Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Wojna o Krym. Moskwa ostrzega Zachód przed konfrontacją i zawetowała rezolucję ONZ [WIDEO]

Wojna o Krym. Moskwa ostrzega Zachód przed konfrontacją i zawetowała rezolucję ONZ

Ostra wymiana zdań pomiędzy dyplomatami Rosji i USA w ONZ Fot. PAP/EPA
Ostra wymiana zdań pomiędzy dyplomatami Rosji i USA w ONZ

Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy prezydenta Putina wyraził nadzieję, że Zachód nie będzie pogłębiać konfrontacji z Moskwą z powodu Ukrainy, jednocześnie podkreślając, że sytuacja na Krymie jest wyłącznie kwestią wewnątrzukraińską. Wcześniej Rosja zawetowała rezolucję ONZ, uznającą jutrzejsze referendum za nielegalne. Rano natomiast ukraińska Rada Najwyższa rozwiązała parlament autonomii Krymu. Dodatkowo ukraiński minister obrony zapowiedział, że armia nie opuści półwyspu.

aktualizacja 19:29

Kreml wyraził dziś nadzieję, że partnerom Rosji starczy politycznego rozsądku i realizmu, by nie pogłębiać konfrontacji z Moskwą powodu Ukrainy. Oświadczył też, że Rosja nie jest stroną konfliktu na Ukrainie. - Z całego serca liczymy na to, że naszym partnerom starczy politycznego rozsądku i realizmu, by nie stoczyć się jeszcze głębiej w konfrontację - ideologiczną lub inną - z powodu Ukrainy - oznajmił sekretarz prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrij Pieskow w wypowiedzi dla rosyjskiej stacji telewizyjnej REN TV.

Pieskow zaprzeczył, jakoby Rosja była stroną konfliktu na Ukrainie. Jest to wewnątrzukraińska sytuacja - wskazał. Rzecznik Kremla zaprzeczył również, że możliwa jest samoizolacja Rosji. W naszych czasach, w dobie globalizacji i absolutnej wzajemnej zależności gospodarczej byłoby to nielogiczne, nierealistyczne i absurdalne - powiedział. Zauważył także, iż Rosja gospodarczo zależy od Zachodu w takim samym stopniu, jak Zachód od Rosji.

Pieskow oświadczył, że prezydent FR Władimir Putin jest zwolennikiem dialogu z Zachodem. Jesteśmy zainteresowani rozwojem współpracy i nie chcielibyśmy, aby to, co dzieje się na Ukrainie, miało odwrotny efekt - podkreślił. Sekretarz prasowy Putina oznajmił, że Rosja nie ma nic przeciwko temu, by jej przeciwnicy pomogli jej w wykryciu zagranicznych rachunków bankowych rosyjskich urzędników. Będziemy wdzięczni za kontynuację działań zmierzających do zablokowania rachunków rosyjskich urzędników za granicą - zadeklarował.

Pieskow zapewnił, że władze Rosji nie zamierzają tłumić krytyki. - Krytyka była, jest i będzie - dodał. Powiedział też, że niewielka grupa rosyjskich obywateli ma problem z Putinem i go demonizuje. Putin jest oskarżany o tłumienie wszystkiego w polityce. A on jest daleki od tego. Jest demokratą. Utrzymuje wszechstronne kontakty z opozycją, z obrońcami praw człowieka. Ta demonizacja jest absurdalna. On nie jest taki - oświadczył rzecznik Kremla.

Pieskow oznajmił również, że nie podziela poglądu tych analityków, którzy twierdzą, iż sytuacja wokół Ukrainy spowoduje umocnienie autorytaryzmu w Rosji.

Weto Rosji w Radzie Bezpieczeństwa

Stany Zjednoczone i Unia Europejska ostrzegły Moskwę, że jeśli nie nastąpi deeskalacja sytuacji na Ukrainie, to już w poniedziałek podejmą decyzję o wdrożeniu kolejnych sankcji wobec Rosji. Oczekuje się, że będą to m.in. sankcje wizowe i finansowe wobec Rosjan odpowiedzialnych za podważanie integralności terytorialnej Ukrainy.

Rosja zawetowała jednak popierany przez Zachód projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, potępiający jutrzejsze referendum na Krymie. Dokument uznający planowany plebiscyt za nielegalny poparło 13 z pozostałych 15 członków Rady. Od głosu wstrzymały się Chiny.

Prezydent Francji Francois Hollande oświadczył dziś, że Unia Europejska nie uzna pseudokonsultacji na Krymie. Wyjaśnił, że jeśli ze strony Rosji nie nastąpi deeskalacja, Wspólnota ogłosi w poniedziałek sankcje wobec Rosji.

Francja nadal będzie sprzedawać Rosji okręty wojskowe

Zapytany o możliwe zawieszenie sprzedaży Rosjanom francuskich okrętów wojskowych typu Mistral, Hollande odparł, że tego rodzaju sankcje dotyczące współpracy wojskowej należą do sankcji trzeciego stopnia. My znajdujemy się na pierwszym - wyjaśnił francuski prezydent.

Jednostki budowane we Francji dla Rosji przeznaczone są do ofensywnych operacji desantowych i zdolne do przewiezienia 15 śmigłowców, 60 samochodów opancerzonych, dwunastu czołgów i amfibii oraz 700 żołnierzy.

Giełda na żywo

Kilka dni temu ze stoczni w St Lazaire wypłynął w próbny rejs pierwszy z zamówionych okrętów - Władywostok. Drugi, Sewastopol, jest w trakcie budowy. To tylko część kontraktu na niemal półtora miliarda euro. Prezydent nie wyjaśnił kiedy zdecyduje się na rozważenie wprowadzenia sankcji pod kątem realizacji tego kontraktu.

Występując w Pałacu Elizejskim na wspólnej konferencji prasowej z premierem Włoch Matteo Renzim, z którym odbył rozmowy, prezydent Francji wezwał Rosję, aby znalazła rozwiązanie polityczne z zachowaniem integralności terytorialnej Ukrainy. Ostrzegł przy tym, że jeśli nie będzie deeskalacji, Rada ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej podejmie w poniedziałek decyzję o wdrożeniu sankcji wobec Rosji.

Przewidziane jest stopniowanie tych sankcji. Będą to sankcje wizowe i finansowe, dotyczące m.in. depozytów na kontach dewizowych. - Należy powrócić na drogę negocjacji z poszanowaniem integralności terytorialnej Ukrainy - powtórzył z naciskiem Hollande. Francois Hollande wyraził jednocześnie nadzieje, że grupa kontaktowa może znaleźć rozwiązanie w ramach zachowania integralności terytorialnej Ukrainy.

Premier Włoch Matteo Renzi, który zapewnił, że podpisuje się pod słowami prezydenta Francji w sprawie Ukrainy, podkreślił z naciskiem znaczenie zachowania w tej kwestii jedności zarówno członków G7, jak Unii Europejskiej

Parlament Autonomicznej Republiki Krymu rozwiązany

Decyzję o pozbawieniu uprawnień parlamentu Autonomii poparło w głosowaniu 278 spośród 296 posłów Rady Najwyższej Ukrainy, zarejestrowanych tego dnia w 450-osobowej izbie.

Wczoraj ukraiński Trybunał Konstytucyjny uznał decyzje władz o przyłączeniu się do Rosji oraz referendum za niezgodne z ukraińską ustawą zasadniczą. Trybunał nakazał rządowi Autonomii niezwłoczne wstrzymanie przygotowań do referendum, w tym jego finansowania, oraz zobowiązał go do zniszczenia kart do głosowania i materiałów agitacyjnych.

Decyzja Trybunału, zwanego na Ukrainie Sądem Konstytucyjnym, jest ostateczna i nie podlega oskarżeniu.

O ocenę zgodności działań krymskich władz zwrócił się do Trybunału przewodniczący parlamentu w Kijowie, pełniący obowiązki prezydenta Ukrainy Ołeksandr Turczynow oraz rzeczniczka praw człowieka Wałerija Łutkowska.

Ukraińscy żołnierze nie opuszczą Krymu

Tymczasem Minister obrony Ukrainy Ihor Teniuch stwierdził, że ukraińscy żołnierze nie porzucą należącego do ich kraju Krymu i pozostaną w swych bazach na półwyspie niezależnie od rozwoju sytuacji. - Wojsko jest dziś w stanie bronić państwa - zapewnił.

- Żołnierze są przedstawicielami sił zbrojnych i ukraińskich władz, dlatego też nie odejdziemy z Krymu, gdyż jest to nasza ziemia - powiedział minister w wywiadzie dla agencji Interfax-Ukraina. Teniuch poinformował, że jego podwładni zostali poinstruowani co do działań, które mają podejmować w razie zagrożenia, wyraził jednak nadzieję, że konflikt na Krymie zostanie rozwiązany drogą rozmów, a nie konfrontacji. Zaznaczył też, że Ukraińcy mają dobre rozeznanie w ruchach wojsk rosyjskich.

- Mamy pełną informację dotyczącą liczby wszystkich zgrupowań wojskowych Federacji Rosyjskiej tak na naszych wschodnich granicach, jak i na Krymie. Zgrupowanie na Krymie liczy do 22 tysięcy żołnierzy - przekazał.

Poinformował jednocześnie, że Rosjanie nadal twierdzą, że mają na Krymie tylko żołnierzy stacjonującej tu na stałe Floty Czarnomorskiej. Teniuch oświadczył, że przekonuje go o tym jego rosyjski odpowiednik Siergiej Szojgu.

Dzwoniłem do niego nieraz i było mi bardzo miło, gdy na moje pytanie o to, co robią na Krymie rosyjskie formacje, odpowiadał: My niczego nie wiemy, to nie są nasi wojskowi, nie mamy tam swoich żołnierzy - relacjonował ukraiński minister.

Ćwiczenia rosyjskiej armii przy granicy z Ukrainą

Teniuch podkreślił, że w ostatnim czasie gotowość bojowa armii ukraińskiej w porównaniu z okresem sprzed dwóch tygodni znacząco wzrosła.

- Obecnie odpowiada ona wszystkim zagrożeniom, z którymi mamy do czynienia na wschodnich granicach i na Krymie. Oczywiście mamy jeszcze nad czym pracować, w szczególności nad uzupełnieniem zapasów sprzętu, (...) jednak siły zbrojne Ukrainy gotowe są do wypełniania swych konstytucyjnych powinności, czyli do obrony Ukrainy. Żaden agresor nie śmie wkroczyć na nasze ziemie - oświadczył ukraiński minister obrony.

Demonstracje w Doniecku

Z kolei w Doniecku sąd uznał dziś, że zaplanowane na weekend demonstracje można przeprowadzić, gdyż - jak podał tego dnia doniecki portal Ostro.org - sędziowie ocenili, iż nie ma dowodów, że niosą one jakiekolwiek niebezpieczeństwo.

W czwartek w Doniecku doszło do krwawych starć między uczestnikami prorosyjskiego wiecu a zwolennikami jedności Ukrainy, w wyniku których zmarła jedna osoba, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Zdaniem mediów kolejne zamieszki zaplanowano na dziś jutro, by odciągnąć uwagę od referendum na Krymie, którego celem jest przyłączenie tego należącego do Ukrainy półwyspu do Federacji Rosyjskiej.

Wczoraj ukraińskie MSZ oświadczyło, że wydarzenia w Doniecku były zaplanowaną prowokacją, związaną z destrukcyjnymi działaniami obywateli Rosji oraz niektórych prorosyjskich organizacji społecznych, których przedstawiciele przyjeżdżają do naszego kraju w celu jego destabilizacji i eskalacji napięcia.

Wcześniej, komentując wydarzenia w Doniecku, rosyjskie MSZ oświadczyło, iż Rosja poczuwa się do odpowiedzialności za życie rodaków i współobywateli na Ukrainie; zastrzega też sobie prawo do wzięcia ludzi w obronę.

13 marca 2014 roku w Doniecku doszło do tragicznych wydarzeń, polała się krew. Na pokojowo nastawionych demonstrantów, którzy wyszli na ulice miasta, by wyrazić swój stosunek do destrukcyjnego stanowiska ludzi podających się za ukraińską władzę, napadły radykalnie prawicowe ugrupowania, uzbrojone w broń na plastikową amunicję i kije - oznajmił resort spraw zagranicznych Rosji.

Rosyjskie MSZ: władze w Kijowie nie kontrolują sytuacji w kraju

Rosyjskie MSZ przypomniało, że Moskwa niejednokrotnie oświadczała, że ci, którzy objęli władzę w Kijowie, powinni rozbroić bojówkarzy, zapewnić bezpieczeństwo ludności i zagwarantować słuszne prawo ludzi do organizowania wieców.

Niestety, wydarzenia na Ukrainie pokazują, że tak się nie dzieje, że władze w Kijowie nie kontrolują sytuacji w kraju - skonstatowało MSZ Rosji.

Jutro około 1,5 mln uprawnionych do głosowania będzie mogło oddać swój głos od godz. 8. rano do 22. wieczorem (7-21. czasu polskiego). Wyniki mają być znane w poniedziałek.

Referendum zostało ogłoszone 27 lutego, po zajęciu budynków rządu i parlamentu Autonomicznej Republiki Krymu w Symferopolu przez uzbrojonych ludzi. Deputowani mianowali wtedy premierem Siergieja Aksjonowa, lidera partii Rosyjska Jedność. Ten oświadczył, że uważa odsuniętego od władzy Wiktora Janukowycza za prawowitego prezydenta Ukrainy. Poinformował też, że władze krymskie nawiązały współpracę z Flotą Czarnomorską w zakresie ochrony obiektów ważnych dla życia Autonomii. Ukraińskie jednostki wojskowe na półwyspie zostały otoczone przez rosyjskich żołnierzy i uzbrojonych ludzi z prorosyjskich sił separatystycznych.

W szybkim tempie zmieniano decyzje dotyczące plebiscytu. Początkowo ogłoszono, że referendum będzie dotyczyć rozszerzenia pełnomocnictw autonomii, ale już po kilku dniach podano, że ma na nim być rozpatrywana kwestia zmiany statusu regionu z autonomicznego na państwowy. Termin plebiscytu był dwukrotnie przesuwany. Najpierw wyznaczono go na 25 maja, potem na 30 marca i wreszcie na 16 marca. Wyprzedzając głosowanie, krymski parlament już 6 marca zwrócił się do prezydenta i parlamentu Rosji z propozycją rozpoczęcia procedury wejścia Krymu w skład Federacji Rosyjskiej jako jej podmiotu. Po kilku dniach uchwalił zaś deklarację niepodległości, która zostanie ogłoszona, jeśli mieszkańcy półwyspu w referendum opowiedzą się za przyłączeniem Autonomii do Rosji.

Trybunał Konstytucyjny Ukrainy uznał wczoraj decyzję władz Krymu o przyłączeniu się do Rosji oraz niedzielne referendum za niezgodne z ukraińską ustawą zasadniczą. Za nielegalne uznają plebiscyt państwa Zachodu. Natomiast szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zapowiedział, że Rosja uzna wolę narodu krymskiego wyrażoną w tym głosowaniu.

Dwa pytania w referendum. Bez opcji niepodległościowej

Niezależni eksperci wskazywali na liczne niezgodności z prawem podczas przygotowania referendum. Szef krymskiego oddziału Komitetu Wyborców Ukrainy Andrij Krisko mówił m.in., że sesja, na której ogłoszono plebiscyt, wbrew prawu odbywała się przy drzwiach zamkniętych i jest wątpliwe, czy było na niej kworum. I wreszcie, z uwagi na to, że w Kijowie zablokowano listy wyborców na Krymie, władze autonomii posłużą się nieaktualnymi listami z wyborów do parlamentu ukraińskiego z 2012 r.

W referendum mieszkańcy będą odpowiadać na dwa pytania: Czy jesteś za ponownym zjednoczeniem Krymu z Rosją na prawach podmiotu FR? oraz Czy jesteś za przywróceniem obowiązywania konstytucji Republiki Krym z 1992 roku i za statusem Krymu jako części Ukrainy?

Nie przewidziano zatem ani opcji niepodległości, ani możliwości opowiedzenia się za stanem obecnym, konstytucja z 1992 r. rozszerza bowiem kompetencje władz Krymu, nadając mu takie cechy niepodległego państwa jak samodzielne mianowanie urzędników i możliwość występowania na forum międzynarodowym w bezpośrednich kontaktach z innymi państwami.

Co najmniej 30 przypadków poważnego naruszenia praw dziennikarzy zanotowano na Krymie od 1 marca - poinformowała w sobotę powołana przez Centrum Śledztw Dziennikarskich misja polowa na rzecz obrony prasy na Krymie. Dzień wcześniej organizacja Human Rights Watch zarzuciła władzom Krymu dopuszczanie do atakowania działaczy i dziennikarzy przez nielegalne siły paramilitarne. Misja Centrum Śledztw Dziennikarskich podała, że wspomniane przypadki łamania praw dziennikarzy wiązały się z zatrzymaniem reporterów albo ze zniszczeniem lub odebraniem im sprzętu. Najgłośniejsze z nich to zatrzymanie grupy dziennikarzy przy wjeździe na Krym, pobicie dziennikarzy w Sewastopolu oraz odebranie sprzętu grupie reporterów pod wojskową komendą uzupełnień w Symferopolu, którą pod koniec zeszłego tygodnia zajęły prorosyjskie siły separatystyczne. Misja podkreśla również, że podejmowane są działania w celu utrudniania pracy mediów, takie jak zajmowanie pomieszczeń środków masowego przekazu, odłączanie kanałów telewizyjnych czy niszczenie sprzętu nadawczego. W rozporządzeniu dotyczącym akredytowania się mediów na niedzielne referendum ws. przyłączenia Krymu do Rosji napisano, iż dziennikarz, który otrzyma akredytację, ma obowiązek przestrzegać powszechnie przyjętych norm pracy dziennikarskiej oraz nie rozpowszechniać informacji o charakterze negatywnym.
Władze krymskie przekonują jednak, że za wejściem Krymu w skład Rosji opowiada się ponad 80 proc. mieszkańców. Choć wskazuje na to nastrój na ulicach, gdzie wśród głównych argumentów za wyjściem ze składu Ukrainy ludzie powtarzają hasła rosyjskiej propagandy o faszystowskim rządzie w Kijowie i o ograniczaniu praw ludności rosyjskojęzycznej, bojkot referendum zapowiadają krymscy Tatarzy. Zostali oni wysiedleni z półwyspu przez Moskwę w 1944 r. w związku z oskarżeniami o kolaborację z III Rzeszą i pozwolono im wrócić na Krym dopiero w połowie lat 80. W efekcie duża część społeczności tatarskiej jest negatywnie nastawiona do władz w Moskwie.

Tymczasem ulice w centrum Symferopolu są dziś jak co dzień pełne przechodniów, którzy spacerują, robią zakupy, siedzą w kawiarniach. Nie wykazują zaniepokojenia widokiem drużynników, czyli przedstawicieli prorosyjskich sił separatystycznych, którzy pojawili się po ogłoszeniu referendum 27 lutego.

Drużynnicy patrolują ulice i wraz z Kozakami z Kubania stoją pod głównymi budynkami w mieście. Zarówno przez Radą Ministrów Krymu, jak i przed parlamentem oddziały drużynników przyjmują od darczyńców odzież, żywność czy pieniądze. W niektórych miejscach można zobaczyć uzbrojonych, zamaskowanych mężczyzn w nieoznakowanych mundurach.

Na stoisku partii Rosyjska Jedność przed parlamentem, gdzie posilają się drużynnicy, wywieszono kartki informujące, jak wiele zyska mieszkaniec Krymu w razie przyłączenia półwyspu do Rosji. Dowiadujemy się z nich m.in., że średnia pensja w Rosji wynosi 25 tys. rubli (2 tys. zł), zaś na Krymie 11 tys. (900 zł), a różnice w zarobkach nauczycieli i lekarzy są jeszcze większe. Paliwo w Rosji - głoszą plakaty - jest niemal dwukrotnie tańsze, a państwo zapewnią lepszą opieką zdrowotną, gdyż gwarantuje najnowocześniejszy sprzęt medyczny i wprowadziło obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne.

Po drugiej stronie ulicy Marksa ustawiony na postumencie czołg został przyozdobiony flagami Rosji, partii Rosyjska Jedność oraz czerwonym sztandarem z sierpem i młotem. Na pomniku ktoś przykleił plakat z napisem Ręce precz od naszej historii, pamięci i dumy!

Ruch przy bankomatach i kraty w oknach

O referendum przypominają rozwieszone na mieście plakaty z napisem Krym z Rosją na tle krymskiej flagi. Inne plakaty nawiązują do lansowanego przez separatystyczne władze krymskie hasła krymskiej wiosny w analogii do wiosny arabskiej. Widać na nich bukiet białych kwiatów związanych flagą rosyjską z dwoma skierowanymi ku sobie drogowskazami Krym i Rosja.

Pewne zaniepokojenie daje się wyczuć jedynie przez bankomatami, z których ludzie już od kilku dni wypłacają pieniądze, by opróżnić swoje konta przed referendum. Krymskie władze zapowiedziały bowiem przejście na rosyjskiego rubla oraz obowiązkowe przerejestrowanie ukraińskich przedsiębiorstw na Krymie. Klienci obawiają się zwłaszcza, co stanie się z ich oszczędnościami w ukraińskim PrivatBanku.

Działania przed referendum podjęła także ukraińska jednostka wojskowa w Symferopolu, na której - w odróżnieniu od innych budynków w mieście - nie powiewa jeszcze flaga rosyjska, tylko ukraińska. Od wewnętrznej strony ogrodzenia żołnierze rozciągnęli kłęby cienkiego drutu, w oknach wstawili kraty, przed bramą wjazdową od środka ustawiono barykadę z worków.

Zrobiliśmy to po to, żeby wykluczyć przeniknięcie osób postronnych na terytorium jednostki, żeby nie było pretekstów do użycia broni - powiedział płk Ihor Mamczur. - Obawiamy się, że sytuacja się skomplikuje po 16 marca, że zacznie się wywieranie na nas presji psychicznej lub nawet bezpośredniej. Ale mamy nadzieję, że rozsądek weźmie górę i ludzie będą rozumieć, że jesteśmy na służbie i wykonujemy rozkazy. Nasi żołnierze pochodzą z całej Ukrainy, także z Krymu, ale wszyscy są wierni złożonej przysiędze.

Jeszcze wczoraj pod ogrodzeniem jednostki stało około 20 drużynników, którzy wszystkie zbliżające się osoby natychmiast pytali, czego tu chcą. W sobotę zniknęli. Ich miejsca zajęli uzbrojeni zamaskowani ludzie, a z obu stron leżącej na rogu ulicy jednostki zjawiły się transportery opancerzone. Podjechały tu wczoraj o 21.30 - powiedział w sobotę Mamczur.

Zgodnie z danymi Państwowej Służby Statystycznej Ukrainy z 1 listopada 2013 roku 58,5 proc. z 2 mln mieszkańców Krymu to Rosjanie, 24,3 proc. - Ukraińcy, 12,1 proc. - krymscy Tatarzy, 1,4 proc. - Białorusini, 1,1 proc. - Ormianie, i 2,6 proc. - przedstawiciele innych narodów.

Czytaj więcej w Money.pl

rosja, ukraina, referendum, krym
Czytaj także
Polecane galerie
Andriej463
212.91.12.* 2014-03-18 15:29
Proponuję by politycy z UE i USA wystosowali apel do Rosjan o takiej treści: "Rosjanie my musimy zablokować wasze konta, bo opinia publiczna tego się domaga. Tak więc szybko wypłaćcie wszystko z waszych kont, tak byśmy mogli przed wyborcami pokazać twarz i powiedzieć im, że zablokowaliśmy wasze konta.
uwas
212.91.12.* 2014-03-17 15:07
Sankcje w postaci blokady kont bankowych? Ha ha ha. Koń by się uśmiał. Konta już dawno są puste.
tolek b
83.9.3.* 2014-03-16 00:24
o Jarosław K. nacisnął wreszcie na laptop?
Zobacz więcej komentarzy (27)