Notowania

bitcoin
15.12.2017 05:54

Dotarliśmy do bitmilionerów z Polski. Michał rzucił pracę, zaraz dobije do miliona na koncie. Boi się podać nazwisko

Michał dla inwestowania w bitcoina i inne wirtualne waluty zrezygnował z pracy. Zaraz zobaczy milion złotych na koncie. Przemek (tak się przedstawia) z kolei w ciągu roku chce podwoić posiadany portfel. Jak mu się uda, będzie miał 10 mln zł. - Nie tak dawno rozdawałem bitcoiny w ramach prezentu ślubnego u znajomych. Wtedy warte były po kilkaset złotych. Wydawało mi się to lepsze niż pieniądze w kopercie. Niektórzy do dziś trzymają i nie wiedzą, ile jest wart - śmieje się.

Podziel się
Dodaj komentarz
Żadnych nazwisk, żadnych nagrań, żadnych danych. Tak zabezpieczają się właściciele bitcoinów. Nie chcą rozgłosu, nie chcą problemów

Michał dla inwestowania w bitcoina i inne wirtualne waluty zrezygnował z pracy. Zaraz zobaczy milion złotych na koncie. Przemek w ciągu roku chce podwoić posiadany portfel. Jeśli mu się uda, będzie miał 10 milionów złotych. - Nie tak dawno rozdawałem bitcoiny w ramach prezentu ślubnego u znajomych. Wtedy warte były po kilkaset złotych. Wydawało mi się to lepsze niż pieniądze w kopercie. Niektórzy do dziś je trzymają i nie zdają sobie sprawy, jak bardzo wzrosła ich wartość - śmieje się.

Bitmilionerzy są wśród nas. W Polsce osób, które w wirtualnej walucie trzymają ponad milion złotych, jest sporo. Ile? Tego nie wie absolutnie nikt. Nie ma oficjalnych i naukowych danych. Nikt się tym nie zajął. I tak już pewnie pozostanie. Aż sami zainteresowani się nie ujawnią.

Dotarłem do kilku osób, które na kryptowalutach zarobiły gigantyczne pieniądze. Wszystkie ostrzegają, że inwestowanie w kryptowaluty to nie zabawa. Łatwe zyski skończyły się lata temu. Im się jednak udało.

Żadnych nazwisk, żadnych nagrań

- Kryptowaluty to zawód na pełen etat. Każdego dnia poświęcam na nie przynajmniej osiem godzin. A i nadgodziny nie są niczym wyjątkowym - mówi Michał.

Ma 30 lat, z zawodu jest informatykiem. Nie ma rodziny. Za to w portfelu inwestycyjnym ma równowartość ponad 800 tys. zł. A przynajmniej tyle miał, kiedy rozmawialiśmy 48 godzin temu. Dziś jest to już kilkanaście tysięcy złotych więcej. O ile w między czasie nie znalazł lepszego sposobu na powiększenie stanu konta. W tym tempie do końca roku będzie milionerem. A w zasadzie to bitmilionerem. Bo chyba tak musimy nazywać wirtualnych bogaczy.

Zaczął niecały rok temu. Jednego bitcoina kupił za równowartość czterech tysięcy złotych. Dziś za tę kwotę miałby zaledwie 8 bitcentów (czyli osiem setnych bitcoina).

- Już wtedy myślałem, że te cztery tysiące złotych za bitcoina to góra pieniędzy. Liczyłem, że trochę pójdzie w górę. Trochę. Nie miałem żadnego doświadczenia inwestycyjnego. Wcześniej włożyłem trochę pieniędzy w rynek forex. Straciłem. I dlatego tym razem zacząłem od nauki. I zrozumienia, o co właściwie chodzi - opowiada.

Zanim zaczął poważne handlowanie, przez dwa miesiące czytał blogi, książki i artykuły w sieci. Od tamtego czasu zaczął sukcesywnie dokładać do kryptowalut. Gdyby wszystko sprzedał, to zarobiłby w sumie prawie 2000 proc. w siedem miesięcy. - Jeżeli ktoś myśli, że uda mu się zarobić miliony w ciągu jednej nocy i bez żadnych poświęceń, to nigdzie nie dojdzie. Najpewniej straci - przestrzega.

Michał z pracy informatyka zrezygnował. Jeździ teraz tylko do klientów, z którymi podpisał długie umowy. Nie musi tego robić, ale nie chciał ich zostawić z niczym.

Nie chce się ujawniać. Nie chce, by w materiale pojawiło się jego nazwisko lub zdjęcie.

Michał: Wcześniej włożyłem trochę pieniędzy na rynek forex. Straciłem. I dlatego tym razem zacząłem od nauki. I zrozumienia, o co właściwie chodzi. Bez tego są tylko straty.

Dzięki temu chce uniknąć problemów. Płaci uczciwie podatki, ale obawia się, że skarbówka i tak się przyczepi. To zresztą obawa większości inwestorów w tej branży. Jest jeszcze drugi powód - obawa o atak na konto.

- Przed znajomymi też się nie chwalę, ile udało się zarobić. Otwarcie przyznaję, że obracam kryptowalutami i mi to idzie dobrze. Ale na tym kończę. No i rodziny w to nie wciągałem - opowiada.

Jeszcze większe pieniądze w kryptowalutach trzyma Przemek (to nie jest jego prawdziwe imię, ale tak chce być przedstawiony). I jeszcze bardziej chce dbać o anonimowość. Wiek? Nie chce zdradzić. Podał jedynie zakres. - Trochę więcej niż 30, trochę mniej niż 40 lat. Ma żonę, córkę. Miejsca zamieszkania też nie chce wskazać.

Zanim zaczynamy rozmawiać, prosi, bym niczego nie nagrywał. I nie chodzi mu nawet o to, że opublikuję fragmenty rozmowy. Raczej o to, że ktoś mógłby mi ją wykraść i poznać jego tożsamość. Tak się zabezpiecza.

*Tak rósł bitcoin w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Właśnie dobija do granicy 17 tys. dolarów *

Przed erą wirtualnych walut pracował w sprzedaży, konkretnie w branży FMCG (artykuły spożywcze, środki czystości).

Pierwszego bitcoina kupił za namową znajomego w 2015 roku. Dał trochę ponad 800 zł. Sprzedał, gdy tylko podwoiła się jego wartość. - I wtedy od znajomego usłyszałem, że chyba zgłupiałem. Kazał mi znów kupować. Więc kupiłem, tym razem ciut więcej. I znów leżało - opowiada. Był trochę zmęczony pracą, więc chętnie przysiadł do nauki. I tak zaczął handlować. Na początku spędzał przy komputerze po kilkanaście godzin dziennie. Kupował, sprzedawał, wymieniał. Zarabiał.

Dziś jego portfel to około 5 mln zł (przy założeniu, że w momencie pisania tego materiału sprzedałby wszystkie kryptowaluty).

Przemek wcale nie jest jednym z najbogatszych graczy w Polsce. A przynajmniej tak twierdzi. Grupa osób, które na poważnie zajmują się inwestowaniem i obracają na tym rynku milionami, to według niego kilkadziesiąt osób.

- W ciągu najbliższych sześciu, może dwunastu miesięcy chciałbym powiększyć portfel dwukrotnie. I wtedy będę wypłacał - tłumaczy. Też płaci podatki od zarobionych pieniędzy. I już dziś wie, że największe wypłaty i tak trafią na konta w egzotycznych miejscach.

Kolejnym graczem jest Mikołaj. Jemu jednak do miliona brakuje sporo. I jak sam o sobie opowiada: miał farta. Pięć lat temu kolega z pracy, z firmy informatycznej namówił go do wspólnego zakupu. O bitcoinie dowiedział się z jakiejś branżowej prasy w firmie. Całośc opisana była w jednej kolumnie. - Pamiętam dokładnie, że dawaliśmy nieco ponad 5 dolarów za jedną monetę. Szarpnęliśmy się na dziesięć - śmieje się. Żadnego planu nie mieli. Ot, kupić kryptowalutę. Przeleżała w ich porfelu przez pięć lat.

Przemek: Kryptowalutami zainteresował mnie znajomy. Specjalizował się w alternatywnych inwestycjach. Zaufałem mu.

- Na nowo bitcoinem zainteresowaliśmy się, gdy jego cena osiągnęła około tysiąca dolarów. Już wtedy chcieliśmy wypłacać. Ale uznaliśmy, że skoro wydaliśmy na to kilkadziesiąt dolarów, to możemy zaryzykować i wypłacać zaczniemy na początku przyszłego roku. W sumie będzie to ponad pół miliona złotych (po kursie z czwartku 14 grudnia) - opowiada. I na tym przygodę zakończą.

Dlaczego? - W ogóle się na tym nie znamy. Zabezpieczyliśmy się jedynie przed kradzieżą. Dla obu z nas będzie to ogromny zastrzyk gotówki. Szkoda, że nie wzięliśmy więcej - opowiada. - Dzisiaj w życiu nie wyłożyłbym 16 tys. dolarów na jednego bitcoina. My mieliśmy szczęście i tyle - dodaje.

Taktyka inwestora

Michał w tej chwili na stałe inwestuje tylko w najpopularniejsze kryptowaluty. - Nie dotykam nawet groszowych wynalazków, które mają za dziesięć lat być warte miliony. To nie dla mnie - przyznaje. Dziś brzmi jak osoba pewna swego. Ale początki nie były dla niego łatwe.

Pierwsze straty zanotował po miesiącu. Był na sporym plusie, ale źle ułożył portfel. Stan konta spadł. Dziś wahania w kursie to dla niego idealna informacja. - Tak samo cieszą mnie spadki i wzrosty. Gdy spada, to przynajmniej mam okazję do tańszego zakupu kolejnych walut. No a kiedy rosną, to zarabiam. Przy odpowiednio zbudowanym portfelu spadki na jednej pozycji nie są bolesne - opowiada.

Taktyka? Wymiana na bieżąco. - Nie da się zarobić tylko trzymając pieniądze - wyjaśnia. W sumie wybiera z grupy 30 walut. Raz wziął się za samodzielne "kopanie" bitcoinów. Kupił sprzęt i... w zasadzie tyle. - Szybko obliczyłem, że to nie ma najmniejszego sensu. Zwróci się dopiero po kilkunastu miesiącach, do tego koparka jest kosztowna w utrzymaniu - opowiada.

Za kopanie nie brał się też Przemek. Na zarabianie poświęca już nie więcej niż dwie godziny dziennie. Ale osiągnął to po prawie dwóch i pół roku działania. Wcześniej specjalna aplikacja w telefonie budziła go nawet w środku nocy. Powiadomienia dostawał, gdy wybrana kryptowaluta osiągnęła odpowiedni poziom. Wtedy każda strata go dobijała. Zysk z kolei powodował świetny nastrój. Dziś na sprawy patrzy z większym spokojem. Wahania kursem go nie ruszają.

Co radziłby nowym inwestorom? Przede wszystkim postawić na edukację. Moment, gdy zarabiało się za nic, już dawno się skończył. - Owszem, wartość bitcoina będzie rosła. Ale jeżeli ktoś myśli o tym poważnie, to musi przygotować się na długie godziny nauki i jeszcze dłuższe godziny pracy. Nie ma nic za darmo - dodaje.

Co jest najważniejsze dla osób inwestujących w kryptowaluty? Bezpieczeństwo. Podstawą są silne hasła. Podstawą jest też, by nie trzymać wszystkich pieniędzy w jednym miejscu. Przemek już raz stracił, gdy z rynku niespodziewanie zniknął polski Bitcurex. Pisaliśmy o tym w materiale "Klienci polskiej giełdy bitcoin stracili miliony złotych. Z dnia na dzień zniknęła z sieci".

Każdy w tej branży słyszał o tym, co się stało z MtGox. To kryptogiełda, która długo obsługiwała większość transakcji na rynku. Powstała już w 2009 roku, szybko zyskała pozycję lidera. Zniknęła niespodziewanie pięć lat później. Z dnia na dzień. Rok później służby w Japonii zatrzymały prezesa firmy.

- Zawsze jest ryzyko. Ale nie myślę o tym, bo by mnie to sparaliżowało. W inwestowaniu z kolei nie chodzi o rozmyślanie, co się stanie, jak stracę 10 tys. zł. Bo jak tak zaczniesz myśleć, to nigdy nie przeskoczysz tego pułapu - tłumaczy Przemek.

Zobacz także: Rozmawialiśmy ze specjalistą od kryptowalut. "Bitcoin jest nie do zatrzymania"

I Przemek, i Michał zgadzają się, że w tej chwili na rynku widać bańkę spekulacyjną. Ale wcale nie jest ona mocno napompowana. Obaj przewidują, że kurs bitcoina będzie jeszcze rósł. I to nawet kilkukrotnie.

Moment wyjścia? Michał na razie nie potrafi go określić. Przemek z kolei twierdzi, że zacznie uciekać, gdy bitcoin stanie się masowy. Wtedy rynek będzie nim na tyle nasycony, że większych zysków już nikt nie zobaczy.

NBP i KNF ostrzegają

Coraz częściej negatywnie o wirtualnych walutach wypowiadają się przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego. Szef KNF Marek Chrzanowski w rozmowie z money.pl przekonywał, że nigdy nie kupi żadnej kryptowaluty.

- Jak słyszę przedstawicieli Narodowego Banku Polskiego, którzy mówią, że nigdy nie kupią kryptowalut, to łapie się za głowę. To smutne, że tacy ludzie nie potrafią sobie wyobrazić innego świata. Jestem przekonany, że bitcoin i technologia kryptowalut na stałe zagoszczą na świecie. Oczekiwałbym od ludzi na takich stanowiskach, że są chętni do poznawania nowości. A chyba nie są - komentuje Przemek.

Zdaniem Michała regulacje na rynku są potrzebne. - Trzeba wygonić z Polski wszystkich naciągaczy. Coraz więcej osób udaje, że oferuje kryptowaluty, a to w rzeczywistości zwykłe piramidy finansowe. I nad tym trzeba pracować. Do tego przydałyby się jasne reguły podatkowe. A to, co robią KNF i NBP jest śmieszne - mówi.

Przemek: Narodowy Bank Polski nie potrafi zrozumieć, że świat się zmienia. Szkoda.

I podobne zdanie ma stowarzyszenie Trading Jam Session, które zrzesza ponad 14 tys. inwestorów. Odpaliło ono stronę, na której przekonuje, że niebezpieczne są klasyczne waluty. Jednocześnie przedstawiciele stowarzyszenia żałują, że żadna z instytucji nie weźmie się za naciągaczy, którzy opanowali YouTube. W ten sposób ściągają kolejnych klientów.

Jak wynika z informacji money.pl, nie wszyscy entuzjaści kryptowalut postanowili używać merytorycznych argumentów. Do Komisji Nadzoru Finansowego w ciągu kilku dni przyszło sporo "wulgarnych" wiadomości od wirtualnych inwestorów.

Skąd zainteresowanie regulatorów? W ostatnich dniach padają rekordy wartości bitcoinów. Jedna moneta warta jest blisko 60 tys. zł. Tylko w tym roku jej notowania poszły w górę o blisko 1400 proc. Zdarzały się jednak także pojedyncze dni, gdy inwestorzy mogli stracić nawet blisko jedną piątą postawionych pieniędzy.

Takie wahania nie zdarzają się w przypadku innych aktywów finansowych, a szczególnie tradycyjnych walut. M.in. ze względu na ogromne ryzyko z tym związane, coraz więcej instytucji na całym świecie ostrzega przed inwestowaniem w bitcoiny, szczególnie ludzi, którzy się na tym nie znają, a są często mamione reklamami o łatwym zysku.

Coraz częściej ogromny sukces bitcoina chcą wykorzystać inne firmy. Pisaliśmy już o tym, jak jedna z firm z tej branży chciała wykorzystać polskie gwiazdy telewizyjne. Więcej przeczytasz w materiale pt. "Miał być Ibisz i Maserak. Polskie gwiazdy wykorzystano do promocji podejrzanych inwestycji".

Tagi: bitcoin, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
15-12-2017

EUROTak tak, trzeba reklamować kryptowaluty bo powoli kończą się klienci, których należy "wciągnąć" do tego oszukańczego biznesu, a bez nich nie … Czytaj całość

15-12-2017

asdInwestowanie w coś czego nie ma zawsze kończy się katastrofą dla wielu ludzi, sukcesem dla garstki naciągaczy. Zwykła piramida finansowa i tyle. To, … Czytaj całość

15-12-2017

SebastianBitcomy ? Kto głupiemu zabroni ?

Rozwiń komentarze (254)