Holandia jest trzecim pod względem popularności kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków w Europie – po Niemczech i Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że pracuje tam ok. 200 tys. Polaków, z czego większość zatrudnionych jest w ogrodnictwie, dystrybucji i logistyce (pakowanie, obsługa wózków widłowych) i zakładach przetwórstwa mięsa. Małgorzata Bos-Karczewska ocenia, że dodatkowe 100 tys. Polaków mieszka i pracuje w Holandii poza systemem i nie jest nigdzie zarejestrowanych.
W przeszłości dochodziło do licznych przypadków wykorzystywania Polaków przez holenderskie agencje pośrednictwa pracy tymczasowej. To one rekrutują w Polsce ludzi do pracy w holenderskich szklarniach czy rzeźniach. Bos-Karczewska podkreśla w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że z roku na rok takich przypadków jest coraz mniej. - Polskie portale powtarzają wciąż te same zarzuty o tym, że agencje zaniżają zarobki, uzależniają pracowników od siebie mieszkaniowo i tak dalej. Owszem, od czasu do czasu to się zdarza, ale w Holandii wiele się zmieniło - komentuje.
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Bos-Karczewska mieszka w Holandii od 1980 roku, przez lata prowadziła największy polski portal w Holandii. Jest ekspertem ds. unijnej migracji zarobkowej, doradza obecnie w tej kwestii Ministerstwu Spraw Socjalnych i Zatrudnienia w Hadze. Jej zdaniem momentem przełomowym była pandemia koronawirusa, kiedy w Holandii zaczęła się debata o tym, jak zwalczać nieprawidłowości dotyczące migracji zarobkowej z krajów UE. – To wtedy ministerstwo pracy rozwinęło projekt mający na celu stworzenie sieci punktów informacyjnych i pomocy dla migrantów zarobkowych. Dziś działają one niemal w całym kraju - tłumaczy Bos-Karczewska.
I dodaje, że holenderski rząd zabrał się za zwalczanie nieprawidłowości. - Od 1 stycznia 2027 roku wchodzi w życie ustawa, która zobowiązuje wszystkie agencje pracy do uzyskania rządowego certyfikatu. Będzie przyznawać je specjalnie powołana do tego instytucja, która wcześniej prześwietli agencje - wyjaśnia ekspertka.
Sektor oburzony, pracownicy skorzystają
Od nowego roku agencje nie będą mogły pośredniczyć w zatrudnieniu migrantów zarobkowych w rzeźniach i zakładach przetwórstwa mięsa, gdyż właśnie tam miało miejsce najwięcej przekrętów. - Łamano na wielką skalę prawo pracy, zaniżano pensje, pracownicy byli zwalniani bez powodu i tak dalej. Sektor jest oburzony, ale pracownicy tymczasowi na tym skorzystają, bo od nowego roku będą zatrudniani na kontrakty stałe. Co więcej, pracodawcy będą musieli zapewnić im zakwaterowanie, a z tym jest w Holandii problem – mówi Bos-Karczewska.
- Do tej pory to agencje pracy tymczasowej zapewniały pracownikom z Polski tzw. łóżko, często w kilkuosobowym pokoju. Pracodawcy umywali ręce. Nie interesowały ich warunki, w jakich mieszkali zatrudniani przez nich ludzie. Spychali wszystko na agencje pracy, ale te też umywały ręce, więc odpowiedzialność się rozmywała - dodaje.
Ekspertka o rynku pracy w Holandii: migranci zarobkowi są obciążeniem
Zdaniem Bos-Karczewskiej rząd Roba Jettena chciałby ograniczyć napływ niewykwalifikowanych migrantów zarobkowych, bo tania siła robocza stała się zbyt wielkim balastem. - Migranci zarobkowi są obciążeniem zarówno dla państwa, w tym głównie gmin i dla mieszkańców dzielnic czy wsi, gdzie zamieszkują – ocenia. Chodzi o rosnące koszty społeczne. W kraju toczy się dyskusja o podniesieniu płacy minimalnej. Problem w tym, że sektor ogrodniczy, logistyka, przetwórstw mięsa uzależniły się od tańszej siły roboczej z krajów UE. Holendrzy próbują sobie jakoś z tym radzić. Bos-Karczewska wskazuje na fakt, że już w tej chwili w holenderskich centrach dystrybucji w miejsce ludzi wprowadza się roboty.
Ekspertka podkreśla, że rząd będzie zachęcał i pobudzał biznes do stosowania "pracooszczędnych" metod produkcji czy organizacji pracy. To konieczność, bo od 2 lat w Holandii nie ma przyrostu siły roboczej. Władze chcą opracować selektywną politykę migracyjną i docelowo ściągać z zagranicy tylko fachowców i specjalistów, których potrzebują priorytetowe sektory gospodarki.
Będzie mniej pracy dla Polaków?
- Jak tak dalej pójdzie, to mieszkający w Niderlandach Polacy zatrudnieni w rzeźniach, centrach dystrybucji czy szklarniach stracą pracę. Zastąpią ich maszyny. Nie stanie się to z dnia na dzień, proces będzie powolny, ale nieuchronny - ocenia doradczyni holenderskiego resortu pracy. Jej zdaniem "migracja zarobkowa z Polski do Holandii zaczyna wygasać, ale ten proces jeszcze trochę potrwa".
Bos-Karczewska w czwartek przyjeżdża do Gdańska, gdzie weźmie udział w dwudniowej XV Konferencji Komitetu Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk "Emigracja, imigracja, integracja w dobie polaryzacji społecznej". - Z doświadczenia Holandii Polska może wyciągnąć bezcenną lekcję: nie uzależniajmy się od taniej siły roboczej. Ściągniecie kilkuset tysięcy migrantów zarobkowych z biedniejszych krajów Unii Europejskiej - Polski, Rumunii czy Bułgarii nadmiernie obciążyło holenderski system opieki społecznej – ocenia.

Na konferencji w Gdańsku zamierza namawiać polskich decydentów, by wzorem Holendrów inwestowali w kapitał ludzki. I to nie tylko w wykształcone kadry, ale w pracowników niewykwalifikowanych tak aby byli w stanie wykonywać prace w przyszłościowych sektorach – energetyce czy zielonej gospodarce. - Już teraz państwo Polski i firmy powinny pracować nad programami szkoleń na masową skalę. Zmiany demograficzne zmuszają nie tylko Polskę, ale całą Europa do przestawienia systemu – tłumaczy.