Turecki sektor finansowy stanął na krawędzi poważnego kryzysu płynnościowego. Falę domina wywołał komunikat dwóch dużych podmiotów zarządzających aktywami – Pusula Portföy oraz Tera Portföy. Oba poinformowały o braku możliwości wypłaty środków inwestorom, którzy chcieli zrealizować wykup swoich jednostek.
Reakcja państwowego regulatora była natychmiastowa, ale nie uratowała większości inwestorów przed stratą. Turecka Komisja Papierów Wartościowych (SPK) zdecydowała o zablokowaniu handlu i nakazała likwidację ponad stu funduszy. Skala problemu okazała się na tyle duża, że główny indeks giełdy w Stambule zanotował gwałtowne spadki. Jednocześnie bank centralny musiał zasilić system bankowy potężnym zastrzykiem gotówki w ramach aukcji repo, aby zapobiec rozlaniu się paniki na cały sektor.
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Sposób "na pompę"
Proceder, który ostatecznie wywołał krach, trwał od kilkunastu miesięcy. Polegał na sztucznym pompowaniu wycen aktywów. Dla ekspertów niemal od początku sprawa była szyta na tyle grubymi nićmi, że na długo przed załamaniem się rynku ostrzegali przed możliwością obniżenia klasyfikacji całego tureckiego rynku.
Dlaczego zatem proceder trwał? Bo prawo de facto na to przyzwalało, co przyznał podczas spotkania z mediami dyrektor do spraw relacji z inwestorami tureckiej giełdy, dr Mahmut Aydoğmuş.
Cały problem wynikał z luki prawnej w dotychczasowych przepisach – wyjaśniał przedstawiciel parkietu.
Jak dodał, niektóre prywatne fundusze mocno koncentrowały kapitał na akcjach jednej spółki, co sztucznie windowało jej kurs i podnosiło wycenę aktywów netto funduszu do nieracjonalnych poziomów. Zaznaczył przy tym, że w świetle starych przepisów nie było to formalnie nielegalne, choć miało wybitnie manipulacyjny charakter.
Mogli kupić, ale nie sprzedać
Mechanizm ten szczegółowo opisał Ozan Demircan, niezależny korespondent i były dziennikarz "Handelsblattu". Według jego analizy fundusze wybierały akcje o niskiej płynności, gdzie nawet niewielki popyt wystarczył do podbicia ceny. Rosnące wykresy przyciągały nowych inwestorów, których wpłaty napędzały kolejne wzrosty. Demircan zauważył, że w ten sposób niektóre podmioty potrafiły wygenerować papierowe stopy zwrotu rzędu 40 000 proc. w zaledwie kilka lat.
Klienci swoimi wpłatami współtworzą więc sukces, który wcześniej przekonał ich do inwestycji – tłumaczył Demircan.
Dziennikarz podkreślił, że problem pojawia się przy próbie sprzedaży, ponieważ wysoka wycena pakietu akcji na wyciągu z konta nie oznacza, że na rynku znajdą się kupcy gotowi zapłacić taką cenę za całość.
Zatrzymania w otoczeniu władzy
Ostatecznie nadzór finansowy zaostrzył przepisy dotyczące koncentracji pozycji. Wymóg redukcji zaangażowania wywołał lawinę wyprzedaży, ale na rynku zabrakło chętnych na przewartościowane akcje. Gdy klienci zażądali zwrotu gotówki, system runął.
Sprawa szybko przybrała charakter kryminalny i polityczny. Minister sprawiedliwości Akın Gürlek przekazał, że śledztwem objęto kilkadziesiąt osób. Część trafiła już do tymczasowego aresztu, a za innymi rozesłano listy gończe.
Powiązania z rządem
Wśród podejrzanych znaleźli się kluczowi menedżerowie, w tym prezes rady nadzorczej Pusula Portföy, mający za sobą przeszłość w młodzieżówce rządzącej partii AKP. Zatrzymano też – między innymi – dwóch znanych ekonomistów.
Na liście badanych przez śledczych pojawili się również byli doradcy rządowi oraz biznesmeni, którzy publicznie pokazywali się w towarzystwie wiceprezydenta kraju i syna głowy państwa.
Nadzór gasi pożar
Aby opanować sytuację, turecki odpowiednik KNF zlecił państwowym bankom proces wyprzedaży aktywów i zaspokojenia roszczeń klientów likwidowanych funduszy. Giełda w Stambule przeprowadziła również drastyczne czyszczenie głównego indeksu, usuwając z niego ponad jedną czwartą spółek, w tym podmioty znajdujące się w centrum manipulacji. Wprowadzono też nowe limity zmienności cen dla firm notowanych na głównym parkiecie.
Przedstawiciele rządu starają się tonować nastroje. Minister skarbu i finansów Mehmet Şimşek w publicznym wystąpieniu zapewnił, że problem dotyczy jedynie ułamka całego rynku. Zadeklarował, że zdecydowana większość sektora funkcjonuje prawidłowo, a obecny kryzys ma charakter lokalny i nie stanowi systemowego zagrożenia dla fundamentów tureckiej gospodarki.