli przychody nie są uzyskiwane w ramach działalności gospodarczej, wówczas powinny być traktowane jako przychody z praw majątkowych. Zastosowanie znajdzie progresywna skala podatkowa w wysokości 18 lub 32 proc. W przypadku przedsiębiorców stosujących podatek liniowy mówimy o 19-procentowym podatku - mówi w rozmowie z money.pl Kamil Stelmach, adwokat Kancelarii Magnusson, Tokaj i Partnerzy.

Jak wyjaśnia prawnik, fakt, że zarabiamy na kryptowalutach, "ujawniany w deklaracji PIT-36". - Przychody można pomniejszyć o należycie udokumentowane koszty uzyskania przychodów odpowiadające cenie nabycia elektronicznej waluty. Samo zestawienie wpłat i wypłat z rachunku giełdy może być niewystarczające, co skutkować będzie opodatkowaniem całości przychodu osiągniętego ze sprzedaży – podkreśla Kamil Stelmach. Dodaje, że powinniśmy poprosić operatora giełdy o potwierdzenie, które jasno pokaże za ile i jakie elektroniczne waluty kupujemy i sprzedajemy.

Co ciekawe, samo posiadanie i "wykopywanie" elektronicznych walut nie pociąga za sobą obowiązku odprowadzenia podatku. Dopiero obrót nimi wywołuje obowiązek uiszczenia podatku.

- Akcja fiskusa może być skierowana na wykrycie podatników, którzy handlując kryptowalutami zapominają o obowiązku rozliczenia się z urzędem skarbowym. W tej sytuacji warto przeanalizować dotychczasowe transakcje pod kątem ewentualnego skorygowania wcześniejszych zeznań oraz zapłaty podatku - ostrzega i radzi Kamil Stelmach.

Tagi: kryptowaluty, kas, wiadomości, gospodarka, telekomunikacja, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
31-03-2018

emerytJesteśmy pod okupacją grabieżców.

31-03-2018

brakuje kasy ?Wystarczy opodatkować kościoly i zlikwidować konkordat , a miliardy Polska zyska.

31-03-2018

NicMało, mało ,mało ,ciagle mało dojnej zmianie ........

Rozwiń komentarze (260)