wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Trwa ucieczka spółek z GPW. Inwestorom rzadko udaje się sprzedać akcje z zyskiem

Trwa ucieczka spółek z GPW. Inwestorom rzadko udaje się sprzedać akcje z zyskiem

Fot. Andrzej Cynka/ East News

Giełda Papierów Wartościowych ma problem z uciekającymi spółkami. Ten rok może być kolejnym z rzędu, gdy więcej firm zniknie z parkietu niż na nim zadebiutuje.

Komputronik, Pelion, Uniwheels, InPost,Integer, Polcolorit - to tylko kilka spółek, których akcjami nie można lub lada dzień najprawdopodobniej nie będzie można handlować na warszawskiej giełdzie.

Znikają, bo ich założyciele uznali, że obecność na GPW już nie jest dla nich korzystna. Innym powodem jest też zwykle to, że pojawił się nowy inwestor, który postanowił przejąć biznes, a nie chce dzielić się zyskami. Drobni akcjonariusze rzadko mogą jednak liczyć, że wezwanie do sprzedaży akcji będzie dla nich korzystne.

Obecność na giełdzie przestała się opłacać

Tylko pięć spółek zadebiutowało w tym roku na głównym rynku warszawskiej giełdy. To o 4 mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Ten wynik nie będzie również imponujący, gdy porównamy go z liczbą firm, w przypadku których zostały ogłoszone wezwania do sprzedaży akcji. Tych było już w tym roku kilkanaście i w większości przypadków możemy spodziewać się, że poskutkują ich wyjściem z GPW.

Tzw. wezwanie to właśnie sposób na wycofanie spółki z rynku. Dotychczasowy główny akcjonariusz bądź nowy inwestor ogłasza, że będzie skupował akcje po określonej cenie. Gdy inni posiadacze akcji odpowiedzą na wezwanie, a inwestor przekroczy 90 proc. udziałów, wówczas może ogłosić przymusowy wykup akcji - w takiej sytuacji drobni akcjonariusze nie mają nic do powiedzenia.

W ten sposób do wycofania spółki Komputronik z giełdy dąży w tej chwili rodzina Buczkowskich. Po 10 latach obecności na rynku zdecydowali oni, że odkupią akcje od pozostałych akcjonariuszy i w trwającym obecnie wezwaniu oferują im cenę 6,5 zł za papier. Oznacza to, że akcjonariuszom bardzo trudno będzie wyjść z inwestycji z zyskiem. Przez cały 2016 r. kurs Komputronika trzymał się bardzo blisko tego poziomu, a ci, którzy kupowali akcje np. w 2015 r. płacili nawet ponad 10 zł za sztukę.

Założyciele znanego dystrybutora sprzętu komputerowego nie kryją jednak, że obecność na giełdzie przestała im się opłacać.

"Działanie poza rynkiem regulowanym gwarantuje zwiększenie poufności prowadzonej działalności - ma to niebagatelne znaczenie wobec obecnej silnej asymetrii dostępu naszych konkurentów do informacji o nas. Dodatkowym impulsem są wysokie koszty funkcjonowania spółki na rynku publicznym" - czytamy w oświadczeniu Wojciecha Buczkowskiego, prezesa Komputronika.

Uniwheels dał dobrze zarobić inwestorom

Na fakt, że drobni inwestorzy w przypadku wezwania rzadko mogą liczyć na przyzwoitą premię w postaci wyższej ceny akcji, zwraca uwagę Sobiesław Kozłowski, analityk rynku akcji z Raiffeisen Bank Polska.

- Wymogiem formalnym jest, aby cena na wezwaniu nie była niższa średni kurs ważony wolumenem obrotu za 12 miesięcy. Cena odnosi się więc do historycznych wartości, podczas gdy inwestorzy zazwyczaj kupują przyszłość - zaznacza Sobiesław Kozłowski. - Ponadto na polskim rynku kapitałowym relatywnie rzadko dotychczasowym akcjonariuszom oferowana jest premia. Jej skala jest mniejsza niż na bardziej rozwiniętych rynkach kapitałowych - zauważa analityk.

Wśród wielu spółek, w przypadku których posiadacze akcji dostali propozycję, by sprzedać swoje akcje na wezwaniu, pozytywnie wyróżnił się niemiecki producent felg Uniwheels. Po dość krótkiej obecności spółki na giełdzie (od maja 2015 r.) posiadacze akcji mogli niedawno sprzedać je po 247,87 zł za sztukę. To ponad 130 proc. więcej od ceny emisyjnej z 2015 r. W wyniku wezwania Superior Industries przejął 92 proc. akcji. Oznacza to, że nic nie stoi na przeszkodzie, by przymusowo odkupić resztę i wycofać spółkę z GPW.

Dość ważnym wydarzeniem dla naszego rynku było również niedawne zawieszenie obrotu akcji spółki Pelion. Znany właściciel sieci aptek (dawniej Polska Grupa Farmaceutyczna) był notowany na GPW od prawie 20 lat. Założyciele spółki - Jacek Szwajcowski i Zbigniew Molenda - uznali jednak, że nadszedł czas, by powrócić do działalności poza rynkiem kapitałowym.

W kiepskim stylu opuścił za to warszawski parkiet Rafał Brzoska. Znany milioner, twórca spółek pocztowych InPost i Integer, wspólnie z amerykańskim funduszem Advent International skupili w wezwaniu akcje po cenach, które dla wielu inwestorów indywidualnych oznaczały bardzo poważne straty. Jeżeli ktoś kupił akcje Integera na przełomie 2013/2014 r., płacił około 300 zł za sztukę. Konieczność sprzedania akcji po 49 zł oznaczała stratę na poziomie 80 proc.

Z kolei akcje InPostu można było kupować przed jego debiutem na giełdzie w 2015 r. po 25 zł za sztukę. Od tamtej pory kurs systematycznie spadał, nie dając szans na zyski tym, którzy kupili akcje w ofercie publicznej. Musieli oddać papiery InPostu z ponad 55-proc. stratą.

Coraz trudniej o nowe debiuty na GPW

W przypadku debiutów na giełdzie władze spółek podkreślają zwykle, że obecność na parkiecie wiąże się z prestiżem, sprawia, że spółka daje się poznać znacznie szerszej inwestorów, zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Z czasem jednak problemem dla firmy mogą stać się obowiązki informacyjne.

Obecność na giełdzie wiąże się bowiem z koniecznością publikowania raportów finansowych, informacji o podpisanych kontraktach itd. To jednak ogromna dawka wiedzy nie tylko dla inwestorów, ale również dla konkurentów. Stąd przedsiębiorcy mogą po jakimś czasie nabrać przekonania, że już nie chcą odsłaniać tajników swojego biznesu.

Coraz częściej zdarza się również, że spółki, a także ich główni akcjonariusze wchodzą w konflikty z Komisją Nadzoru Finansowego. Zwykle sprawy dotyczą nieprawidłowości przy wypełnianiu obowiązków informacyjnych wobec inwestorów.

W ubiegłym roku na warszawskiej giełdzie zadebiutowało 20 spółek. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że mamy już prawie połowę roku i zaledwie 5 debiutów, można nabrać obaw, iż 2017 r. będzie bardzo słaby. Statystyki giełdowe na razie ratuje największy w ostatnich latach debiut sieci marketów Dino Polska. Na razie absolutnie rekordowy pod względem liczby debiutów pozostaje 2007 r. Wówczas, tuż przed wybuchem poważnego kryzysu na rynkach finansowych, na warszawskiej giełdzie zadebiutowało ponad 80 spółek.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
funfun
2017-06-20 19:28
Czytam sobie komentarze i aż się dziwię, że likwidują gimnazja. Mówią, że w gimnazjum uczniowie się cofają w rozwoju. A tu żywy przykład, że to nieprawda (a może nie prawda - sam się już gubię). Większość wpisów jest chyba od gimnazjalistów, co oznacza, że uczą się trudnej sztuki inwestowania. Im dalej czytałem, tym bardziej byłem zdumiony:
siła minercji - siła umysłu autora mnie zadziwia ;)
że by braku możliwości inwestowania... - chodzi o to, żeby braku..., a może żebraku, czy też z braku... Aż się w głowie kręci od możliwości inwestowania
szmerany biznes - ciekawe kto go szmerał? :D
to nie produktywna instytucja... (chodzi o tonącą produktywną instytucję, czy może to nie jest produktywna instytucja, czyli nieproduktywna)
tylko nie roby... - chyba głupi jestem, albo co? Co to są te roby!?
koniec przejmowania konkrecji - i znowu jestem oszołomiony
interwentyjna sprzedaż akcji - nadal nie wychodzę z podziwu
Cóż za pasjonująca lektura.
Życzę "jak naj mniej szmeranych interesów, braku kon taktu z tonącymi instytucjami przejmowanymi przez konkrecje podczas interwentyjnej sprzedaży akcji przez nie robw"
janek
2017-06-20 15:59
Bo gdy rzady oszustow zniknely, to o machlojki na gieldzie robi sie trudno- lepiej uciekac z czym co juz zgarnely:)
Ben
2017-06-16 12:20
Dokładnie chodzi Komputronik Biznes. To jest brzydkie rozumowanie. Mniejszościowi są po to aby drogo im sprzedać i tanio odkupić. I tak najlepiej kilka razy
Pokaż wszystkie komentarze (76)