Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
michał boni
16.07.2010 06:10

Śniadek: Rząd oszukał ludzi, premier ma nos jak Pinokio

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: Rząd chce w przyszłym roku zamrozić płace pracowników budżetówki, mimo że wcześniej mówiono o podwyżkach na poziomie 3,3 procent. Zamierzacie walczyć o wzrost wynagrodzeń, czy też może zgodzicie się na rządową propozycję?

Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ _ Solidarność _: Nigdy się na to nie zgadzaliśmy i nie zgadzamy się nadal. Natomiast na razie patrzymy z całym spokojem i tak naprawdę oczekujemy szczegółów, bo na razie pojawiły się jedynie pewne hasła.

Deklaracje rządu w tej chwili wywołują ogromne zdumienie i oburzenie. Nawiązuję do 10 zobowiązań PO, gdzie postulat drugi, podpisany w blasku fleszy, brzmiał że_ radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty _. Teraz więc spokojnie czekamy na dotrzymanie słowa przez człowieka honoru premieraDonalda Tuska.

*Patrząc na założone w budżecie wskaźniki makroekonomiczne, jeżeli przeforsowana zostanie wersja rządu, realnie w przyszłym roku płace w sferze budżetowej się zmniejszą. *

Wskaźniki makroekonomiczne to jest jakby druga sprawa. Ale właśnie od tych wskaźników wychodząc, od tego co podawał nam jeszcze w maju rząd, z naszych wyliczeń wychodziło że postulat 5 procent podwyżki płac jest jak najbardziej uprawniony. I z tym postulatem, jako wyjściowym do negocjacji, trwamy nadal.

Zgodnie z ustawą takie negocjacje powinny się odbyć, jeśli dobrze pamiętam, do 20 lipca. Na 21 lipca planowane jest posiedzenie plenarne Komisji Trójstronnej, na którym może się rozstrzygnąć czy jest jakaś szansa na porozumienie, czy go nie będzie.

*[ *

Gomułka: Nie powiem Tuskowi, gdzie szukać oszczędności* ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/gomulka;nie;powiem;tuskowi;gdzie;szukac;oszczednosci,64,0,643136.html ) A jeśli nie będzie porozumienia i rząd zostanie przy swojej wersji będziecie protestować? Strajk wchodzi w grę?*

Będą protesty, jeśli gotowi do tego będą zainteresowani ludzie, których ta sprawa dotyczy. Jeśli będzie wola ludzi uderzonych tymi decyzjami i gotowość protestacyjna, to oczywiście rozważymy i takie działania. Ja w tej chwili czekam na negocjacje w Komisji Trójstronnej. Głos będę zabierał po fakcie, a nie przed.

*Liczy Pan, że rząd ugnie się przed związkami zawodowymi? *

Jeśli ktoś się ma pod czymś uginać, to najwyżej pan premier Donald Tusk pod ciężarem nosa Pinokia, z którego już mu się dyszel zrobił. To złośliwości, ale to jest pytanie czy ten rząd robi sobie z deklaracji wiatrak, czy też traktuje swoje obietnice poważnie. Czy uważa, że Polakom można wciskać kłamstwa bez końca.

Pytanie podstawowe: jak to się ma do publicznie składanych deklaracji. I to niekoniecznie prezydenta elekta, który w kampanii składał określone propozycje. Donald Tusk też obiecywał i to dużo wcześniej. W 2007 roku, krótko przed wyborami parlamentarnymi, pan premier publicznie podpisywał 10 zobowiązań Platformy, pod hasłem, że Polska zasługuje na cud i ten cud miała czynić właśnie Platforma. Sytuacja wymaga teraz zderzenia tych dwóch spraw – tamtych deklaracji z dzisiejszą realizacją.

Rząd dzięki zamrożeniu płac chce oszczędzić około miliarda złotych. Może rzeczywiście państwa nie stać w tej chwili na podwyżki?

Nie chcę się wdawać w te wyliczanki, czy stać czy nie stać. Pierwsze pytanie to jest czy stać na składanie obietnic. Jak się je składa to się odpowiada za słowo. Tymczasem nieustannie jesteśmy oszukiwani. Opowiada się medialne rzeczy pod publikę, które nijak się nie mają do rzeczywistości. Jak się okazuje, część ludzi chętnie kupuje obietnice bez pokrycia. Związki jednak robią swoje. Będziemy mówili głośno i nazywali kłamstwo kłamstwem.

Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj uderzanie w wynagrodzenia, a więc uderzanie w popyt, w sytuacji gdy głównym motorem gospodarki jest popyt krajowy, to błędne koło. To jest studzenie jedynego silnika, który podtrzymywał gospodarkę, dzięki któremu obronną ręką wychodziliśmy z kryzysu.

Rząd zaplanował przyszłoroczny deficyt
Od ponad roku premier występuje na tle mapy Europy, gdzie Polska jest zieloną wyspą rozwoju w morzu recesji, mówi o sukcesie gospodarczym, o silnej polskiej gospodarce. Chełpi się razem z pracodawcami, że rok 2009 to kolejny wielkiego sukcesu gospodarczego, a tu nagle okazuje się, że za kryzys mają płacić ludzie. Firmy konsumują zyski, a ludziom obcina się pensje. Koszty kryzysupaństwo przerzuciło na pracowników. My to nie od dziś mówimy - krzyczymy o tym od roku.

*Kryzys dotknął chyba wszystkich? *

Największe rozczarowanie to była ustawa antykryzysowa. Premier Donald Tusk publicznie obiecywał wtedy na konferencji przed Centrum Dialog, że do końca roku związkom będzie przedstawiony algorytm dojścia po kryzysie do płacy minimalnej równej 50 proc. średniej krajowej. Taka deklaracja padła, ale do dzisiaj nie została dotrzymana. Musimy krzyczeć, wręcz domagać się realizacji tej obietnicy.

Tu nie ma pan racji. Bardzo wiele firm skorzystało z możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy. Nie pamiętam dokładnie, ale z informacji jakie dostajemy, to było na pewno kilka tysięcy firm. To na pewno nie jest mały odsetek. Przy czym nieduża część dotyczyła firm, gdzie są związki zawodowe. Większość z tych zakładów wprowadziła takie rozwiązania nie ze względu na kryzys.

*Według rządowych założeń jedyną grupą zawodową, która otrzyma podwyżki w przyszłym roku są nauczyciele. Mieliby dostać 7-10 procent od września. O to też toczy się spór. *

To są kolejne PR-owe zabiegi. Mówi się o kwocie podwyżki znaczącej, co robi pewne wrażenie, ale proponuje się ją od połowy roku. A w skali roku daje to faktyczną podwyżkę o 3,5 procent, co już tak dobrze nie wygląda. Lepszym rozwiązaniem byłoby 5 procent, ale od początku roku. Po raz kolejny nie możemy się dogadać i spotkać z rządem.

*"Wprowadzenie reguły wydatkowej to konieczne minimum" Brak porozumienia nie wynika z faktu, że związki żądają zbyt dużo? Budżet wszystkiego nie jest w stanie unieść. *

Rolą związków jest zawsze występować z pewnymi postulatami roszczeniowymi. Natomiast rolą rządu jest zderzać to z możliwościami budżetu i sprawiedliwie te ciężary rozkładać. Dobrze, jeśli dzieje się to w atmosferze dialogu. Jeśli strony wzajemnie darzą się szacunkiem i zaufaniem.

A tutaj nie ma szacunku i dialogu?

Absolutnie. Dzisiaj nam się wciska kit i to najczęściej za pośrednictwem mediów. Na spotkania ze strony rządowej przychodzili urzędnicy z trzeciego garnituru, bez żadnych kompetencji i uprawnień, czasem nawet merytorycznie kiepskiej jakości. Więc ten dialog przypominał raczej żart a nie rozmowy.

*Przecież w ubiegłym roku na posiedzenia Komisji Trójstronnej przychodzili premier i minister gospodarki. Pojawia się też na nich doradca premieraMichał Boni. *

Pojawili się i naskładali obietnic ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Dialog społeczny jest pewnym standardem cywilizacyjnym i prawnym na świecie. A sytuacja w Polsce pokazuje, jak dramatycznie daleko jest nam jeszcze do Europy w różnych standardach.

*Skoro nic z tego nie wynika to po co się spotykać? Dla formalności? *

Jest ustawowy obowiązek. Komisja Trójstronna ma swoje terminy. Nawet jeśli nie dojdzie do porozumienia, to komisja musi ten fakt odnotować i stwierdzić.

Czytaj w Money.pl

Tagi: michał boni, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz