Notowania

Źródła odnawialne. Część Polski już porzuciła węgiel. Prawie cała energia z OZE na Warmii i Mazurach

Węgiel to obecnie wróg ludzkości. Ci, którzy są o tym przekonani, przyklasną Warmii i Mazurom. To zielone płuca Polski. Są też i płuca zupełnie czarne.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Money.pl)
Dachy porastają panelami fotowoltaicznymi, ale OZE to i tak wciąż ułamek produkowanej w Polsce energii

Komisja Europejska jeszcze bardziej zniechęciła w tym roku polskich odbiorców do energii z węgla. Ku ochronie przed niekorzystnymi zmianami klimatu na kuli ziemskiej zabrała firmom na Starym Kontynencie znaczną część darmowych uprawnień. Cena za emisję CO2 skoczyła z 20 euro za tonę rok temu do obecnych 25 euro, w wakacje testując nawet poziom 30 euro.

Na uprawnienia polskie elektrownie wydają już miliardy złotych. Wytwarzanie energii z węgla stało się dużo droższe. W ten sposób zmierza kosztowo w kierunku cen produkcji prądu ze źródeł odnawialnych. OZE to co prawda wciąż drogi sposób pozyskiwania elektryczności i ciepła, ale władze unijne robią wiele, żeby w porównaniu z węglem były coraz bardziej atrakcyjne.

W Polsce przechodzenie na energię odnawialną idzie topornie. W ubiegłym roku nawet spadł jej udział w produkcji prądu do 12,7 proc. z 14,1 proc. rok wcześniej. Gospodarka rosła szybko, a wraz z nią i skala wytwarzania energii. Inwestycje OZE aż takiego tempa nie mają.

Zobacz też: W Polsce są elektrownie groźniejsze od Czarnobyla

Ale są rejony kraju, które na źródła odnawialne przeszły niemal w całości. Takie województwo warmińsko-mazurskie - według danych GUS - w 2018 roku aż 82,8 proc. energii wyprodukowano tu z OZE. Wiatraki czy farmy fotowoltaiczne na polach to właśnie w krainie wielkich jezior już norma. Są też i liczne elektrownie wodne.

Okolicznością negatywną jest fakt, że na Warmii i Mazurach wytwarza się na własne potrzeby tylko niecałe 30 proc. prądu. Resztę sprowadza się z "węglowych" województw.

Powyżej połowy energii z OZE jest jeszcze w województwach podlaskim i pomorskim. Tam jednak podobnie jak w warmińsko-mazurskim większość energii "importuje się" z województw "nieczystych".

Które to te "nieczyste" czarne płuca Polski? Absolutnymi antybohaterami są województwa śląskie i łódzkie. Tam z OZE powstaje tylko nieco ponad 3 proc. produkowanej energii.

Co ciekawe woj. śląskie, choć oparte na energetyce węglowej i pod względem produkcji energii jest trzecie w Polsce (po łódzkim i mazowieckim) i tak wytwarzało jej w 2018 roku mniej, niż potrzebowało. Trzeba było importować po raz pierwszy od dziesięcioleci.

"Elektrownią Polski" jest województwo łódzkie, które wytwarza prawie trzy razy więcej energii niż samo potrzebuje. I to tej najmniej czystej, tj. z węgla brunatnego. Elektrownia Bełchatów została zresztą okrzyknięta największym trucicielem powietrza w Europie. W ubiegłym roku wyemitowała do atmosfery 38,2 megatony dwutlenku węgla, czyli tyle, ile w ciągu roku wypuszcza do atmosfery 6,5 mln aut - wynika z danych Komisji Europejskiej.

Na kolejnych dwóch negatywnych miejscach w Europie są elektrownie niemieckie: w Neurath (32,2 megatony CO2) i Niederaussem (25,9 megatony CO2).

Zły klimat dla zielonej energii

Wracając do zielonej strony mocy, największy wzrost produkcji energii z OZE był w 2015 roku, kiedy zainstalowano 1,18 GW nowych mocy. Ale wysokie tempo jest już od 2010 roku. W ubiegłym roku co prawda produkcja z OZE zmniejszyła się o 2637 GWh do 16076 GWh, ale to wcale nie przez likwidację mocy. Warunki pogodowe musiały być gorsze, bo przy spadku produkcji moc zainstalowana nawet wzrosła do 8,93 GW z 8,64 GW rok wcześniej.

Dwa ostatnie lata to jednak wyraźne spowolnienie w oddawaniu nowych jednostek OZE. Na rynku pojawiło się za dużo zielonych certyfikatów i ich cena spadła. A tylko dzięki nim inwestycje "wiatrakowe" były opłacalne.

Co więcej, rząd robi wrażenie niechętnego energetyce odnawialnej. Ministerstwo Energii chciało nawet niedawno wprowadzić do ustawy o OZE zmianę w opłacie zastępczej, którą elektrownie emisyjne uiszczają, jeśli nie kupią zielonych certyfikatów. Ta zmiana limitowałaby cenę certyfikatów, a więc maksymalny poziom przychodów ekoinwestorów.

Co do zasady certyfikaty miały w poprawce nie kosztować więcej od opłaty zastępczej. Wszystko po to, żeby państwowe elektrownie nie traciły na OZE pieniędzy potrzebnych im na budowę wielkich projektów, np. Ostrołęki.

Takie plany zagroziłyby wielu wiatrakowym przedsięwzięciom. Interweniowali minister Emilewicz i premier Morawiecki i zmiana nie przeszła. Tak czy inaczej wrażenie jest, że ze strony rządowej działalność OZE nie będzie w najbliższym czasie w Polsce ułatwiana. A to niesie ryzyko dla potencjalnych inwestycji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: energetyka odnawialna, oze, energia odnawialna, gospodarka, wiadomości
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
12-11-2019

emilPierwsze co PiS zrobił dla ekologi gdy przejął władzę to rozpoczęcie walki z wiatrakami produkujących energię elektryczną a to że niebezpieczne dla … Czytaj całość

12-11-2019

szcurołapNajwięksi truciciele świata to Chiny i USA. W Europie Niemcy. My daleko na liście

12-11-2019

ZXNie są już takie zielone.Teraz Trzaskowski wysyła im osady z "Czajki".

Rozwiń komentarze (229)