wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Klienci polskiej giełdy bitcoin stracili miliony złotych. Z dnia na dzień zniknęła z sieci

Klienci polskiej giełdy bitcoin stracili miliony złotych. Z dnia na dzień zniknęła z sieci

Slajd Bitcurex promujący handel bitcoinami ze stycznia 2014 roku. Fot. Bitcurex
Slajd Bitcurex promujący handel bitcoinami ze stycznia 2014 roku.

Pan Maciej mógł mieć prawie pół miliona złotych w wirtualnej walucie. Nie ma nic. W podobnej sytuacji jest kilkadziesiąt osób, które złożyły do prokuratury zawiadomienie o zniknięciu jednej z najstarszych i największych giełd w Polsce. Tropy wskazują na dwa scenariusze: defraudację lub atak hakerski.

Pierwszy tydzień stycznia przyniósł rekordowe notowania wirtualnej waluty - bitcoina. Upraszczając - to rodzaj "cyfrowego pieniądza" przechowywanego w specjalnej aplikacji w smartfonie lub komputerze, którym można dokonywać płatności i którym handluje się na giełdach. Tak jak tradycyjnymi walutami. Wartość bitcoina doszła w pewnym momencie nawet do 5 tys. zł, a więc zrównała się z uncją złota (31 gram kruszcu).

Od 14 października, czyli tylko w ciągu nieco ponad 3 miesięcy, można było dzięki takiej inwestycji podwoić oszczędności.

Notowania bitcoina na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy

To jednak nie dotyczy pana Macieja (imię fikcyjne, bo pod swoim imieniem i nazwiskiem nasz rozmówca nie chciał być podpisany), któremu mała fortuna przeszło koło nosa. Inwestor, posiadający bitcoiny od blisko dwóch lat, od połowy października ub. r. mógł zarobić na nich grubo ponad 200 tys. zł. Nie dostał jednak takiej szansy.

Co więcej, nie tylko nie zarobił na wzroście kursu bitcoina, ale wszystko wskazuje na to, że stracił też ok. 250 tys. zł. Miał je ulokowane na jednej z największych i najstarszych polskich giełd o nazwie Bitcurex. A ta z dnia na dzień zniknęła.

- To były wszystkie moje oszczędności. A straciła też na tym moja mama, za którą inwestowałem w bitcoiny, bo ona się na tym nie zna - przyznaje pan Maciej w rozmowie z WP money.

Od razu warto podkreślić, że nie jest to laik, którego do bitcoinów zwabiła żądza szybkiego zysku. To magister ekonomii i inżynier informatyki. Trudno sobie wyobrazić merytorycznie lepiej przygotowaną osobę do inwestowania w ten specyficzny instrument finansowy, jakim jest wirtualna waluta.

Bitcurex zniknął z sieci z ponad dwoma tysiącami bitcoinów wartych na początku tego roku 11,5 mln zł. Do tego dochodzi kilka milionów w złotówkach, które także były zdeponowane przez klientów na tej giełdzie.

Prowadzisz firmę? W jakim zakresie chciałbyś poszerzać swoją wiedzę?

Zarządzanie firmą
Przywództwo/motywowanie pracowników/zarządzanie ludźmi
Biznes w internecie
Zarządzanie ryzykami w firmie
Prawo podatkowe
Pozyskanie środków na inwestycje w ramach programów unijnych
Kobieta w biznesie - warsztaty inspiracyjno-wizerunkowe
Sukcesja w firmach rodzinnych

dziękujemy za oddanie głosu

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Poszkodowanych jest wielu. Szacunki wskazują, że wszystkich użytkowników Bitcurex w blisko 5-letniej historii mogło być nawet w sumie około 10 tys. Choć nie zawsze kwoty szły w setki tysięcy złotych, to dla wielu graczy były to albo całe oszczędności, albo znaczna ich część. Nie wszyscy chcieli rozmawiać z nami na ten temat.

Do wysokości strat nie przyznaje się m.in. znany w społeczności bitcoinowej Lech Wilczyński - współtwórca InPay - pierwszego polskiego "procesora płatności" cyfrową walutą bitcoin (InPay daje możliwość opłacenia rachunków, a także dokonywania płatności bitcoinami w sklepach internetowych).

- Nie spodziewałem się, że może dojść do zniknięcia tak dużej giełdy. To kompletne zaskoczenie. Nie mogę zdradzić, ile ja i moja firma straciliśmy na tym, ale na tego typu ewentualność byliśmy zabezpieczeni. Trzymamy bitcoiny w różnych miejscach, więc można powiedzieć, że upadek Bitcurex był niejako wliczony w ryzyko - komentuje sytuację Wilczyński.

Inna z osób, do których dotarliśmy (również jak pan Maciej chce pozostać anonimowa), sugerowała nawet, żeby nie nagłaśniać sprawy, bo w temacie prowadzi prywatne śledztwo z wykorzystaniem detektywa. Wszystko po to, by znaleźć odpowiedź, w jaki sposób w jednej chwili zniknęła tak duża giełda. Ślad praktycznie po niej zaginął. No i kto jest za to odpowiedzialny.

Od prac konserwacyjnych do zamknięcia giełdy

Wszystko zaczęło się 14 października, gdy klienci Bitcurex zamiast jak co dzień zalogować się na platformie giełdowej, zobaczyli komunikat o trwających pracach konserwacyjnych systemu informatycznego.


źródło: niebezpiecznik.pl

W przypadku banków, tego typu komunikaty nikogo specjalnie nie martwią, bo też zazwyczaj są poprzedzone wcześniejszą zapowiedzią takich prac. Klienci Bitcurex takiej informacji wcześniej nie dostali, co już wzbudziło podejrzenia. Choć pewnie nikt nie spodziewał się, jak to wszystko się skończy.

Szybko ze strony przedstawicieli giełdy pojawiły się sugestie, żeby w związku z pracami na serwerach nie wysyłać pieniędzy na swoje konta w Bitcurex. To wywołało spekulacje o możliwych problemach w systemie i nawet utracie kontroli nad bitcoinami w efekcie na przykład ataku hakerskiego. Podobne sytuacje w ostatnich latach zdarzały się w przypadku rynku bitcoina na całym świecie.

Trzy dni po opublikowaniu komunikatu o pracach konserwacyjnych giełda dalej była zamknięta. Jakby tego było mało, klienci informowali o tym, że w łódzkiej siedzibie Bitcurex nie można już nikogo zastać. Do tego praktycznie nie było żadnych informacji od właścicieli giełdy na temat tego, co jest grane.

Mijają kolejne dwa dni (19 październik) i jest oficjalna zapowiedź giełdy o wprowadzeniu nowej wersji systemu, co ma tłumaczyć kilkudniowy brak dostępu klientów do pieniędzy. Dokładnie po tygodniu od zawieszenia (21 października) ukazuje się nowy komunikat:

"Właściciel serwisu Bitcurex, spółka Digital Future Sp. z o.o. Sp. K. zawarła z inwestorem porozumienie dotyczące dokapitalizowana i ponownego uruchomienia serwisu. Uruchomienie serwisu będzie możliwe po zmianie infrastruktury sieciowej oraz aktualizacji oprogramowania i audycie bezpieczeństwa. Informujemy, iż ponowne uruchomienie serwisu planowane jest w terminie do 30.11.2016. Zgodnie z regulaminem wszyscy użytkownicy, zachowują możliwość wycofywania zgromadzonych środków".

Ponad miesiąc oczekiwania na dostęp do swoich pieniędzy to dla wielu była przesada. Tym bardziej, że wielu klientów spodziewało się najgorszego. Korzystając z sugestii Bitcurex, że można w każdej chwili wycofać pieniądze, klienci decydowali się składać formularze rezygnacji z usług giełdy. Tak też zrobił pan Maciej. Nie przyniosło to jednak żadnych efektów. Nikt pieniędzy, a tym bardziej bitcoinów nie zobaczył.

Mijają kolejne dni, tygodnie i nie słychać nic o nowym inwestorze. W ogóle nic nie słychać, bo przedstawiciele spółki zarządzającej giełdą jakby zapadli się pod ziemię. Nadchodzi w końcu wyczekiwany przez wszystkich 30 listopada i... dalej nic. Taki stan rzeczy utrzymuje się do dziś. O ile wcześniej na stronie internetowej bitcurex.com można było znaleźć ostatnie komunikaty giełdy, tak teraz już nie ma nawet takiego adresu.

Atak hakera czy defraudacja? Na następnej stronie piszemy m.in. o śledztwie prokuratury

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
BTC Maniak
2017-06-24 23:20
Kto trzyma tyle btc na giełdzie hehe, chyba Pan Maciej to zmyślona postać
ida
2017-02-10 08:38
wot znaczy sie.... piramida finansowa dla lemingów
Misio-miś
2017-02-09 22:57
Magister ekonomii i inżynier informatyki, a głupi jak but...
Pokaż wszystkie komentarze (421)