Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie

GUS:
Przemysł w górę najszybciej w tym roku

Historia Pandy. Dlaczego pracownicy sieci handlowych chcą protestować?

Historia Pandy. Dlaczego pracownicy sieci handlowych chcą protestować?

Fot. PAP/Paweł Supernak

Panda - symbol protestu handlowców 2 maja - pracuje w Auchan. Od dwudziestu lat. Kiedyś w sklepie, gdzie jest zatrudniona, pracowało 800 osób. Dziś - około 300. A pracy do wykonania jest tyle samo. Panda, podobnie jak jej koleżanki i koledzy, będą 2 maja protestować. Bo mają dość.

"Pan da: lepsze warunki pracy, wyższe wynagrodzenie". Takie hasło można przeczytać na ulotkach, które w ostatnich tygodniach trafiają do pracowników sieci handlowych. To hasło protestu zaplanowanego na 2 maja. Pracownicy sieci handlowych będą tego dnia bardzo skrupulatnie wypełniać swoje obowiązki. Drobiazgowo trzymać się przepisów BHP. Dokładnie sprawdzać, czy wszystko zostało wykonane jak należy. Organizatorzy protestu unikają jak ognia słowa "strajk". Ale z opisu planowanego przez nich protestu wynika, że będzie to klasyczny strajk włoski. Tego dnia zakupy w sklepie mogą potrwać naprawdę długo. I o to chodzi.

Przewodniczący handlowej sekcji "solidarności" Alfred Bujara chciałby, żeby tego dnia klienci sklepów zobaczyli w pracownikach człowieka. - Chcemy zwrócić uwagę klientów na to, że obsługuje ich człowiek, który jest wykorzystywany, pracuje na gorszych warunkach, jest przeciążony pracą - mówi.

Symbolem protestu jest panda. Panda pojawiła się też na konferencji prasowej, na której liderzy związkowi informowali, na czym cała akcja ma polegać. Była tam nieprzypadkowo. Handel zna od podszewki. Obserwuje go od dwudziestu lat, ciągając wyładowanego paleciaka. Od dwudziestu lat pracuje w hipermarkecie przy Jubilerskiej w Warszawie. Dziś jest tam Auchan, ale wcześniej był tam Real, jeszcze wcześniej Geant. - Jeszcze kilka lat temu pracowało nas tam 800 osób. Teraz jest około 300. A pracy jest dokładnie tyle samo. Czyli w 300 osób musimy wykonać te prace, które robiło wcześniej ponad 800 osób. Jest nas po prostu za mało - mówi nam panda, a właściwe kobieta w stroju pandy.

- Teraz jeszcze nie wiemy, co będzie z tym zakazem handlu w niedziele. Mówią, że może być nas jeszcze mniej - dodaje. Zapytaliśmy, co konkretnie robi. Jest pracownikiem sklepu, czyli właściwie robi niemal wszystko. Wozi towary, rozpakowuje je, rozkłada na półkach, zmienia tabliczki z cenami. Przepisy BHP mówią, że kobieta nie może przewozić ciężaru większego niż 80 kg. Panda się tylko uśmiecha. - Paleciak razem z paletą waży prawie 80 kg. Gdyby się tego trzymać, można byłoby na raz przewieźć raptem kilka paczek - zauważa.

Podobne historie można usłyszeć od innych pracowników marketów. - Nieraz przy zmianie promocji czy gazetki jest na raz do wymiany 300 cenówek i są trzy osoby na sklepie: kasjerka, osoba na mięsnym i jedna w biurze. I kto ma roznieść te ceny? Nie ma kto - mówi Mariola Bielak, pracująca w sieci Dino. - Mamy zbyt mało pracowników. Ludzie są przeciążeni. Jeden pracownik musi zrobić to, co kiedyś robiły trzy osoby. Ciągle dorzuca się nowe obowiązki, nowe procedury - dodaje.

- Głównym problemem jest brak kadry - zauważa Dorota Lewosińska z Tesco. - U nas pensje wahają się na poziomie 1,7 tys. zł netto, więc nie ma szansy na zatrudnienie nowych osób. po prostu nikt nie chce pracować za to wynagrodzenie. Pracują w większości kobiety w wieku przedemerytalnym, które boją się, że nie znajdą pracy w innych firmach - mówi.

W proteście 2 maja wezmą udział pracownicy Biedronki, Tesco, Auchan, Carrefoura, Kauflandu, Decathlonu i Dino. Protestować chcą także zatrudnieni w centrum logistycznym H&M w Gądkach.

Czytaj także
Polecane galerie
Leszek
2017-05-03 18:57
Podziekujcie solidaruchom za to co macie
eeeeeeeeeeeeeeee
2017-05-03 18:39
Rąbać krawaciarzy, niech płaczą i płacą coraz więcej. Fortuny w Polsce powstały w ciągu kilkunastu lat, na zachodzie powstawały setki lat. Tam każdego stać na normalność , u nas nielicznych. Jeżeli firma ma zysk 100 mln , to stać ją na pensje 1000 euro dla podstawowych pracowników. Jezeli w Polsce zastrajkowaliby wszyscy pracownicy sieciówek to zwolnią jedynie kilkanaście osób, bo ktoś musi pracować. Zrobić zrzutke na kozły ofiarne i zostaną przywódcami strajku, a później okryci sławą odejdą.
AveSlowianie
2017-05-03 17:38
Francja niech placa minimum jakiego rzadania od Polskiego kierowcy jak przejezdzalem u nich przez te dziurke drogi we Francy. 9.6 e na h w markecie to minimum i pelna umowa o prace. Jak nie to bosko tego farancuzki3go syfu
Pokaż wszystkie komentarze (204)