W spotkaniu uczestniczyło trzech liderów partyjnych - Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty. Zabrakło liderki Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Rzecznik rządu na konferencji tłumaczył, że premier spotkał się z nią wcześniej, a we wtorek odbyło się z kolei spotkanie Donalda Tuska z Pauliną Hennig-Kloską.
Jak słyszymy, Pełczyńska-Nałęcz nie otrzymała zaproszenia, mimo że w ciągu dnia faktycznie miała spotkanie z premierem, podczas którego omawiane miały być bieżące sprawy dotyczące jej resortu.
Premier miał ją także uspokajać, że on sam nie planuje zmian w rządzie, których skutkiem będzie wciągnięcie Szymona Hołowni na funkcję ministerialną czy wicepremierowską. To miało uspokoić Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, ale tylko do czasu, gdy w mediach pojawiły się przecieki o wieczornym spotkaniu liderów koalicji, z pominięciem przewodniczącej Polski 2050. W formacji pojawiły się obawy o to, czy pozostali liderzy jednak nie szykują jakiejś rekonstrukcji. - Nie damy się tak łatwo zastraszyć - zapewnia polityk tego ugrupowania.
Słyszymy jednak zapewnienia, że na spotkaniu liderów nie było mowy o korektach personalnych.
WIDEOMinistra chce kluczowej zmiany w PIT. "W listopadzie 1/3 pensji mniej"
To było rutynowe spotkanie. Czarzasty właśnie zakończył urlop, Kosiniak-Kamysz też był na miejscu, a Tusk chciał się spotkać i przegadać bieżące sprawy. Inna kwestia, że dawno spotkanie tego typu nie trwało tak długo - przyznaje rozmówca znający kulisy narady.
Nie personalia, a pieniądze
Co w takim razie zajęło liderów koalicyjnych? Z naszych ustaleń wynika, że jedną z dyskutowanych spraw miała być kwestia zmian podatkowych, z którymi koalicja mogłaby wyjść na wybory. Czasu na decyzje, wbrew pozorom, nie jest dużo - minister finansów do końca sierpnia musi złożyć projekt budżetu na 2027 r., a do końca września złożyć go w Sejmie. I w ramach tej ustawy uwzględnione mają być reformy podatkowe, bo koalicjanci zgadzają się, że ich skutki powinny być odczuwalne w roku wyborczym.
Wygląda na to, że na razie nie ma dużych szans na istotny ruch rządu dotyczący podniesienia kwoty wolnej od podatku (KO w kampanii w 2023 r. zapowiadała skok z obecnych 30 tys. do 60 tys. zł). - Rozsądne byłoby 60 tys. zł, ale państwa na to nie stać. Z kolei zaproponowanie mniejszej podwyżki kwoty wolnej nie zaspokoi oczekiwań ludzi, a będzie kosztowne - tłumaczy rozmówca z koalicji.
- Decyzji jeszcze nie ma, ale bliżej jest do decyzji o podwyżce progu podatkowego - dodaje.
Dziś jest tak, że do kwoty 120 tys. zł rocznie obowiązuje 12-proc. PIT, a powyżej tej kwoty 32-proc. Polska 2050 postuluje podniesienie progu do 140 tys. zł, a Prawo i Sprawiedliwość idzie jeszcze dalej, mówiąc o 180 tys. zł. Tyle że, jak słyszymy, nie musi to oznaczać prostego podniesienia progu podatkowego.
Jedna z dyskutowanych opcji, za którą szczególnie optuje Lewica, dotyczy wprowadzenia kilku nowych stawek podatkowych wraz z progami, od których by one obowiązywały. W praktyce, jak słyszymy, chodzi o wprowadzenie stawek PIT pomiędzy dzisiejszymi 12 proc. a 32 proc. oraz być może stawki powyżej 32 proc.
Chodzi o to, by ludzie nie mieli poczucia szoku, przechodząc ze stawki 12 proc. od razu na 32 proc., tylko, by było coś jeszcze pomiędzy. Z kolei stawka ponad obecne 32 proc. miałaby dotyczyć najbogatszych, dzięki czemu cały system stałby się jeszcze bardziej progresywny - wyjaśnia osoba z Lewicy.
Jak dodaje, formacja - m.in. na kanwie ostatnich kontrowersji wokół niebotycznych zarobków lekarzy - zabiega też o zmiany w ryczałcie. Wstępnie mowa o wyższych stawkach procentowych dla poszczególnych branż, natomiast w koalicji pojawiają się także postulaty obniżenia limitu uprawniającego do rozliczenia ryczałtowego z obecnych 2 mln euro rocznych przychodów - np. do 250 tys. zł (a więc cofnięcia zmian wynikających z Polskiego Ładu rządu PiS).
- To byłby bardzo dobry pomysł - chwali ten kierunek myślenia rozmówca z Polski 2050. Zgadza się z tezą, że z jednej strony wprowadzenie stawki PIT powyżej 32 proc., czyli dla najbogatszych, mogłoby choćby częściowo zmitygować budżetowe skutki wprowadzenia stawek niższych od 32 proc.
Nasz rozmówca z KO na razie niczego nie przesądza i potwierdza jedynie, że decyzje zapadną szybko. - Cierpliwości. Jeszcze w sierpniu wszystko będzie jasne - ucina.
W 2025 r. ponad 2,4 mln osób przekroczyło drugi próg podatkowy, który wynosi 120 tys. zł, i musiało zapłacić wyższą stawkę podatku dochodowego, wynoszącą 32 proc. Stawka dla dochodów poniżej progu wynosi natomiast 12 proc.