Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Miał być Ibisz i Maserak. Polskie gwiazdy wykorzystano do promocji podejrzanych inwestycji

Miał być Ibisz i Maserak. Polskie gwiazdy wykorzystano do promocji podejrzanych inwestycji

Mieli być Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak, Grzegorz Hyży czy Karolina Szostak. Wystąpiła tylko Cleo Fot. Mateusz Ratajczak
Mieli być Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak, Grzegorz Hyży czy Karolina Szostak. Wystąpiła tylko Cleo
Góry pieniędzy najpierw Polakom miał przynosić forex. Większość traciła. Teraz zyski mają robić na kryptowalutach. Ofensywa naganiaczy na nowy sposób zarabiania właśnie ruszyła. W sobotę w Warszawie odbyło się seminarium o wirtualnych pieniądzach. Wydarzenie reklamowały gwiazdy, organizator zapewniał posiłki. I ściągnął pełną salę słuchaczy. Byłem na tej imprezie - pisze Mateusz Ratajczak z money.pl.

Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak, Grzegorz Hyży, Karolina Szostak, Dorota Gardias. Co łączy gwiazdy z pierwszych stron gazet? Jak się okazuje, są to kryptowaluty.

To właśnie ta ekipa miała się zjawić w Warszawie na sobotniej konferencji dotyczącej wirtualnych walut. Miała. Bo nikogo z wymienionych na spotkaniu nie było. Dementowali informacje organizatorów lub po prostu się nie zjawiali. Niektórzy chyba nawet nie wiedzieli, że mieli być.

Krzysztof Ibisz już na kilkanaście godzin przed wydarzeniem informował w mediach społecznościowych, że nigdzie się nie wybiera. O sprawie przeczytał w wiadomościach od fanów. Zadzwonił do organizatora, wyjaśnił sprawę. Rafał Maserak przyznał money.pl, że miał być, że "ta kwestia była z nim omawiana". Ale nie dotarł. Jak przyznał, "na kryptowalutach się nie zna, ale chciał się poznać". Może innym razem.

Dalej? Menedżerowie Karoliny Szostak nie mieli zielonego pojęcia, że ma brać w takiej imprezie udział. Jeden sugerował, że właśnie jest nad morzem. Odpoczywa, wyłączyła telefon.

Na imprezie nie było też Agnieszki Hyży, która miała być prowadzącą. Zastąpił ją ktoś inny. I można odnieść wrażenie, że już wcześniej wiedział, że będzie prowadził imprezę. Sypał żartami, był przygotowany i wyluzowany. Nie wyglądał na przypadkowo złapanego człowieka na zastępstwo. Hyży też nie zaśpiewał. Była Cleo, znana z duetu z Donatanem i piosenek o Słowianach. 10 minut, trzy piosenki i pożegnała zgromadzonych. Pomiędzy panelami czasami tańczył jakiś młody chłopak. Materiał dla organizatorów przygotował również Maciej Dowbor. Chodził po Warszawie i pytał przechodniów, czy wiedzą czym są kryptowaluty.

Tak imprezę reklamowali organizatorzy w mediach społecznościowych

O co chodzi?

Od kilku dni w internecie furorę robiło zaproszenie na wydarzenie "Crypto Mission". Organizatorzy na "seminarium o kryptowalutach" mieli ściągnąć nie tylko gwiazdy. Miały być też przekąski i ciepłe posiłki. Nic o prelegentach, nic o wartościowych informacjach. I faktycznie, jedzenie było, a frekwencja dopisała.

Wśród gości znalazłem się też ja. Zarejestrowałem się, wydrukowałem bilet i pojechałem na drugi koniec Warszawy.

SKOK-i. Niekończąca się afera

 

 

Centrum konferencyjne przy ulicy Marsa było wypełnione aż po brzegi. Już o godzinie 11, czyli na godzinę przed oficjalnym startem wydarzenia, przed drzwiami kłębił się tłum. W sumie na konferencję poświęconą kryptowalucie przyszło ponad tysiąc osób. Wolnych miejsc nie było już na chwilę po otwarciu głównych drzwi.

Na sali półmrok. O odpowiednią atmosferę dbały dymnice. Kto przyszedł? Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Wszystkie grupy i wiekowe, i zawodowe. Byli panowie w garniturach, byli łysi w bluzach.

- Po co tu jestem? W gazecie przeczytałem, że Bitcoin właśnie przebił próg 7 tys. dolarów. Na ten wózek już nie wskoczę, ale jeszcze czuję zarobek. Muszę wiedzieć co i jak, poznać ludzi - opowiada tuż przed wejściem Mikołaj. Od dwóch dekad prowadzi firmę przetwórczą. - Plastik i te sprawy - opowiada. Wspólnie czekaliśmy na odbiór tłumaczy. Gdy poproszono o dowód, zrezygnowałem. On zostawił go w depozycie.

"Chcę zarobić", "Jestem ciekawa". Takie powody słyszę, jeszcze podpytuję ludzi, po co tutaj właściwie przyszli. Tylko dwóch chłopaków mówi wprost, że chce "cisnąć bekę z Ibisza".

"Kryptowaluty są świetne"

Zaczęło się od krótkiego wykładu o kryptowalutach. Czym są, kiedy powstały, dlaczego są lepsze od papierowych pieniędzy. Padły pierwsze tezy - niebawem nikt nie będzie płacił papierem, bo to niewygodne i niebezpieczne. Padło też pierwsze pytanie do publiczności - co by było, gdyby rządy zdecydowały, że pieniądz nagle nie jest nic wart. Jako przykład podano Indie.

W listopadzie ubiegłego roku premier tego kraju ogłosił, że banknoty 500 i 1000 rupii (kilka - kilkanaście dolarów) nie są ważne. Wywołało to faktycznie chaos. Na seminarium zabrakło informacji, że rząd zrobił to, by walczyć z korupcją i podrabianiem najwyższych nominałów. Nie było też nic o tym, że są podejrzenia, że to islamistyczni rebelianci wykorzystują podrobione banknoty. A pieniędzy nikt nie stracił, o ile wpłacił je do banku. Było o tym, że chodzi o podatki. No i kontrolę.

Później na scenę wszedł Rafał Ohme, ekspert w dziedzinie emocji i komunikacji. I opowiadał, że zmiany są odmładzające dla mózgu. Tłumaczył też, dlaczego naszymi akcjami kierują emocje, a nie rozum. I że trzeba się z tym pogodzić. Dla przyszłych inwestorów to świetna rada. W końcu każdy wie, jak dobrze można wyjść, inwestując z gorącą głową.

Ohme podrzucił też informację dla osób ściągających do siebie klientów. Nie warto im mówić, ile zyskają. Przekaz ma być inny. Mają wiedzieć, ile stracą, jeżeli nie wejdą w ten czy inny biznes.

Później na scenę wszedł praktyk zarabiania na Bitcoinie. Zaczął jednak od tego, że w kryptowalutach robi od niedawna. Powiedział za to, że większość z nich ma jeden problem. Jest już kontrolowana przez wąską grupę ludzi. Wątku jednak nie rozwijał, publiczność została z tą informacją sama. Dodał też, że banki długo księgują przelewy. A w ogóle to przez granicę można przewieźć tylko walizkę z 10 tys. euro. A kryptowalut nikt nie sprawdza. Serio. Było też kilka przykładów, które duże banki i fundusze inwestują w kryptowaluty. Skoro robi to JP Morgan, to chyba warto.

Z wykładu o technologii o blockchain, która ma być rewolucją na miarę elektryczności, nie można powiedzieć nic. Naprawdę. Technologia nowego świata została przedstawiona w 2 minuty przez człowieka, który nie mówił płynnie po polsku. Publiczność bawił. Cztery slajdy były powtarzane w kółko. Widzicie to? - pytał publiczność. Chyba widziała.

Najważniejsze na koniec

O tym, kto właściwie jest organizatorem zebrani dowiedzieli się dopiero w drugiej części spotkania. Wtedy po raz pierwszy pada nazwa DasCoin.

Wcześniej było dużo mówienia o tym, ile można było zarobić na Bitcoinie. Dużo. Ale Bitcoin ma swoje problemy, wykorzystują go źli ludzie do sprzedawania narkotyków, a transakcje czasami utykają. Czyli jest ekstra, ale nie do końca. Nie ma też żadnej wizji, jak dalej go rozwijać.

DasCoin jest inny. Lepszy. A jeżeli jest lepszy, to zarobek też może być lepszy, prawda? Naganiania nie było, przyznam to uczciwie. Było inteligentne przekonywanie. Było podświadome sugerowanie. Było pięć cech, które wyróżniają DasCoin. Wszystkie na plus.

W dużym skrócie seminarium wyglądało tak: kryptowaluty są cudowne, czeka nas rewolucja i zmiana sposobu myślenia. Za kwiaty będziemy płacić kryptowalutami. A skoro kryptowaluty są cudowne, skoro wszyscy w ciągu ostatniego roku zarobili na nich górę pieniędzy, to warto wybrać tę najcudowniejszą z nich. DasCoin.

Sam DasCoin od dawna ma spore problemy. Powiedzmy delikatnie, że jest uważany w branży za kontrowersyjny projekt. Niektórzy twierdzą nawet, że nie ma nic wspólnego z kryptowalutami, że bliżej mu do piramidy finansowej.

Już kilka miesięcy temu fundacja Trading Jam, która zrzesza inwestorów, informowała KNF o podejrzanej działalności firmy. KNF nie zajął się sprawą. Ale nie dlatego, że działalność firmy mu się podoba. Brak Komisji narzędzi, by sprawdzać kryptowaluty. Tutaj szersze pole ma UOKiK, który już od dawna zapowiada swoją ofensywę. Ma szansę się wykazać.

W piśmie do KNF padły podejrzenia, że DasCoin jest po prostu kolejną piramidą finansową. Dlaczego? Bo by wydobywać DasCoina trzeba mieć licencję. I za licencję trzeba płacić. Na tym zarabia firma. A ty możesz zarabiać na polecaniu kupowania licencji. Czyli jest sprzedawana w dobrze znanym systemie MLM. To marketing wielopoziomowy. Ja polecam tobie, ty polecasz swoim znajomym i w ten sposób budujemy sieć połączeń. Wiadomo, że im ktoś wyżej w strukturze, tym lepiej dla niego. Od MLM do piramidy finansowej jest wyjątkowo blisko. I na to zwracało Trading Jam.

O tym, że DasCoin to podejrzane przedsięwzięcie, nie ma wątpliwości Michał Szafrański, bloger finansowy i twórca serwisu "Jak oszczędzać pieniądze”.

"DasCoin - coraz częściej mnie pytacie co myślę o tej rzekomej "alternatywie dla Bitcoin". Schemat dokładnie ten sam co OneCoin, który kilka lat temu też promowany był jako alternatywa dla Bitcoin, a jest / był po prostu piramidą finansową. Co więcej - z tego co czytam - za DasCoin stoją dokładnie ci sami ludzie co za OneCoin. W Polsce też promują go ci sami "liderzy przedsiębiorczości internetowej" - napisał na swoim profilu społecznościowym. I pod postem obala argumenty osób związanych z DasCoin.

Maciej Samcik z "Gazety Wyborczej" DasCoin już kilka miesięcy temu nazwał DasNic. Bo może nigdy nie przynieść zysków.

Z kolei Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej" pisał inny scenariusz dla tej waluty. Może się bowiem okazać pewnego dnia, że jest warta okrągłe zero. Dlaczego? Bo na jej wycenę nie wpływa popyt i podaż jak w przypadku walut tradycyjnych i BitCoina. Jej wartość jest ustalana od góry. Przez właściciela. Gdy wyłączy DasCoin, ludzie zostaną z niczym. A on zarobił na licencjach.

Tomasz Jaroszek, ekspert finansowy i twórca bloga Doradca.Tv mówi o DasCoinie tak: "To ostatnia rzecz, w którą bym zainwestował". Jaroszek w swoim materiale dokładnie pokazuje, jak twórcy całego przedsięwzięcia ukrywają swoją tożsamość. Był też na poprzednim wydarzeniu. Z jego relacji wynika, że oba wyglądały niemal identycznie.

Organizatorów to nie zrażało. W końcu zorganizowali kolejną już imprezę o tej tematyce. Mało tego. Odnieśli się do krytyki. Może nie wprost, ale jednak. - Każdy innowator miał swoich przeciwników. My też mamy - mówili ze sceny dyrektorzy DasCoin. O tym, że trzeba kwestionować zastaną rzeczywistość opowiadał Michael Mathias, szef firmy. A właściwie całego zestawu firm, które odpowiadają za DasCoin.

O tym, że Mathias jest wizjonerem przekonywała Anna Hejka. Jest członkiem zarządu, to znana osoba w środowisku biznesowym. Od pewnego czasu wspiera DasCoin. Jest przekonana, że będzie rewolucją naszych czasów. Podczas ostatniej przemowy cytuje Gandhiego, cytuje Churchilla. Przekaz jest prosty - każdy projekt miał swoich przeciwników, którzy go po prostu nie rozumieli. Steva Jobsa też inni nie rozumieli. A dziś każdy ma jego telefon w kieszeni. Zresztą odwołań do Apple i historii sukcesu spółki było sporo. Organizatorzy puścili nawet kilka reklam.

Nie odnieśli się jednak do innych wątpliwości dotyczących swojej waluty. Po prezentacji Anny Hejki na scenę weszła Cleo. Zaśpiewała i zeszła. Życzyła wszystkim wszystkiego najlepszego.

bitcoin, kryptowaluty, dascoin
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Lopez
2017-11-10 20:02
Uwaga wielki scam !!!! Oszymustwo i piramidą finansową ludzi którzy już raz stworzyli podobną!!!
gosc
2017-11-08 04:56
Uwaga to jest kolejny AMBER GOLD. Nie wchodzcie z nimi w interesy,bo stracicie grubą kase. Z tego co mi wiadomo ,są w zinteresowaniu odpowiednich służb.
michał
2017-11-07 23:12
Dla człowieka nikczemnego nie ma różnicy czy promuje oszustwo czy nie. Tacy patrzą tylko na swój zysk.
Pokaż wszystkie komentarze (374)