wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Prezes GPW w WP money odniosła się do spekulacji o swoim odwołaniu. "Nie zaczęłam się pakować. Praca wre"

Prezes GPW w WP money odniosła się do spekulacji o swoim odwołaniu. "Nie zaczęłam się pakować. Praca wre"

Małgorzata Zaleska, prezes GPW Fot. GPW
Małgorzata Zaleska, prezes GPW

- Dopóki Polacy będą wierzyli, że na rynku finansowym można nieprzeciętnie zarobić bez ponoszenia nieprzeciętnego ryzyka, to wciąż będą miały miejsce tragiczne wydarzenia, powodujące utratę oszczędności - mówi prof. Małgorzata Zaleska, prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. W wywiadzie dla WP money szefowa GPW odnosi się do spekulacji na temat jej możliwego odwołania już 4 stycznia. Wskazuje też, co w ostatnich latach wpłynęło źle na wizerunek polskiego parkietu: - Takie słowa, jak "kasyno", "hazard" czy "forex" są w odniesieniu do giełdy absolutnie nie na miejscu - mówi.

Łukasz Pałka, WP money: Denerwują panią doniesienia o tym, że lada dzień straci pani swoje stanowisko?

Prof. Małgorzata Zaleska, prezes GPW: Jestem daleka od zdenerwowania. Mogę nawet powiedzieć, że odczuwam wyjątkowy spokój. Moim zadaniem jest profesjonalne zarządzanie instytucją, która służy rozwojowi całej gospodarki. Zamierzam to nadal robić.

No właśnie, nie zauważyłem u pani w gabinecie żadnych kartonów.

Bo nie zaczęłam się pakować. Praca wre, kontynuujemy rozpoczęte projekty, a niektóre będziemy lada dzień finalizować.

"Puls Biznesu" sugerował niedawno, że miała pani blokować zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy, które ma panią odwołać.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zostało zwołane na 4 stycznia przez głównego akcjonariusza, czyli Skarb Państwa. Prawo przewiduje taką możliwość i nie mam więcej informacji do przekazania w tej sprawie.

Zakładając, że doniesienia o odwołaniu okażą się prawdziwe, to będzie pani najkrócej urzędującym prezesem GPW w historii. Mam wrażenie, że ta polityczna gra wokół tak ważnej instytucji od lat nie sprzyja jej wizerunkowi.

Na szczęście ten wizerunek jest teraz pozytywny. Powiem to wprost: podczas mojej kadencji udało się zwiększyć wartość GPW o ponad ćwierć miliarda złotych. Kurs akcji wzrósł z 34 do 40 zł. Stopa zwrotu na poziomie ponad 17 proc. w okresie niecałego roku to niezły wynik. Jesteśmy uważani za jedną z najlepiej zarządzanych giełd na świecie.

Kurs akcji GPW od początku 2016 roku

A mi przypominają się słowa byłego prezesa GPW, Adama Maciejewskiego. Jeszcze w czasie swojej kadencji napisał on do pracowników e-mail, w którym określił giełdę jako piękną łąkę, pod którą jest bagno.

Mam zupełnie inne odczucie. Zarządzam bardzo fajną spółką, która ma ogromne znaczenie dla polskiej gospodarki. A co więcej, mam z tego ogromną satysfakcję.

Gdzie jest miejsce dla giełdy w planie ministra Mateusza Morawieckiego?

Wskazałabym trzy, niezwykle istotne części tego planu, w których obecność giełdy jest niezbędna.

Po pierwsze, giełda to doskonały sposób na pozyskiwanie kapitału przez spółki, również te młode, innowacyjne. I nie chodzi mi tylko o rynek akcji, ale również o wciąż niedoceniany rynek obligacji.

Po drugie, giełda w dużej mierze stanowi o stabilności finansowej państwa. Finansowanie przedsiębiorstw nie powinno opierać się tylko na bankach. W innych krajach finansowanie z wykorzystaniem rynku kapitałowego jest wyższe niż w Polsce. Dlatego mam nadzieję, że plan ministra Morawieckiego pozwoli giełdzie na szybszy rozwój.

Po trzecie wreszcie, giełda to miejsce, gdzie Polacy powinni budować swoje oszczędności długoterminowe. Chcę ich do tego przekonywać. Stąd między innymi pomysł na uruchomienie tzw. REIT-ów, czyli spółek publicznych na rynku nieruchomości, dzięki którym drobni inwestorzy będą mogli czerpać zyski z regularnej dywidendy. To bezpieczny produkt dla inwestycji długoterminowych, który powinien zaktywizować tę grupę inwestorów.

Skupmy się zatem na pozyskiwaniu kapitału przez spółki. W tym roku na rynek główny GPW weszło ich 18. To mniej niż w ostatnich latach.

Rzeczywiście, ale ten słabszy okres nie dotyczy tylko polskiego rynku. Pod względem liczby debiutów znaleźliśmy się w tym roku na czwartym miejscu w całej Europie. To dobry wynik, który pokazuje, że na GPW wciąż jest pozyskiwany realny kapitał.

Poza tym proszę zwrócić uwagę na to, że wprowadzenie spółki na giełdę wymaga czasu. Potrzebny jest biznesplan, strategia rozwoju, zmiany w strukturze spółki, przygotowanie prospektu emisyjnego i wreszcie zaakceptowanie go przez Komisję Nadzoru Finansowego. Cały ten proces zajmuje mniej więcej rok.

Poza tym czas wielkich prywatyzacji jest już za nami. W tym roku wychodziliśmy do firm z propozycjami, by rozważyły wejście na giełdę. Takich spotkań było około stu. Nasza strategia polegała na tym, by wyszukiwać tylko takie spółki, które uzyskałyby spore korzyści z wejścia na giełdę. Zakładam, że efekty tych działań zobaczymy w 2017 r.

Będzie sto debiutów?

Oczywiście, że nie. Chcę tylko zwrócić pana uwagę na to, że debiuty w 2016 r. to efekt działań władz GPW w 2015 r. Dlatego lepiej byłoby rozliczać nas pod koniec przyszłego roku. Jestem przekonana, że wynik będzie znacznie lepszy niż w tym roku.

Pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć słowa byłego prezesa GPW, Adama Maciejewskiego, który napisał niedawno w "My Company Polska", że nie widzi w debiutach giełdowych nic prestiżowego, a "elita polskiego biznesu jest poza rynkiem publicznym, bo niewiele on daje".

Nie zgadzam się z tym. GPW jest dla spółek nie tylko źródłem finansowania, ale także daje im rozpoznawalność, pomaga budować wizerunek i prestiż. Dostarcza ich codziennej wyceny. Wejście na GPW zmienia też sposób zarządzania firmą, na przykład zwiększając dyscyplinę w zakresie raportowania i dzielenia się danymi z otoczeniem. O ile niektórzy początkowo się tego obawiają, o tyle później odbierają to jako coś pozytywnego.

Skąd zatem pomysł, by zachęcać do debiutów na GPW spółki z Białorusi?

Jesteśmy największą giełdą w Europie Środkowo-Wschodniej i powinniśmy rozbudowywać naszą pozycję w regionie. Jest bardzo prawdopodobne, że Białoruś w najbliższych latach będzie przechodziła okres prywatyzacji i nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy z takiej okazji nie skorzystać.

Podkreślam, że interesują nas nie tylko spółki, które będą prywatyzowane. Rozmawiamy też z bardzo interesującymi podmiotami prywatnymi, które działają w branży informatycznej. Tymi spółkami interesuje się nie tylko GPW, ale również inne parkiety, w tym giełda londyńska. GPW jest od niej mniejsza, ale w tej sytuacji to akurat atut. Białoruska spółka debiutująca u nas będzie lepiej wyeksponowana niż na ogromnym rynku w Londynie. Poza tym Białorusinom jest do nas bliżej nie tylko pod względem geograficznym, ale i kulturowym.

Planujecie uruchomić polsko-białoruskie centrum IPO.

To prawda. Jest duża szansa, że ruszy ono w przyszłym roku. Białorusini chcą czerpać od nas wiedzę, a my chcemy dzielić się nią pro bono. Ten projekt to kwintesencja łączenia misji i biznesu na GPW. Zapewniam, że z tej mąki będzie chleb.

I nie ma pani obaw, że białoruskie spółki znów okażą się słabą propozycją dla inwestorów? Przerabialiśmy już okres promocji spółek ukraińskich, a do dzisiaj indeks WIG-Ukraina stracił ponad 40 proc. Z kolei inwestorzy, którzy kupili przed debiutem akcje chińskiej spółki Peixin i ciągle je trzymają, mają teraz stratę na poziomie 90 proc.

Nie mam takich obaw. Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy mieć bardzo mocną pozycję w całym regionie. Rynki coraz bardziej się otwierają, dlatego nie możemy ograniczać się tylko do Polski. Stąd nasze rozmowy z partnerami azjatyckimi i częste wizyty ważnych chińskich delegacji poszukujących w Polsce bezpiecznej przystani do zainwestowania ogromnych zasobów finansowych.

W kontekście rozwoju za granicą nie sposób nie zapytać o plany związane z brytyjską platformą transakcyjną Aquis. GPW kupiła w niej udziały w 2014 r.

Mogę powiedzieć tylko tyle, że w najbliższym czasie nie planujemy zmian w zakresie naszego zaangażowania w ten projekt.

Pani kadencja na GPW to okres spadku przychodu z obrotów. Wynik udało się pani uratować cięciem kosztów.

W bardzo dużym uproszczeniu. W tym roku zredukowaliśmy koszty działalności o kilka milionów złotych, prowadzimy proces integracji. Obecnie spółki z grupy GPW są rozrzucone po całej Warszawie, a chcemy, by wszystkie znalazły się przy ulicy Książęcej. Jeśli zaś chodzi o spadek obrotów, nie mamy na to bezpośredniego wpływu.

Z giełdy odpływają inwestorzy indywidualni.

To zjawisko, które można obserwować od dawna.

Czym jest ono spowodowane?

Naprawdę nie chciałabym dolewać oliwy do ognia.

Dlaczego?

Bo zaufanie do giełdy to podstawa. A proszę powiedzieć, jakie określenia w ostatnich latach często padały w komentarzach na jej temat.

Ma pani na myśli "kasyno"?

Na przykład. A ja uważam, że takie słowa, jak "kasyno", "hazard" czy "forex" są w odniesieniu do giełdy absolutnie nie na miejscu.

Skoro o foreksie mowa: czy konkurencja ze strony foreksowych brokerów psuje biznes GPW?

Na szczęście to się już zmienia. Jeszcze do niedawna forex był przedstawiany jako miejsce, gdzie można spektakularnie zarobić bez ryzyka. Obecnie coraz więcej europejskich krajów podejmuje działania, by chronić drobnych inwestorów. To krok w dobrą stronę.

Forex w Polsce powinien zostać ograniczony?

Dobrze byłoby przeprowadzić przynajmniej bardzo dużą akcję informacyjną na temat zagrożeń związanych z tym rynkiem. Jeżeli już ktoś chce grać w tak ryzykowny sposób, to przynajmniej niech robi to świadomie.

Powiedzmy sobie szczerze: dopóki Polacy będą wierzyli, że na rynku finansowym można nieprzeciętnie zarobić bez ponoszenia nieprzeciętnego ryzyka, to wciąż będą miały miejsce tragiczne wydarzenia, powodujące utratę oszczędności.

Jednak przecież GPW także oferuje graczom ryzykowne instrumenty pochodne.

Po pierwsze, giełda to podmiot przejrzysty. Po drugie, wszystko zależy od tego, w jaki sposób takie instrumenty są wykorzystywane. Mogą służyć do ryzykownej spekulacji, ale mogą też - i takie jest ich podstawowe przeznaczenie - zabezpieczać transakcje zawierane przez inwestorów na rynku. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób używa się danego narzędzia.

Nie ma wątpliwości, że rynek akcji w długim okresie przynosi inwestorom zyski. Przez ostatnich dziesięć lat niektóre spółki potrafiły przynieść im nawet po kilkaset procent. W tym samym czasie pieniądze zdeponowane na lokacie bankowej dały około 40 proc. Każdy powinien mieć jednak świadomość podejmowanego ryzyka. W dziedzinie edukacji finansowej Polaków jest jeszcze sporo pracy do wykonania. Jestem gotowa przekonywać każdego, by oszczędzał samodzielnie.

Jako społeczeństwo nie mamy takiego nawyku?

Dane pokazują, że odkładamy średnio tylko dwa procent naszych dochodów. To daje nam "zaszczytne" ostatnie miejsce w całej Unii Europejskiej. A to chyba jasne, że oszczędności dają poczucie bezpieczeństwa, a także pozwalają spokojnie myśleć o emeryturze.

To prawda. Jednak wiele osób odpowiedziałoby pani w tym momencie, że po prostu nie ma z czego oszczędzać.

Zarobki w Polsce wcale nie są najniższe w Unii Europejskiej. To dlaczego zatem jesteśmy na ostatnim miejscu pod względem oszczędności?

Być może chodzi o spadek zaufania. Wystarczy przytoczyć przykład "akcjonariatu obywatelskiego". Oczywiście słynna już Jastrzębska Spółka Węglowa w tym roku pozwoliła inwestorom odrobić sporą część strat, ale nie zmienia to faktu, że zaufanie do rynku zostało nadszarpnięte.

To powtórzę: Polacy zawsze powinni być w pełni świadomi swoich decyzji finansowych, zwłaszcza ich skutków. Nikomu nie wolno obiecywać pewnych i spektakularnych zysków.

A pomysł całkowitej likwidacji OFE nie zachwieje wizerunkiem rynku kapitałowego?

Na razie trwają dyskusje na temat tego, jak dokładnie będzie wyglądała reforma emerytalna. Tego nie wiemy, więc trudno ją komentować. Z pewnością jednak wśród inwestorów nie ma paniki związanej z planami rządu.

Chodzi mi na przykład o sytuację, w której ponad 200 spółek obecnych na GPW mogłoby nagle stać się spółkami Skarbu Państwa. Bo mniej więcej w tylu spółkach OFE mają obecnie udział w akcjonariatach.

Nie przesądzajmy o tym, jakie efekty przyniesie reforma. Fundusze emerytalne w różnych formach funkcjonują na całym świecie. Wierzę, że jeżeli cokolwiek zostanie u nas zmienione, to będzie to korzystne dla przyszłych emerytur Polaków.

Proponuje pani, by drobni inwestorzy mogli czerpać korzyści z rynku nieruchomości, inwestując w tzw. REIT-y.

To prawda. Chcę, by drobni inwestorzy mieli możliwość lokowania oszczędności w spółkach publicznych, prowadzących działalność na rynku nieruchomości. Będą one czerpały zyski głównie z najmu powierzchni i przekazywały ich znaczną część inwestorom w postaci dywidendy.

Tymczasem w branży funduszy inwestycyjnych pojawiają się opinie, że REIT-y są niepotrzebne, bo wystarczyłoby na przykład obniżyć próg wejścia do funduszy zamkniętych, inwestujących na rynku nieruchomości.

Nie zgadzam się z takim podejściem. REIT-y powinny być maksymalnie przejrzyste. Jedynym sposobem, by to osiągnąć, jest wprowadzenie takich spółek na giełdę. To będzie służyło budowie zaufania wokół tego rynku, które w ostatnich latach zostało nadszarpnięte. REIT-y będą poddane kontroli również dlatego, że mają korzystać z ulg podatkowych.

Zapowiedziała pani uruchomienie agencji ratingowej, która będzie nadawać oceny wiarygodności głównie małym spółkom emitującym obligacje. Ten pomysł pojawił się już kilka lat temu, ale nigdy nie został rozwinięty.

Nie chciałabym spekulować na temat tego, dlaczego tak się stało. Natomiast teraz jestem pewna, że projekt zostanie uruchomiony w przyszłym roku. Mamy dokładny biznesplan, potrafimy dokładnie powiedzieć, jak ten biznes będzie wyglądał. Musimy także uzyskać zgodę europejskiego nadzorcy (ESMA), by uruchomić agencję ratingową.

Giełda będzie współpracować przy tym projekcie z Polskim Funduszem Rozwoju oraz Biurem Informacji Kredytowej. Skąd taka konstrukcja?

O szczegółach będziemy mogli mówić już po oficjalnym starcie agencji. Jest jednak dość jasne, że chcieliśmy jej dać pełną niezależność. Poza tym agencja ma wydawać ratingi dla małych podmiotów, co oznacza, że muszą być one relatywnie tanie.

Takie podejście wiąże się z kolei z koniecznością stworzenia pewnej "masy", która sprawi, że ten biznes będzie rentowny. Stąd wziął się też pomysł, żeby agencja nie tylko wydawała ratingi, ale również sprzedawała informacje.

Nie boi się pani o wiarygodność giełdy? Załóżmy sytuację, że agencja wyda pozytywny rating dla obligacji spółki, która później zbankrutuje.

Powtórzę raz jeszcze: chcemy zapewnić agencji niezależność od wszystkich spółek z grupy GPW. Będzie to zagwarantowane w dokumentach korporacyjnych. Wiarygodność agencji jest w interesie zarówno jej samej, jak i jej klientów, giełdy oraz inwestorów.

Nikomu nie zależy na tym, by wskazana przez pana sytuacja miała miejsce, bo oznaczałoby to, że podcinamy gałąź, na której siedzimy. Agencja ma być w pełni profesjonalnym podmiotem, który pomoże inwestorom w podejmowaniu decyzji. Dziś bowiem w wielu przypadkach nie wiedzą oni, czy dane obligacje będą dla nich bezpieczne.

Dlaczego GPW wzięła na siebie obowiązek rozliczania stawek WIBID i WIBOR na rynku międzybankowym?

Obecny organizator fixingu stawek WIBOR/WIBID nie będzie w stanie wypełniać nowych wymogów. Dlatego zwrócił się z ofertą do GPW. Po konsultacjach z bankami i KNF zdecydowaliśmy się przejąć ten obszar działalności rynku finansowego. To duża odpowiedzialność, bo od tych rozliczeń zależą nasze kredyty i depozyty, a więc bezpieczeństwo całego sektora bankowego. Zakładam, że GPW zacznie organizować fixing już w przyszłym roku.
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
klient
2016-12-29 21:27
Baba bez pojęcia , bo uczestniczyć w transakcji kupna PEKAO SA odkupując trupa finansowego za 10,5 mld zł , który został sprzedany do Unicredit za 3,5 mld zł to jest rekord świata i to za publiczne pieniądze???? Zapłacą teraz w PZU klienci za wyższe OC et cet.....Potrafi jedynie .....
prawda
2016-12-29 21:17
JAK WIG 20 BEDZIE BIL REKORDY WSZECHCZASOW TAK JAK INDEKSY W USA TO WTEDY POWIEM ZE TO JEST GIELDA A NIE KASYNO.
ertgfdsw
2016-12-29 20:57
Alpen Gold to pikus przy gieldzie
Pokaż wszystkie komentarze (44)