Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Damian Szymański
Damian Szymański
|
aktualizacja

Zmowa milczenia ws. NBP? Po latach rząd w końcu uchyla rąbka tajemnicy

155
Podziel się:

Na samym początku pandemii, za rządów PiS, NBP nabył w ciągu paru godzin obligacje rządowe. Money.pl od tygodni bezskutecznie próbował uzyskać informacje o tej tajemniczej transakcji. Teraz rząd Tuska po części odpowiedział na nasze zapytanie. Oto szczegóły jednego z zarzutów koalicji pod adresem prof. Adama Glapińskiego.

Zmowa milczenia ws. NBP? Po latach rząd w końcu uchyla rąbka tajemnicy
Przy kilku transakcjach NBP z początku pandemii pojawiają się znaki zapytania. Na zdj. prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński (East News, Jacek Dominski/REPORTER)

Pod koniec marca bieżącego roku poznaliśmy założenia wniosku koalicji rządowej o postawienie prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Dużo miejsca władza poświęca sprawie skupu obligacji skarbowych przez NBP w czasach pandemii. Szczególne zaniepokojenie wśród polityków nowej władzy budzi jednak nie całość operacji, a kilka do dzisiaj niejasnych transakcji. Money.pl poznał szczegóły tej sprawy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Po nowych danych euforia. Ekonomista: tego nie da się dłużej utrzymać

Adam Glapiński na cenzurowanym. NBP znalazł się pod ostrzałem

Na wstępie zaznaczmy, że część emitowanego przez siebie długu Ministerstwo Finansów sprzedawało od razu, bezpośrednio do Banku Gospodarstwa Krajowego (tzw. private placement). Znamiennym przykładem takiego działania była transakcja z 26 marca 2020 r. (w późniejszych miesiącach podobnych transakcji było jeszcze więcej), kiedy to resort finansów poinformował o przyznaniu prawa do zakupu obligacji serii DS0726 i DS1029 poza przetargiem (po 5 mld zł dla każdej serii). Nabył je BGK.

NBP dokładnie tego samego dnia ogłosił przetarg na skup obligacji skarbowych i w jego ramach zakupił dwie wspomniane serie obligacji DS0726 i DS1029 po 5 mld zł każda i po średniej rentowności, odpowiednio 1,44 proc. i 1,77 proc.

Oznacza to, że daty, kwoty i przedmiot transakcji pokrywają się z prywatną emisją (ang. private placement) przeprowadzoną przez Ministerstwo Finansów. NBP nie podaje jednak, od kogo skupił obligacje skarbowe w ramach swojego przetargu, a brak danych na stronach Ministerstwa Finansów uniemożliwia sprawdzenie, czy rentowności obligacji były identyczne. Można jednak mówić tu o pełnej korelacji działań NBP i Ministerstwa Finansów oraz BGK - pisali we wniosku o postawienie prof. Adama Glapińskiego prze Trybunałem Stanu prawnicy koalicji rządzącej.

Dlaczego to tak ważne? Gdyby rentowności okazały się dokładnie takie same, byłaby to mocna poszlaka prowadząca do wniosku, że między BGK a NBP nie stał żaden pośrednik. Bank centralny kupiłby w ten sposób rządowy dług bezpośrednio od banku państwowego. A to rodzi poważne wątpliwości prawne.

Był pośrednik przy transakcji NBP?

Gdyby NBP bowiem nabył obligacje bezpośrednio od BGK, to mogłoby - zdaniem ekspertów pytanych przez money.pl - dojść do złamania prawa nie tylko polskiego, ale także unijnego.

Z perspektywy ekonomisty ta transakcja wygląda, jakby była przeprowadzona na rynku pierwotnym. Ten papier nie znalazł się w żadnym obiegu komercyjnym. Spójrzmy. BGK nabywa w ramach zamkniętej transakcji od MF obligacje, a następnie w ramach kolejnej zamkniętej transakcji odsprzedaje je NBP. Gdyby rzeczywiście tak to przebiegło, to rynek nie widziałby nawet tej transakcji. Czy można by to prawnie zakwalifikować jako skupowanie aktywów na rynku pierwotnym? Tutaj już powinni wypowiadać się prawnicy - mówi w rozmowie z money.pl Adama Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight.

Za to Przemysław Litwiniuk, prawnik oraz obecny członek Rady Polityki Pieniężnej, na nasze pytanie o możliwość kupowania przez bank centralny obligacji skarbowych bezpośrednio od BGK, odpowiada:

Jeżeli w ramach operacji otwartego rynku NBP skupował aktywa, które nie uplasowały się na rynku, to naruszałoby to nie tylko polskie przepisy, ale również art. 123 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

O czym stanowi przytoczony przez eksperta artykuł? W skrócie - bankowi centralnemu nie wolno finansować deficytu danego kraju. Przepis ten brzmi następująco:

Zakazane jest udzielanie przez Europejski Bank Centralny lub banki centralne Państw Członkowskich, zwane dalej "krajowymi bankami centralnymi", pożyczek na pokrycie deficytu lub jakichkolwiek innych kredytów instytucjom, organom lub jednostkom organizacyjnym Unii, rządom centralnym, władzom regionalnym, lokalnym lub innym władzom publicznym, innym instytucjom lub przedsiębiorstwom publicznym Państw Członkowskich, jak również nabywanie bezpośrednio od nich przez Europejski Bank Centralny lub krajowe banki centralne ich papierów dłużnych.

Na podobne aspekty zwracają też uwagę specjaliści Polityki Insight (PI). W analizie sprzed kilku miesięcy czytamy, że "jeżeli w wyniku dochodzenia przed Trybunałem Stanu okazałoby się, że NBP kupił od BGK wszystkie obligacje, które ten z kolei nabył w ramach sprzedaży bezprzetargowej tego samego dnia po tej samej cenie, będzie to oznaczać, że bank centralny dokonał sterylizacji tych operacji".

Z perspektywy funkcjonowania rynków finansowych byłoby to równoznaczne z zakupem obligacji przez bank centralny na rynku pierwotnym, czyli bezpośrednio od Ministerstwa Finansów - przekonuje PI.

Wszyscy milczą, a komisja będzie miała, co robić

Money.pl zapytał wprost BGK, czy Narodowy Bank Polski kupował bezpośrednio od banku papiery dłużne rządu Mateusza Morawieckiego.

"W przetargu mogą brać udział jedynie banki ze statusem dealera skarbowych papierów wartościowych. W tym gronie nie było i nie ma NBP. W związku z tym NBP nie mógł nabyć tych obligacji bezpośrednio od BGK" - odpowiada nam biuro prasowe banku.

Kiedy dopytaliśmy dokładnie o wskazaną przez nas transakcję, BGK zasłonił się tajemnicą bankową. Na nasze pytania nie reaguje również NBP. Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, który dysponuje informacjami o stronach zaangażowanych w każdą taką transakcję, też nie udziela informacji na ten temat. "Przepisy prawa nie pozwalają nam na ujawnianie informacji mogących przyczynić się do ujawnienia stron transakcji" - piszą. Przez tygodnie w tej sprawie milczało również Ministerstwo Finansów.

Dopiero kiedy wystosowaliśmy w tej sprawie wniosek o dostęp do informacji publicznej, MF poinformowało nas, że przekaże nam odpowiedź w tej sprawie do 24 maja. Po ponad czterech latach od tajemniczej transakcji rząd musiał w końcu odsłonić karty.

Odpowiedź Ministerstwa Finansów

Resort nie odpowiedział jednak wprost na nasze zapytanie. Karol Czarnecki, dyrektor Departamentu Długu Publicznego, który pracował na tym stanowisku także za premiera Morawieckiego, nie podał wejściowej średniej rentowności serii obligacji, którą można byłoby porównać z wyjściową, za jaką kupił je NBP.

Poinformował za to o tzw. cenie czystej zakupu jednej obligacji. Tak zwana cena czysta mówi nam o cenie, którą trzeba zapłacić za samą wartość nominalną obligacji, czyli bez uwzględniania narosłych odsetek. Odpowiedź resortu jest więc wymijająca, ponieważ urzędnicy nie podali średniej rentowności, po jakiej przekazali papiery dłużne BGK - o którą pytaliśmy - a jedynie cenę czystą.

I tak - cena czysta według danych MF wyniosła:

  • dla obligacji DS0726 – 1063,20 zł;
  • dla obligacji DS1029 – 1085,00 zł.

Po podaniu informacji przez resort wciąż nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, po ile NBP kupił te obligacje i czy między bankiem centralnym a BGK był pośrednik, bo nie posiadamy takich danych. Może je natomiast uzyskać Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, która lada moment ma zacząć przesłuchiwać świadków ws. nieprawidłowości w NBP.

Według Marcina Mrowca, eksperta od polityki monetarnej i głównego ekonomisty Grant Thornton, zestawiając dane rządowe, które udało nam się uzyskać, z poziomami cen rynkowych, które są dostępne w branżowych portalach, jak BONDSPOT oraz danymi NBP, można wnioskować, że obligacje znalazły się na rynku.

- Transakcje zakupu obligacji przez BGK od MF były "w rynku", to znaczy pomiędzy poziomami wyznaczanymi tego dnia przez rynkowe oferty kupna i sprzedaży - mówi nam ekonomista, który stworzył po uzyskaniu przez nas danych zarys tej transakcji.

- Moim zdaniem z czysto ekonomicznego punktu widzenia zasadnicze pytanie brzmi, czy bank centralny może kupować obligacje rządowe, czy nie może. A to, czy zakupi bezpośrednio, czy przez pośrednika, czy pośrednik odsprzeda obligacje po pięciu minutach od zakupu, czy po pięciu dniach, czy po roku, czy po tej samej cenie, po której kupił, czy z marżą, ma znaczenie wtórne. Prawnikom zostawiam oceny prawne, zgodność z regulaminami, wytycznymi - dodaje.

Podobnego zdania jest nasz informator z NBP, znający kulisy sprawy. - Pytanie, czy jeśli obligacje znalazły się na rynku, to czy był tam jakiś pośrednik? I czy nie doszło do celowego obejścia prawa. W tej sprawie trzeba przepytać świadków, bo ktoś te zlecenia wykonywał i zajrzeć w dokumenty, których wciąż nie znamy. Z gruntu ekonomii musimy przenieść się na grunt prawa - mówi nam wysoko postawiony urzędnik NBP.

Spór prawny

Dlatego to właśnie spór prawny będzie w tej batalii najważniejszy. Prawo bowiem nie zakazuje nabywania przez NBP tych instrumentów na rynkach wtórnych, np. w ramach operacji otwartego rynku, o czym stanowi art. 48 pkt 2 ustawy o NBP.

Z drugiej strony istnieje jednak opinia Rzecznika Generalnego TSUE dot. zakupu obligacji przez Europejski Bank Centralny (sprawa C-62/14 z 14 stycznia 2015 r.), którą money.pl dokładnie przeanalizował. Przyjęto w niej, że skup obligacji przez dany bank centralny na rynku wtórnym nie byłby zgodny z art. 123 TFUE, o ile bank "nabywałby obligacje skarbowe na rynku wtórnym za znaczną kwotę bez zachowania odstępu czasowego w stosunku do chwili emisji".

Dlaczego? Ponieważ takiego działanie "miałoby podobny efekt jak bezpośredni skup na rynku pierwotnym".

Trzeba przyznać, że skup na rynku wtórnym zrealizowany w ciągu sekund od chwili emisji obligacji na rynku pierwotnym mógłby sprawić, że rozróżnienie pomiędzy oboma rynkami zatarłaby się, mimo że formalnie operacja przebiegałaby już na rynku wtórnym - czytamy w opinii rzecznika.

NBP się broni

Linia obrony NBP w tej sprawie jest jasna. Zdaniem banku audyty Najwyższej Izby Kontroli oraz EBC nie wskazały na żadne nieprawidłowości podczas skupowania długu rządu premiera Morawieckiego podczas pandemii COVID-19, a cała sprawa jest politycznym "polowaniem na czarownice" i atakiem na niezależność banku centralnego.

Koalicja ma na ten temat jednak zupełnie odmienne zdanie, o czym szeroko pisaliśmy TUTAJ.

Damian Szymański, wiceszef i dziennikarz money.pl

Chcesz mieć wpływ na rozwój serwisu money.pl? Weź udział w badaniu

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(155)
Shalom
2 tyg. temu
Nad prezesami banków narodowych czuwa '' Międzynarodowa organizacja finansowa''z siedzibą w USA. Więc włos z głowy mu nie spadnie. I szkoda czasu na pisanie tych miernych pisemek.
treadstone
3 tyg. temu
Uważam że władza postąpiła słusznie, nie informując społeczeństwa o dodrukowaniu 144 000 000 000 zł. To są zbyt poważne sprawy aby zwykli ludzie o tym wiedzieli.
Majonez
3 tyg. temu
Wszyscy są tacy sami a ludzi dalej okradają teraz na WIBOR co to może rosnąć aż ludzie z głodu poumierają takie zapisy sobie bankierzy w umowy powkrecali że jak tracą to tylko ludzie kredyty w Polsce to taki hazard gdzie bank zawsze wygrywa
Xten
3 tyg. temu
Glapinski za skupowanie obligacji jest ....kryminał reszta to rumor albo chalas jak kto woli
Czytelnik
3 tyg. temu
Glapiński miał być taki wiarygodny, a ja straciłem 20% swoich oszczędności po sprzedaży mieszkania. Rozliczyć każdego kłamcę.
...
Następna strona