Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
rząd
03.11.2008 06:36

Winiecki: Z dziejów (jednego dnia) głupoty w Polsce

Ta parafraza tytułu pamfletu autorstwa Adolfa Bocheńskiego pasuje jak ulał, jako podsumowanie dnia, jaki ostatnio przeżyłem.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Ta parafraza tytułu pamfletu autorstwa Adolfa Bocheńskiego pasuje jak ulał, jako podsumowanie dnia jaki ostatnio przeżyłem. *

Zaczęło się rano, gdy wreszcie przyjechali swoją maszyną śmieciarze. Kiedy zwróciłem im uwagę, że kiedyś przyjeżdżali regularnie o tej samej porze i można było zaplanować wyjazd do pracy, odpowiedzieli, że teraz jeżdżą każdego dnia inaczej.

A mają jakiegoś zwierzchnika, który układa grafik. Kiedyś układał grafik tak, że ludzie wiedzieli, w jakim czasie usługa zostanie zrealizowana. Teraz jest zwierzchnik, który najwyraźniej ma to w nosie, chociaż sens przewidywalnych działań firmy wobec klientów pozostał. Dlaczego m o ż e mieć w nosie klientów? Dlatego, że firma z Francji zastąpiła firmę z Niemiec w tym biznesie, a Francuzi jak wiadomo są ukształtowanymi biurokratyczni i urzędnik to jest ktoś?

A może znowu zwykłe polskie lekceważenie porządku i procedur, wyniesione z narosłej u nas biurokratycznej nieodpowiedzialności i z socjalizmu, gdzie wszystko było biurokracją?

Następnie wizyta w firmie sieci komórkowej. Kolejny raz odłączono przekierowanie z drugiego posiadanego przeze mnie numeru na ten pierwszy. Z trudem przywracają to, co działało - nim przeszedłem do tych gamoni - przez 10 lat. Nikt też nie jest w stanie zagwarantować, że to nie będzie się powtarzać.

Niby prywatna firma. Ale właśnie niby, bo ma różnych państwowych współwłaścicieli i ci jak zwykle mają w nosie sprawność firmy. Znowu dylemat: jeszcze jeden przykład, że państwowe zaraża powszechnie tolerowaną nieodpowiedzialnością, czy też wiara (wyniesiona z polskiego doświadczenia), że zawsze znajdzie się jakiś wykręt, aby wymigać się od kary za popełnione zaniedbania?

Potem jeszcze gamoniowaty bank, najgorszy z jakim spotkałem się w Polsce od czasu upadku komunizmu. Z racji jakichś terminów, które muszą upłynąć, aby wynieść się bez strat, jeszcze muszę go znosić czas jakiś.

ZOBACZ TAKŻE:

Tym razem nie byli w stanie załatwić prostej sprawy zrealizowania dla mnie zagranicznego czeku. Poprzednio zaś dostałem srogie upomnienie o poważnym przekroczeniu limitu, które może spowodować wymówienie prowadzenia konta.

Poszło o sumę ... kilkudziesięciu brytyjskich centów Otóż okazało się, że po podjęciu przeze mnie niewielkiej ilości funtów na wyjazd do Anglii urzędas (bo przecież nie bankowiec!) obciążył opłatą manipulacyjną moje konto funtowe, nie sprawdziwszy, że na nim już nic nie zostało (były za to trzy inne!).

Oczywiście takie idiotyczne upomnienia są wysyłane automatycznie, tylko też nikomu nie chciało się pomyśleć, żeby ustalić jakiś sensowny pułap tego przekroczenia. Znowu: polskie poczucie nieodpowiedzialności, które dochodzi do głosu, gdy tylko postrzega się, że nikt nie karze za to, że zachowuje się bezsensownie?

Na koniec dnia poczta. Ludzi niewielu, urzędniczki powolne, a listy z zaproszeniami na konferencje dochodzą do mnie dwa razy na trzy p o terminie. Oczywiście, pracująca coraz gorzej poczta jest instytucją państwową, która należałoby sprywatyzować, zwalniając przy tym połowę zbędnych urzędników (bo przecież nie usługodawców!).

Każdy może sam sobie określić teraz proporcje ile w tym dniu było destrukcyjnego wpływu państwa, a ile zakorzenionej w nas nieodpowiedzialności, działającej wszędzie, z wyjątkiem małych firm właścicielskich, gdzie coś takiego po prostu nie uszło by płazem!

Autor jest profesorem ekonomii.
W latach 1994-2003 był profesorem i kierownikiem
Katedry Ekonomii na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Wykładał na uczelniach m.in. w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych.

Tagi: rząd, prywatyzacja, poczta, gospodarka, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz