Notowania

Bateryjny deficyt. Polscy producenci elektryków oczekują dostaw z rodzimego rynku

Polska jest zagłębiem bateryjnym. To tu Koreańczycy produkują baterie do samochodów elektrycznych m.in. Volkswagena. Tymczasem polscy producenci baterie sprowadzają… z Azji. – To dość kuriozalna sytuacja. Na produkty, które mamy na miejscu czekamy 6 miesięcy – narzekają.

Podziel się
Dodaj komentarz
(mat.pras.)
Mimo że baterie są produkowane w Polsce, Rafako E-bus, producent autobusów elektrycznych sprowadza je z Azji. Czas dostawy to co najmniej 6 miesięcy.

W Biskupicach Podgórnych LG Chem ma największą w Europie fabrykę produkującą baterie do samochodów elektrycznych. SK Innovation chce wybudować fabrykę separatorów do baterii elektrycznych w Dąbrowie Górniczej.

W Zabrzu KET zamierza produkować m.in. moduły elektryczne i elektroniczne do samochodów. W Kędzierzynie Koźlu Foosung buduje zakład, który będzie się zajmował produkcją, magazynowaniem, logistyką oraz usługami związanymi z wytwarzaniem materiałów do akumulatorów litowo-jonowych na potrzeby przemysłu motoryzacyjnego.

– Polska staje się ważnym graczem na ryku technologii bateryjnych, hubem produkcji baterii elektrycznych. W I kwartale tego roku byliśmy największym eksporterem akumulatorów litowo-jonowych w UE – mówi Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Baterie z Polski, ale nie dla Polski

Problem w tym, że polskie firmy nie mają dostępu do produkowanych w Polsce baterii. Cała produkcja fabryki LG Chem została już zakontraktowana przez Volkswagena.

Mimo że baterie są produkowane w Polsce, Rafako E-bus, producent autobusów elektrycznych sprowadza je z Azji. Czas dostawy to co najmniej 6 miesięcy.

– Borykamy się dzisiaj z dostępem do najważniejszej części pojazdu, czyli baterii. To dość kuriozalna sytuacja. Polska staje się dziś hubem bateryjnym w Europie, a tak naprawdę nie mamy dostępu do baterii, które są tutaj produkowane. Wszystkie, które zejdą z taśmy w ciągu najbliższych pięciu lat trafią do największych graczy rynku motoryzacyjnego, m.in. do Volkswagena – zwraca uwagę Michał Maćkowiak, prezes Rafako E-bus.

Stąd pomysł, by koreańskie firmy udostępniły część swoich zasobów polskim przedsiębiorcom. Potrzeby w najbliższym czasie będą rosły. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w perspektywie 5-6 lat chce wyposażyć polskie miasta w 1500 autobusów elektrycznych.
– Razem z Agencją Rozwoju Przemysłu myślimy także o wymianie szkolnych autobusów, które od 20 lat trują nasze dzieci. W całym kraju jest ich 400. Potencjał jest więc spory – mówi Michał Maćkowiak.

Miesiąc, zamiast sześciu

Elektromobilność rozwija się w szybkim tempie. W Polsce powstają napędy elektryczne, ale też infrastruktura związana z magazynowaniem energii.

Magazyny energii chce budować m.in. WB Electronics, jeden z największych polskich koncernów sektora obronnego. Na początku przyszłego roku będzie się starał o uzyskanie niezbędnych certyfikatów. Baterie potrzebne są także OZE.

Polscy inżynierowie są w stanie zbudować baterie, które zaspokoją potrzeby lokalnego rynku. Niestety nakłady, które trzeba ponieść na uruchomienie produkcji samych ogniw są zbyt duże, nawet dla dużych przedsiębiorstw. Rozwiązaniem problemu mogłaby być współpraca z koreańskimi firmami. Zbudowanie łańcucha dostaw w oparciu np. o LG Chem – jak szacują przedsiębiorcy – mogłoby zmniejszyć czas oczekiwania na baterie do miesiąca.

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz