Branża w zapaści. Polscy meblarze tną tysiące etatów

Dużo firm kończy swoją działalność po cichu. Ale są też większe podmioty z ugruntowaną historią, które poddają się w tej rynkowej walce – mówi nam Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Teraz poddał się Fameg z Radomska, którego tradycja sięga 1881 r.

Upadłość Fameg to kolejny zły sygnał z branży meblarskiejUpadłość Fameg to kolejny zły sygnał z branży meblarskiej
Źródło zdjęć: © East News, GETTY | Roman Zawistowski
Piotr Bera

Fameg, do niedawna największy w Europie producent drewnianych giętych krzeseł, złożył wniosek o upadłość. Historia firmy sięga XIX w., gdy Michael Thonet wynalazł technologię gięcia drewna. Michael razem z bratem kupił fabrykę w Radomsku, którą przekształcono w zakład mebli giętych. Dzieło niemiecko-austriackiego stolarza kontynuowane jest w Radomsku do dziś. Prezes Famegu Tadeusz Polanowski podkreśla jednak w rozmowie z "Gazetą Radomszczańską", że upadłość "wcale nie oznacza końca zakładu". Polanowski walczy o przetrwanie zakładu.

W czasach PRL Fameg był największym pracodawcą w mieście. Jednak od lat zakład miał problemy finansowe. Jak podaje "Fakt", tylko w 2023 r. odnotował stratę netto w wysokości 2,3 mln zł, a w 2024 r. strata netto przekroczyła 14 mln zł. W efekcie Fameg próbował restrukturyzacji. W marcu zeszłego roku sąd zatwierdził układ z wierzycielami. Nie przyniosło to skutku i Fameg złożył wniosek o upadłość.

W lipcu Polanowski w rozmowie z "Radomszczańską" zaznaczał, że sytuacja firmy jest bardzo zła, ale sam "robi wszystko, żeby ją ocalić". Polanowski miał m.in. szukać kontrahentów w USA oraz Chinach. Jednocześnie prezes latem zdementował doniesienia o zwolnieniu ok. 200 osób. Według danych z 2024 r. w Famegu pracowało 518 osób.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Upadek takich firm jak Fameg zawsze jest zaskoczeniem. Bo ich historia sięga kilkudziesięciu lat. Z drugiej strony branża meblarska od dawna boryka się z dużymi problemami. Jeśli nie rozwiążemy ich tu i teraz, to firmy będą znikać – podkreśla Strzelecki.

Chcą więcej drzewa

O jakich problemach mowa? Zdaniem naszego rozmówcy jest to m.in. ograniczony dostęp do surowca.

- Powierzchnia lasów w Polsce stale rośnie, miąższość na pniu również, a pozyskanie nie przekracza przyrostów, zatem nie można twierdzić, że branża meblarska, a szerzej cały przemysł drzewny, przyczynia się do uszczuplania zasobu lasów. W pandemii znacznie więcej drewna eksportowaliśmy do Chin, ale był to wynik nadzwyczajnego popytu na meble na całym świecie. Ponadto w całej Europie stały puste kontenery, które musiały wrócić do Chin, więc pakowano do nich wszystko, czego potrzebował tamtejszy przemysł, dlatego m.in. z Polski wyjeżdżało w tym kierunku sporo drzewa – twierdzi dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Dzisiaj w Polsce pozyskuje się ok. 37 mln m sześc. surowca drzewnego, z czego ok. 10 proc. trafia na eksport. – Zdecydowana większość trafia na unijny rynek, a tego ograniczyć w łatwy sposób nie możemy. Potrzebujemy więcej drzewa dostępnego dla przemysłu. Obecnie branża drzewna szacuje, że roczny pozysk drewna powinien oscylować w wysokości 41 mln m sześć. – wyjaśnia Strzelecki.

Od 1946 r. powierzchnia lasów w Polsce wzrosła z ok. 6,5 mln ha do 9,49 mln ha. W 2024 r. osiągnęła najwyższą wartość od rozpoczęcia współczesnych pomiarów – podawały w sierpniu Lasy Państwowe. Lesistość sięga 29,6 proc. Ponadto większa jest zasobność drzewostanów w Polsce, która "od wielu lat systematycznie rośnie". "Oznacza to, że przeciętny hektar lasu zawiera dziś więcej drewna niż kilkadziesiąt lat temu" – czytamy na stronie Lasów Państwowych.

Upadłości oraz planowane zwolnienia od 2024 r. w wybranych zakładach
Upadłości oraz planowane zwolnienia od 2024 r. w wybranych zakładach © WP | money.pl

Polska importuje także drewno, które ściągamy ze Skandynawii, Niemiec czy Czech. Przed rosyjską inwazją na Ukrainę trafiało też do nas białoruskie, rosyjskie i ukraińskie drewno. Problemów jest jednak więcej. Od 2025 r. zlikwidowano część zakładów lub ogłoszono zwolnienia grupowe.

W lipcu sąd ogłosił upadłość Fabryki Mebli Okrętowych FAMOS w Starogardzie Gdańskim. Natomiast pod koniec 2023 r. zamknięto po 30 latach Pomorską Fabrykę Mebli Klose związaną z zakładami w Czersku i Nowem. W lutym 2024 r. sąd ogłosił upadłość Pomorskiej Fabryki Mebli – firma miała zaległości finansowe wobec 388 pracowników.

W styczniu 2024 r. upadłość ogłosiła spółka MB Meble Barczewo. Zwolnienia grupowe ogłosiła jeleniogórska Zorka produkująca od kilkudziesięciu lat dla Ikei (w sumie pracę ma stracić w tym roku 365 osób). W kwietniu zamknięto zakład mebli tapicerowanych Steinpol w Wołowie na Dolnym Śląsku. W maju serwis olsztyn.com.pl informował o zamiarze zwolnienia 76 osób w zakładzie Classic-Sofa Grupy Szynaka w Lidzbarku. Jeszcze w 2025 r. nawet 100 osób miało zostać zwolnionych ze spółki PM Mazury.

Jednak największe zwolnienia ogłosili giganci. Black Red White zamknął fabryki w Zamościu i Przeworsku (razem ok. 400 pracowników). Ogłoszono zamiar zwolnienia kolejnych 400 pracowników w innych zakładach. Zwolnienia grupowe zapowiedziano także w zakładach Ikei w Goleniowie i Wielbarku (łącznie 410 osób).

Jeszcze w 2018 r. "Gazeta Wyborcza" pisała, że polskie meble to "światowa potęga". "Polskimi meblami z fabryki Szynaka Meble urządzony jest salon samochodowy Forda i Lincolna w Arabii Saudyjskiej, polskie krzesła stadionowe firmy Nowy Styl zostały zamontowane w Kapsztadzie w RPA, polska firma Famos urządziła bibliotekę w Norwegii" – czytamy.

Po latach Szynaka zwalnia pracowników, a Famos już nie istnieje.

– Problem jest w całym kraju. Wielu producentów kieruje swoje produkty na eksport, a w Europie jest mniejszy popyt na meble. Mamy jedne z najwyższych cen drewna w Europie, drogą energię elektryczną, a płaca minimalna w ciągu ostatnich lat rosła bardzo dynamicznie, a produktywność firm meblarskich jej nie dorównywała – ocenia Strzelecki.

Natomiast od czterech lat spadają przychody ze sprzedaży producentów mebli w Polsce. W pierwszym kwartale tego roku odnotowano spadek o 4,3 proc. rok do roku. W dodatku maleją wyniki finansowe producentów mebli (w pierwszym kwartale spadek rok do roku o 5,4 proc.) – wynika z analizy Polskiego Funduszu Rozwoju.

Wielu konsumentów rezygnuje jednak z zakupu polskich mebli, uznając, że są za drogie. Import z Chin to znacznie tańsza alternatywa.

Rentowność branży meblarskiej w ostatnim okresie spadła poniżej 5 proc. Tak mogę odnieść się do zarzutów o windowaniu cen przez producentów. Marże uzyskiwane przez producentów mebli na produktach są niewielkie, zwłaszcza w segmencie mebli ekonomicznych. Nasi klienci oczekują obniżek, tymczasem, biorąc pod uwagę wzrost kosztów produkcji meblarskiej, nie ma na to obecnie przestrzeni – uważa Strzelecki.

Tysiące etatów mniej

Kryzys widać też w zatrudnieniu. Szacunki PFR w raporcie "Polskie meble. Analiza przewag konkurencyjnych" wskazują, że w branży na etacie pracuje 138 tys. osób. To najniższy poziom od dekady. "Zatrudnienie w produkcji mebli w Polsce spada od 2022 (165 tys. etatów), czyli okresu najlepszej koniunktury w branży meblarskiej" – zaznaczono. Według Strzeleckiego jest jednak gorzej. Ekspert ocenia, że obecnie jest 134–135 tys. etatów w branży meblowej.

– Nie ubywa natomiast mikro- i małych przedsiębiorstw. Podejrzewamy, że jest to efekt zwolnień. Specjaliści zostają bez pracy i część z nich zakłada swoje małe biznesy, oferując usługi dla lokalnego rynku stolarskiego – zaznacza Strzelecki.

Według raportu PFR wskaźnik koniunktury dotyczący przyszłego zatrudniania w branży meblarskiej spadł najniżej od 2023 r. Nad branżą meblarską w Polsce zawisły ciemne chmury.

Wybrane dla Ciebie