Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Witold Orłowski
Witold Orłowski
|
aktualizacja

Spełnia się zły sen PiS. Kpili z Tuska, będą musieli to przełknąć [OPINIA]

1399
Podziel się:
Przedstawiamy różne punkty widzenia

Jeszcze nadal mamy premiera Morawieckiego, jeszcze przez niemal dwa tygodnie mamy formalnie rząd Prawa i Sprawiedliwości, a już z Brukseli płyną sygnały o możliwym odblokowaniu części pieniędzy, które Polska może uzyskać z tytułu realizacji Krajowego Planu Odbudowy.

Spełnia się zły sen PiS. Kpili z Tuska, będą musieli to przełknąć [OPINIA]
Mateusz Morawiecki, Donald Tusk (GETTY, Beata Zawrzel, Foto Olimpik, NurPhoto)

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Chwilowo chodzi o stosunkowo skromną zaliczkę w wysokości 550 mln euro w ramach programu wsparcia transformacji energetycznej. O program, w przypadku którego decyzja jest stosunkowo prosta, bo nie muszą być brane pod uwagę uzgodnione przez rząd z Komisją Europejską kamienie milowe dotyczące praworządności, a więc zmiany ustawowe które niełatwo będzie spełnić ze względu na możliwe weto ze strony prezydenta.

W dodatku chodzi o procedurę awaryjną, bo jeśli pieniądze te nie zostaną odblokowane do początku grudnia, mogą nam przepaść.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: "Jeden samochód zarabia kilka tysięcy miesięcznie." Maciej Panek - Biznes Klasa #4

No tak, ale chyba dla nikogo nie jest tajemnicą, że ta wysoce prawdopodobna decyzja pokazuje nadciągającą wielką zmianę w relacjach rządu w Warszawie i Komisji Europejskiej w Brukseli.

Zmianę, która prawdopodobnie dość szybko zaowocuje kolejnymi decyzjami o odmrożeniu pieniędzy z KPO. I to niezależnie od tego, jak szybko Polska będzie w stanie wypełnić zapisane na papierze kamienie milowe.

Ogromne kwoty. Trzeba wydać je szybko

Mówimy o pieniądzach, które są nam dziś bardzo potrzebne. Chodzi o kwoty naprawdę ogromne, bo sięgające od 34 do 59 miliardów euro (w zależności od tego, jak dużą pulę nasz kraj będzie chciał wykorzystać).

Jest to odpowiednik od 4 do niemal 8 proc. PKB Polski, albo mówiąc inaczej – w maksymalnym układzie – niemal dwukrotności wszystkich inwestycji publicznych, których rocznie dokonujemy w kraju (nota bene też w połowie finansowanych ze środków unijnych, tyle że nie z jednorazowego zastrzyku jakim jest KPO, ale z regularnie napływających co rok funduszy strukturalnych).

Pieniądze te trzeba wydać szybko, bo w ciągu najbliższych trzech lat. A tak się składa, że mamy akurat gospodarkę, która z najwyższym trudem wydobywa się z długotrwałej recesji, z kompletnie rozregulowanymi finansami, największym w historii deficytem budżetowym (oczywiście tym prawdziwym, a nie fikcyjnym, o którym opowiadał nam przez ostatnie lata pan premier) i najniższą w historii skalą inwestowania, zwłaszcza firm prywatnych. Nie ma chyba lepszego momentu na to, by spadła na nas taka manna z nieba.

Manna z nieba? – śmieją się ironicznie politycy PiS. Nieprawda, to nie żadna manna, ale pieniądze pożyczone, które trzeba będzie kiedyś zwrócić. I tak, i nie.

Rzeczywiście, Unia Europejska pożyczyła od inwestorów pół biliona euro na realizację programu ożywienia gospodarek krajów członkowskich, a one wszystkie – w tym oczywiście i Polska – gwarantują ich zwrot.

Tylko że gwarantujemy zwrot tej kwoty niezależnie od tego, czy sami sięgniemy po pieniądze, czy nie. Krótko mówiąc, z programu zaciągnięcia kredytu i wykorzystania go na własne potrzeby zrealizowaliśmy jak dotąd tylko pierwszą połowę. I poważnie groziło nam to, że będziemy spłacać kredyt za innych, samemu nie mając z tego żadnych korzyści.

Chyba nie trzeba być wielkim finansistą, żeby stwierdzić (używając potocznego, ale precyzyjnego języka), że to najbardziej frajerskie zachowanie, jakie można sobie wyobrazić.

Skoro jest to zachowanie w tak oczywisty sposób głupie, to dlaczego należne Polsce pieniądze od niemal dwóch lat czekają zamrożone w Brukseli, a dotychczasowy rząd nie zrobił wiele, by po nie sięgnąć? Chyba nie trzeba nikomu przypominać.

Konflikt rządu z Komisją Europejską o przestrzeganie zasad praworządności trwał od lat, a ponieważ obie strony chciały, by pieniądze do Polski popłynęły, premier Morawiecki sam zaproponował kompromis możliwy do przełknięcia przez PiS i Komisję, czyli tzw. kamienie milowe.

Zaproponował, po czym nie był w stanie zmusić części polityków swojego obozu (w tym swoich kolegów-ministrów zasiadających w rządzie i polityków odgrywających rolę sędziów w Trybunale Konstytucyjnym) do przyklepania dokonanych zmian i tym samym odblokowania pieniędzy. Czas mijał, polski budżet był w coraz gorszym stanie, gospodarka wpadała w recesję, a pieniądze leżały w Brukseli.

Kpili z Tuska

Początkowo, zaraz po wyborach, politycy PiS wykpiwali obietnice Donalda Tuska, że będzie w stanie szybko odblokować KPO. Teraz zapewne będą powtarzać, że wroga nam Komisja w jawny sposób wspierała opozycję. Szukała tylko pretekstu, by nie dać przed wyborami pieniędzy odchodzącej władzy, a teraz podjęła polityczną decyzję, aby je dać nowej. A koronnym dowodem będzie to, że przecież kamienie milowe nadal nie są spełnione.

I znowu: i tak, i nie.

Głównym problemem leżącym pomiędzy odchodzącą władzą a instytucjami unijnymi (albo inaczej: między rządem a pieniędzmi z KPO) nie było wypełnienie formalnych zobowiązań, ale brak zaufania. Obie strony uzgodniły kamienie milowe właśnie dlatego, by wypełnić "na papierze" minimum zobowiązań. Ale nie chodziło tylko o te minima: jak Komisja miała ufać władzy, której przedstawiciele prześcigali się w deklaracjach że Unia to "nowa Rzesza Niemiecka", że Polska "nie ugnie się przed żadnym dyktatem", że Bruksela "chce nam odebrać niepodległość", a członkostwo w Unii to "nowa okupacja"?

I jak wierzyć wskazanym przez nią sędziom Trybunału wysyłającym sobie SMS-y z propozycją, by w celu uzyskania pieniędzy przepuścić potrzebną jako kamień milowy ustawę, a zaraz po odblokowaniu środków "szybko ją wycofać"?

Jest spory kredyt zaufania

Nowy rząd, który pewnie powstanie w ciągu kilku tygodni nie może (póki co) zapewnić, że wypełni kamienie milowe wynegocjowane przez premiera Morawieckiego. Ale ma coś znacznie ważniejszego od poprzedników, bo ma kredyt zaufania.

W Komisji nikt nie ma wątpliwości, że nawet jeśli jeszcze przez długi czas nowa władza nie będzie mogła dokonać potrzebnych zmian ustawowych, to na pewno podejmie wszelkie możliwe działania na rzecz przywrócenia praworządności. A jeśli między dwiema stronami jest zaufanie, problem kamieni milowych da się jakoś rozwiązać, a w najgorszym razie renegocjować.

Jeśli odchodząca władza jest wściekła o to, że jej takiego kredytu zaufania instytucje unijne odmówiły, a nowej władzy są skłonne udzielić – niech się po prostu zastanowi nad tym, czy na takie zaufanie w sprawach praworządności zasługiwała.

Prof. Witold Orłowski, ekonomista, publicysta, wykładowca akademicki

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
pieniądze
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP Opinie
KOMENTARZE
(1399)
Malwina
3 miesiące temu
Odkąd się dowiedziałam że parówki berlinki należą do firmy której tusk jest udziałowcem nigdy więcej już ich nie kupię swoim dzieciom.
Polak
3 miesiące temu
Brawo Panie Premierze Tusk
Tusk będzie s...
3 miesiące temu
Tusk będzie siedział za oddanie śledztwa w sprawie mordu smoleńskiego, Putinowi.
Dziad_Mroz
4 miesiące temu
Niech ktoś mi powie, że PiS działając na szkodę Polski, naszego budżetu, nie spełnia poleceń Putina.
Grzegorz
4 miesiące temu
Ok, wszystko ładnie pięknie tylko prawdą jest że tą część odblokowanych środków otrzymamy dzięki staraniom PiS, każdy kto się z tym nie zgadza może uzyskać takie informacje ze źródeł które są ogólnodostępne, druga sprawa jest taka że KPO to nic innego jak zadłużanie się, nic więcej.
...
Następna strona