Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Ratajczak
Mateusz Ratajczak
|

Polacy nie będą jak Niemcy i Amerykanie. Niedziela handlowe wymuszą zmianę nawyków. "Dla niektórych to bolesne"

457
Podziel się:

Wojna idzie? Nie, to tylko zakaz handlu w niedzielę. W każdą sobotę (tuż przed niehandlową niedzielą) sklepy wyglądają jak po bitwie. Puste półki to nic nowego. - Na razie Polacy postępują irracjonalnie, ale to się zmieni. Nowe nawyki to kwestia czasu - mówi money.pl prof. Dominika Maison. I przewiduje, że wcale nie staniemy się zakupowymi Niemcami.

Mateusz Ratajczak, money.pl: Szturm na sklepy. Tak teraz wygląda każdy piątek i sobota przed niehandlową niedzielą. To już tak na zawsze? Zakaz handlu rozregulował nasze przyzwyczajenia?

*Prof. Dominika Maison, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego: *Odpowiem bardzo krótko: Nie. Jednak zmiana przyzwyczajeń wymaga czasu.

Przez ponad dwadzieścia lat Polacy przywykli, że w każdą niedzielę mogą wyskoczyć z domu do sklepu i kupić to, co akurat jest potrzebne. A teraz trwa proces zmiany tego wieloletniego nawyku. Przyzwyczajeń nie zmienia się w jeden dzień. Czy chodzi o dietę, aktywność fizyczną, czy sposób i częstotliwość robienia zakupów.

Z punktu widzenia ustawodawcy wydawało się, że wprowadzenie zakazu na dwie niedziele w miesiącu to doskonały pomysł. Ale po obrazkach z mediów i sklepów widać, że to raczej doprowadziło do skołowania klientów. I postępują irracjonalnie. Na razie.

Kupowanie kilku zgrzewek wody na zapas, dopychanie kosza do pełna to dość nietypowa reakcja na... jeden dzień bez otwartych sklepów.

Ludzie prędzej czy później się przyzwyczają. Zaczną kupować wcześniej, lepiej planować zakupy. To z pewnością nie będzie tak histeryczne jak w tej chwili.

Na zakaz handlu trzeba jednak spojrzeć też nieco szerzej. Z jednej strony wpływa na typowe, codzienne aktywności. Ale z drugiej strony zmienia ważny dla niektórych sposób spędzania czasu. Dla pewnej grupy Polaków weekend w galerii handlowej jest zupełnie naturalny. I to nie jest tylko polska specjalność, wcale nie jesteśmy pod tym względem aż tak wyjątkowi.

I ci mogą się frustrować?

Oczywiście, że tak.

Jeżeli się coś, cokolwiek, człowiekowi odbiera, to jest zły. I stąd wiele osób jest naprawdę wkurzonych wprowadzeniem zakazu. Do tej pory zakupy mogli zrobić bez wysiłku, zupełnie odruchowo. Wychodzili z domu i już byli w sklepie. Teraz muszą się zastanawiać, czy najbliższa niedziela jest handlowa, czy nie. Muszą planować konkretny dzień na większe zakupy i nie może to być niedziela, a do tej pory tego nie robili.

Zakaz zawsze jest pewnym ograniczeniem wolności. Część Polaków, co pokazują badania, tak to właśnie odbiera. I mnie to nie dziwi.

To kiedy im minie?

Wszystko jest kwestią indywidualną. Ludzie najczęściej zmieniają nawyki na łatwiejsze. Czyli skomplikowaną aktywność szybko zastępują bardzo prostą. W drugą stronę to już tak nie działa. To bolesne i czasochłonne. To idealnie pokazują kampanie społeczne. Ile się mówi o odpowiedniej prędkości na drogach? Lata. A ludzie i tak zasuwają, bo im sprawia to przyjemność. Ile się mówi, by nie jeść tłusto, rezygnować z cukrów i soli? Lata. A ludzie i tak pochłaniają tony niezdrowego żywienia.

W tym przypadku mamy zmianę łatwego nawyku - "robię zakupy kiedy chcę”" - na trudniejszy, wymagający zastanowienia, "czy dzisiaj mogę zrobić zakupy", "czy jutro będę mógł zrobić zakupy”. Dlatego bardzo prawdopodobne, że Polacy uproszczą sobie tę dosyć skomplikowaną regułę na prostszą - w niedzielę nie robię zakupów.

Skoro nie mogą iść do sklepów, to co będą robić? Chodzić z dziećmi na spacer, odwiedzać restauracje, wypoczywać? Tak sugerowali twórcy zakazu handlu.

Muszę ich zmartwić. Tak się nie stanie. Zamknięcie centrów handlowych nie sprawi, że ludzie pójdą do lasu, zaczną chodzić do teatru lub czytać książki. Jeżeli ktoś miał skłonność to bezwysiłkowego spędzania czasu, to przerzuci to na inny, ale równie łatwy typ spędzania wolnych chwil.

Zobacz także: Zobacz: Zakaz handlu. Co Polacy będą robić w wolne dni?

Czyli?

Chipsy przed telewizorem.

Żeby ludzie zmienili swoje nawyki, np. dotyczące innego spędzania czasu, to trzeba im trochę w tym pomóc. Trzeba im pokazać możliwości, podpowiedzieć, co mogą zrobić, ułatwić, z czasem mogą wytworzyć się mody na inne spędzanie czasu. A i tak wszystkich na siłę nie można uszczęśliwiać i wybiorą telewizję.

Można byłoby też powiązać ceny biletów na część atrakcji w miastach i poza nimi z kalendarzem handlowym.

Możliwości jest wiele, ale w tym temacie debaty nie ma żadnej. Zakaz przegłosowany, obowiązuje, temat w zasadzie się zamknął. I jak zwykle w takich sytuacjach nie wiadomo co było tak naprawdę motywacją do wprowadzenia tej zmiany. Ochrona sprzedawców, żeby nie pracowali w niedzielę? W takim razie, co z innymi zawodami? Ochrona przed "złym" spędzaniem czasu? A co z innymi, niekonstruktywnymi zachowaniami, jak wspomniane chipsy przez telewizorem? Czy może ochrona konsumentów przed nadmierną konsumpcją? Jeżeli tak, to też się nie udało. Kupują więcej, tylko w inne dni.

A może zamiast ograniczać liczbę kupowanych produktów, zaczniemy się zachowywać jak Niemcy? Zwykło się mówić, że to ich domeną jest kupowanie 10 kilogramów cukru czy całych zgrzewek piwa.

Nie kupujemy w ten sposób i raczej kupować nie będziemy. Z bardzo prostego powodu...

... wciąż małych portfeli?

Nie, zupełnie nie. Nie mamy wielkich kuchni, dodatkowych pomieszczeń na przechowywanie. Pan mówi, że z takimi wielkimi zakupami kojarzą się Niemcy, ale to domena mieszkańców USA. Mają miejsce na przechowywanie, więc do tego dostosowali swoje zwyczaje zakupowe. W Polsce średni metraż mieszkania jest niewielki, do tego brak dodatkowych pomieszczeń na spiżarnie.

Zachowania konsumenckie są bardzo nieprzewidywalne i dlatego trudno w tej chwili powiedzieć, w jaką stronę zmienią się zwyczaje zakupowe Polaków po wprowadzanym zakazie handlu w niedzielę.

Polakom sprawia przyjemność wydawanie pieniędzy?

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Są tacy, którym sprawia dziką przyjemność wydawanie pieniędzy, a innym zupełnie nie, zarówno wśród Polaków, jak i innych narodów.

Od czego to zależy?

Między innymi od stylu wydawania pieniędzy. To cecha charakteru, podobna do temperamentu.

Są ludzie, którzy każdy wydatek wiążą z bólem, negatywnymi emocjami, mają poczucie straty. Rozstanie z pieniędzmi jest dla nich po prostu trudne. Takie emocje często występują u osób z wysokim poziomem materializmu. A materializm to zbytnie przywiązywanie wagi do pieniędzy i wiązanie ich z poczuciem własnej wartości i wartościowaniem innych. Badania pokazują, że wysoki poziom materializmu prowadzi do frustracji związanej z wydawaniem pieniędzy. Nawet na zakupach. Ludzie kupują, ale nie potrafią się z tego cieszyć, bo gdzieś w środku czują smutek, że wydali pieniądze.

Najzdrowszy stosunek do pieniędzy to potrafić oszczędzać i kontrolować wydatki, a równocześnie czerpać przyjemność z wydawania. To bardzo skomplikowane, bo jest mnóstwo czynników, które powodują, że ludzie się w taki, a nie inny sposób się z pieniędzmi obchodzą.

Wychowanie jest kluczowe?

Na pewno ma znaczenie, bo ludzie do pewnego stopnia "dziedziczą" postawy i zachowania finansowe. Jeżeli w domu pieniądze były kojarzone ze złem i pojawiała się narracja, że ktoś ma pieniądze, bo ukradł, to taki stosunek do pieniędzy oraz takie przeświadczenie o osobach zamożniejszych będzie również w dziecku, a potem w dorosłym.

W niektórych domach pieniądze to temat tabu, zupełnie jak seks. Niektórzy chronią dzieci przed finansami, myśląc, że tak powinno się postępować. Tymczasem socjalizacja ekonomiczna jest konieczna. Dziecko nie powinno być izolowane od tej sfery życia. Powinno dostawać kieszonkowe, nawet jeżeli ma to być zaledwie kilka złotych, i samodzielnie decydować, na co je wyda. Jak wyda na głupoty, to rodzice nie powinni mieć o to do dziecka pretensji, gdyż w taki sposób dziecko się uczy, czym są pieniądze. A dawanie pieniędzy na każde zawołanie nie spełnia niestety tej funkcji edukacyjnej, dlatego jest zdecydowanie gorszym rozwiązaniem.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(457)
mała
3 lata temu
Nie wszyscy w tym kraju pracują w regularnych godzinach 8-16, pn-pt. Ja kończę o 19, 20, 21, czasem 23. Taka praca. Telewizora o 21 nie pojadę wybierać. Pobyt w sobotę np. w Ikei teraz to jakaś masakra, całe morze ludzi. I dlaczego księża pracują w niedzielę?!
kolo
5 lata temu
ciekawe dlaczego mówią że 97% Polaków to katolicy,obudzcie sie
BasiaK
5 lata temu
A kto ujmie się za księżmi, którzy są przymuszani do pracy w niedziele zamiast spędzić ten dzień z rodziną i zabrać dziecko na spacer?
opo
5 lata temu
To nieprawda, przynajmniej w moim mieście, Zupełnie nic się nie dzieje, może najwyżej drobne zawirowania. W moim przypadku, gdy zawsze jadąc w niedzielę z wizytą, kupowałem bezpośrednio przed wyjazdem co trzeba, Teraz musze kupić wcześniej , trzymać w lodówce i zabierać z domu. I to tylko tyle, nawet jest taki plus że wydaje mniej w miesiacu.
Iga
5 lata temu
mam nadzieję, że ten absurdalny zakaz da się wkrótce uchylić
...
Następna strona