Notowania

gospodarka
25.11.2019 15:52

Emerytalna prawda bywa zbyt brutalna? "Będziemy się tłumaczyć tygodniami", "Ośmieszanie państwa"

W PiS zdziwienie, w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych niedowierzanie. Jeden wpis byłego wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej wystarczył, by w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja o… przyszłych emeryturach. Bartosz Marczuk komentować swoich słów nie chce, a opozycja okazji do ataku nie odpuściła.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Premier Mateusz Morawiecki i Bartosz Marczuk, były już wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej (Fot: Aleksandra Szmigiel/REPORTER)

"Pasy zapięte? Kto ma słabe nerwy niech nie czyta" - napisał w mediach społecznościowych Bartosz Marczuk, który w Polskim Funduszu Rozwoju odpowiedzialny jest za wdrażanie Pracowniczych Planów Kapitałowych. I wyliczył, jak będzie spadać wysokość emerytury w relacji do pensji. - W 2080 emerytura to będzie ok. 23 proc. ostatniej pensji i wyniesie ok. 1 tys. zł na mc (na dzisiejsze pieniądze) - podsumował. Zamiast edukowania o przyszłych emeryturach, wyszło straszenie.

Takie, którego nie rozumieją w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i byli koledzy Bartosza Marczuka w rządzie. Jedni nie mogą uwierzyć w tak duże uproszczenia. Drudzy są zdziwieni, że ktoś wychodzi przed szereg i wypomina niskie świadczenia.

Wystarczył zatem jeden wpis i zaczęła się burza. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze sam Bartosz Marczuk był wiceministrem w resorcie rodziny, pracy i polityki społecznej w rządzie PiS. Choć bezpośrednio odpowiadał głównie za program "Rodzina 500+", to jednak ten resort odpowiadał za obniżanie wieku emerytalnego. I to jego przedstawiciele bronili ustawy, którą oficjalnie tworzył prezydent Andrzej Duda.

Zobacz także: Emerytury. Co zrobić, by nie były głodowe? "Konieczna jest długa, legalna praca"

Jednocześnie informacja o głodowych emeryturach jest w kontrze do tego, co od miesięcy powtarzają oficjalnie przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości.

Po pierwsze podkreślają, że zmiana wieku emerytalnego nie wpłynęła istotnie na wysokość świadczeń. Po drugie podnoszą, że niższy wiek to tylko prawo, a nie obowiązek. Kto może i chce wydłużyć aktywność zawodową, ten powinien pracować dłużej. I oczywiście ten wątek szybko wykorzystali przedstawiciele opozycji, którzy podkreślają: PiS nabroił, a teraz zorientował się, jak duży mamy problem.

Bartosz Marczuk przekonuje, że wszyscy pracujący powinni zdecydować się na PPK
PPK. "Pasy zapięte?" - pyta Bartosz Marczuk. I kreśli emerytalne scenariusze

Wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju do tematu odnosić się już nie chce. Sugeruje, że do rozmów na temat systemu emerytalnego chętnie usiądzie, gdy tylko "opadną emocje i skończą się wojny plemienne w mediach społecznościowych".

Zaskoczenie? I to spore

- Będziemy się z tego tłumaczyć tygodniami. Bartoszowi Marczukowi wydaje się, że jest przedstawicielem świata biznesu, że pracuje w Polskim Funduszu Rozwoju i może mówić już wszystko. Błąd. Polacy widzą w nim byłego wiceministra i specjalistę od programu 500+, a dzisiaj po prostu klasycznego urzędnika. I powinien szybko to zrozumieć - mówi money.pl jeden z wyższych szczeblem urzędników w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

- Nie skłamał, ale powinien edukować, a nie straszyć. Jak będzie straszyć, to ludzie ani nie uwierzą w emerytury, ani nie uwierzą w Pracownicze Plany Kapitałowe. W krótkim wpisie nie da się wyjaśnić zawiłości systemu emerytalnego. Więc albo powinien milczeć, albo robić to dobrze. Zabrakło wyczucia. I pomysłu - słyszymy.

Co ciekawe, w PiS burza na Twitterze przeszła w zasadzie bez większych emocji. Konsekwencji wobec Marczuka raczej nie będzie.

- Prawdą jest, że emerytury w przyszłości będą na niższym poziomie. Można jednak o tym mówić poważnie lub robić zamieszanie. Poważna debata na pewno wyszłaby wszystkim na lepsze. Zamieszania nie potrzebujemy - mówi z kolei money.pl jeden z wiceministrów w rządzie.

Bartosz Marczuk przekonywał, że dłuższa praca jest jednym z najlepszych gwarantów godnej emerytury. Drugim są oszczędności
Emerytury. Marczuk: Nie zaszkodzi mieć dużo dzieci

- Zagalopował się. Chciał dobrze, chciał promować Pracownicze Plany Kapitałowe - dodaje. W PiS jednak nikt nie będzie żył słowami Marczuka. - Gdyby tak powiedział jeden z ministrów, to byłby problem. A tak… kilka dni i nie ma tematu - dodaje nasz informator.

Pod nazwiskiem nikt Bartosza Marczuka krytykować nie chce.

Dane są prawdziwe

Tymczasem warto wiedzieć, że Bartosz Marczuk nie kłamał. I faktycznie przywołał od dawna znane statystyki. Dane to jedno, forma ich podania to drugie.

Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stopa zastąpienia, czyli relacja średniej emerytury do średniej pensji, wynosi w tej chwili ponad 50 proc. Z czasem jednak będzie mniejsza. Dzisiejsza młodzież będzie mogła liczyć na około 20-30 proc. To znacznie mniej.

Jak to rozumieć? Najlepiej wyjaśnić na przykładzie. Otwórz portfel i wyrzuć z niego 70 proc. zawartości. Z każdych stu złotych, które masz, zostaw tylko 31 zł 60 groszy. Resztę po prostu wyrzuć, odłóż, zakryj. I wtedy zobaczysz, jak w praktyce będzie wyglądać przyszła emerytura większości Polaków.

Emerytalny interes życia. Bartosz Marczuk o PPK dla money.pl

Przedstawienie stopy zastąpienia w kwotach z dziś…nie ma jednak sensu. A to właśnie zrobił Bartosz Marczuk, gdy pisał, że Polacy będą sobie radzić za około 1 tys. zł.

Bo istotne dla systemu emerytalnego jest wiele czynników: to, ile zarabiamy, jak długo pracujemy, jak długo będziemy żyć za 30-40 lat oraz jak będą wyglądać ceny. A to oznacza, że stopa zastąpienia jest tylko jednym ze wskaźników, ale nie prawdą objawioną. I to nie spodobało się w ZUS, że Marczuk wykorzystał jedną liczbę, by promować PPK. I to dość naciągniętą.

I o to są pretensje. - Chciał podkręcić przekaz, a wyszło fatalnie. Im więcej będziemy mówić o tym, że emerytur nie będzie, tym bardziej ośmieszymy państwo - dodaje przedstawiciel ZUS. - Tym bardziej że szacunki dotyczące cen i zarobków na 50 lat do przodu są tylko szacunkami. I niczym więcej - słyszymy.

Wiek emerytalny do zmiany

Tymczasem Marczuk nie wyjaśnił, co zrobić, by emeryturę mieć jednak godną. A najprostszym sposobem na to jest… dłuższa praca. - Najlepszym sposobem na otrzymanie wysokiej emerytury jest po prostu wydłużenie okresu pracy. Wystarczy, by Polacy zrozumieli, od czego zależy ich świadczenie na starość - mówi dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego. Inne sposoby? Legalna praca i odprowadzanie składek oraz własne, dodatkowe oszczędności. Innego sposobu nie ma.

- Wybór jest prosty: albo niski wiek emerytalny i niskie świadczenia, albo wyższy wiek emerytalny i wyższe świadczenia. System emerytalny to matematyka, bezwzględna, ale jednak tylko matematyka. Dostajesz tyle, ile uzbierasz, a skoro zbierasz mniej, to masz mniej - mówi money.pl Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. Mówiąc wprost: jeżeli pracujesz krócej, to uzbierasz mniej.

I podkreślała to wielokrotnie sama prof. Gertruda Uścińska, czyli prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wskazuje, że każdy dodatkowy rok pracy to o kilka procent wyższe świadczenie. A to oznacza, że zostając w pracy dwa lub trzy lata dłużej, można mieć o kilkaset złotych wyższe świadczenie. Uścińśka jednak nigdy nie mówi, że Polacy na emeryturach będą głodować. Zwraca uwagę, że powinni świadomie myśleć o przyszłości.

- (…) trzeba planować dłuższą karierę zawodową niż wynika z wieku emerytalnego, jeśli nie oszczędzamy dużo i nie akceptujemy bardzo niskiej stopy zastąpienia - komentuje w mediach społecznościowych Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
25-11-2019

matkaNajwiększy żart w całej tej sprawie to kupowanie władzy dzisiaj za 13 i 14 emerytury i płacenie pieniędzmi naszych dzieci.

25-11-2019

AlfredPiS skazał miliony Polaków na śmierć glodową! Królewiątka PiS będą żyć w dostatku...

25-11-2019

ObywatelPiS przepuścił wspólnie zarobione pieniądze na obietnice socjalne i nie ma już kasy . Polacy tak wybrali i trzeba to uszanować że emeryci umrą z głodu … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (380)