Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
gospodarka
06.10.2003 10:19

Rządowe sposoby na przetrwanie

Rozpoczyna się nowy kwartał. Będzie miał on decydujące znaczenie dla dotrzymania prognoz gospodarczych na ten rok. O ile uzyskanie 3,5% stopy realnego wzrostu PKB jest możliwe do osiągnięcia, to prognozy wykonania tegorocznego budżetu wiszą na włosku. Chyba, że opisywana przeze mnie kilka tygodni temu akcja zamiatania wydatków pod dywan dalej przybierze takie rozmiary jak dotychczas.

Podziel się
Dodaj komentarz

W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się bowiem o kilku istotnych kredytach – Fundusz Pracy pożyczył od konsorcjum banków 2,4 mld zł, ZUS sięgnął po bankowe 700 mln zł. Następny w kolejce będzie zapewne NFZ, któremu brakuje na wywiązanie się z tegorocznych kontraktów. O takich małych niedyspozycjach jak bankructwo starostwa powiatowego w Głogowie nie warto nawet wspominać (kwota rzędu kilkudziesięciu milionów).

W przyszłym roku zamiatanie pod dywan może przybrać wręcz desperackie formy. NFZ nie da sobie rady przy budżecie narzuconym mu przez ministra finansów. ZUS będzie musiał w znacznie większym stopniu zablokować transfery do OFE. Już dzisiaj docierają do opinii publicznej przecieki o znacznych redukcjach w armii, zarówno tej zawodowej (marynarka) jak i poborowej (skrócenie służby).

Jak rząd zamierza wywiązać się ze swoich ambitnych planów, jak na przekór źle prorokujących analityków (łącznie z autorem) dopiąć to co niedopinalne? Wyjścia z sytuacji są dosyć ograniczone, niemniej zdesperowany lewicowy rząd może posunąć się do każdej sytuacji.

Po pierwsze - już funkcjonująca metoda „zamiatania” wydatków. Ma ona wiele zalet, ale są też i wady. Zalety polegają na zwiększeniu wydatków bez oficjalnego zwiększania deficytu. Dzięki temu w gospodarce generowany jest większy popyt niż wynikałoby to z rozmiarów wzrostu dochodów gospodarstw domowych oraz oficjalnych wydatków budżetu. A to pozwala podtrzymywać sztucznie wzrost gospodarczy, który nie jest odczuwalny w kieszeniach pracujących obywateli, co najwyżej w kieszeniach urzędników. Podstawową wadą jest niemożność kontynuacji tego procederu w nieskończoność oraz gwałtowny wzrost kosztów utrzymywania tego sposobu finansowania.

Po drugie można sprytnie posługiwać się akcjami przedsiębiorstw pozostających w gestii skarbu państwa. Zamiast dokonywać prywatyzacji - i wpływy z niej przeznaczać głównie na łatanie dziur budżetowych - można tymi akcjami zastawiać kredyty dla walących się przedsiębiorstw, czy też wspierać kapitałowo różnorakie agencje, a te z kolei wspierają te miejsca, które pierwotnie wymagają dotowania z budżetu. I tym sposobem zamiast dotować górnictwo w pełni z budżetu, tak aby każdy podatnik miał jasność ile płaci na utrzymanie kopalni, utrzymuje się krypto-system, w którym stopień skomplikowania przerasta nawet bystrych obserwatorów (nie mówiąc o posłach) i dzięki któremu łatwiej kraść. Łatwiej też wykazywać mniejsze wydatki.

Po trzecie można sięgnąć po rezerwę rewaluacyjną, co przy „odnowionym” składzie RPP nie powinno rządowi sprawić kłopotu. Żeby było śmieszniej i straszniej, uwolnienie rezerwy osłabi złotego, a osłabienie pozwoli na uwolnienie kolejnych rezerw – jak się to skończy – nie muszę pisać.

Po czwarte można zwiększyć rozmiar dochodów budżetów lokalnych, co pozwoli im na zwiększenie zadłużenia, to kolejna furtka zdobycia pieniędzy na wydatki. Pozwoli to również na przerzucenie części obowiązków wydatkowych na „dół”. Właśnie toczy się „dyskusja” o tym, kto ma dotować w 2004 roku kolejowe przewozy regionalne oraz bilety ulgowe.

Po piąte można wstrzymać wszelkie ustawowo przewidziane rewaloryzacje i podwyżki wydatków budżetowych, a następnie czekać na nieuchronne wyroki Trybunału Konstytucyjnego. Ale to trwa, czasem kilka lat, poza tym należne pieniądze też można oddawać przez kilka lat. Dzięki temu można przesunąć miliardy wydatków na przyszłe lata budżetowe.

A tych sposobów jest jeszcze ze czterdzieści... choćby takie prozaiczne jak podniesienie podatków, składek obowiązkowych, czy wydłużenie (dla dobra emerytów) wieku emerytalnego. Każdy jednak niesie ze sobą katastrofalne skutki dla przyszłości. Z każdym miesiącem rośnie prawdopodobieństwo nadejścia kryzysu, a przyszłe pokolenia czeka coraz gorszy trud wyrzeczeń. Oby nasze wnuki nie przeklinały nas kiedyś za to, że żyjąc leniwie i ponad stan, beztrosko w imię sprawiedliwości społecznej wydaliśmy ich pieniądze. Ale póki co nieobecni nie mają głosu.

Tagi: gospodarka, rząd, budżet, dług publiczny, zus, wiadomości, felieton
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz