"Zniknęło tysiąc firm". Branża meblarska na krawędzi
Do końca kwietnia zostanie zamknięty zakład Steinpol w Wołowie na Dolnym Śląsku. Pracę w fabryce mebli tapicerowanych straci 110 osób. Natomiast tylko w ostatnich dwóch latach w branży meblowej, odpowiadającej za ok. 2 proc. PKB Polski, zniknęło 20 tys. etatów. Rośnie też liczba zadłużonych firm. Branża mówi, że tak źle nie było od lat.
Dolnośląski Steinpol to najnowszy przykład borykającej się z problemami firmy z polskiej branży meblarskiej. W tym roku zwolnienia przeprowadziła już Zorka z Jeleniej Góry, która produkuje dla Ikei. W ubiegłym roku najgłośniej było o Black Red White, gdzie zapowiedziano redukcję zatrudnienia o 800 osób.
"Zakład w Wołowie zostanie zamknięty do końca kwietnia z powodów ekonomicznych" – powiedziała dyrektor fabryki Steinpola Anna Wosiak, cytowana przez lokalny "Kurier Gmin".
Działający od 2016 r. zakład produkuje meble tapicerowane i jak podkreśla "Kurier Gmin", "w szczytowym okresie działalności był jednym z istotnych pracodawców w regionie". Główna siedziba firmy mieści się w Rzepinie w Lubuskiem.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
Europejczycy nie kupują mebli?
Michał Strzelecki ocenia, że Europejczycy nie chcą inwestować w meble i czekają na bardziej stabilny czas.
Sytuacja w branży jest trudna od dłuższego czasu. Od momentu wybuchu wojny w Ukrainie niewiele się zmienia. W Europie nie ma klimatu do zakupu dóbr niebędących towarem pierwszej potrzeby, a takim nie są meble – mówi nam Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Dodaje, że w ostatnich dwóch latach w branży zredukowano nawet 20 tys. etatów.
– Obecnie (w branży - red.) jest ok. 140 tys. etatów, a razem z mikrofirmami i jednoosobową działalnością gospodarczą – ok. 180 tys. W szczytowym okresie w okolicach COVID-u było 210 tys. – dodaje Strzelecki.
Polska branża meblarska przez lata była uważana za czempiona. "W 2024 r. liderem w eksporcie mebli były Chiny i miały udział w rynku na poziomie 41,1 proc. Największym importerem mebli były Stany Zjednoczone – z udziałem 26,5 proc. w światowym imporcie. W 2024 r. Polska była trzecim największym eksporterem mebli na świecie – z udziałem na poziomie 5,7 proc. oraz 9. największym importerem – z udziałem 2 proc." – czytamy w raporcie PKO BP.
Zaległości rosną
W branży jest ponad 820 zadłużonych firm. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK z końcem stycznia zaległe zadłużenie firm z branży meblarsko-stolarskiej wzrosło o ponad 10 mln zł do ok. 155 mln zł. Natomiast zaległe zobowiązania producentów mebli wynoszą blisko 381 mln zł (wzrost o 45 mln zł).
BIG InfoMonitor wskazuje w najnowszym raporcie, że jednocześnie spadła liczba niesolidnych płatników (firm niepłacących na czas np. podatków czy faktur) o 224 firmy (w sumie 2 674 podmiotów). "Może to wskazywać na procesy restrukturyzacyjne w branży – część przedsiębiorstw zakończyła działalność, została przejęta lub poprawiła swoją sytuację finansową i zniknęła z rejestrów dłużników" – czytamy.
Ostatnie lata były dla branży stolarskiej okresem dużych wahań – od pandemicznego boomu remontowego, przez gwałtowny wzrost kosztów energii i surowców, po spowolnienie na rynku mieszkaniowym
Wskazuje, że firmy działające w branży drewna musiały jednocześnie mierzyć się z rosnącymi kosztami produkcji, problemami z płynnością finansową oraz wydłużającymi się terminami płatności w całym łańcuchu dostaw.
– Również mocna złotówka negatywnie wpłynęła na konkurencyjność eksportu, szczególnie w obliczu chińskiej konkurencji. W rezultacie część przedsiębiorstw ogranicza działalność lub konsoliduje się z większymi graczami. Zmniejszająca się liczba podmiotów z zaległościami przy rosnącym poziomie zaległości może więc oznaczać, że na rynku pozostają przede wszystkim firmy większe, które przejęły część zamówień po słabszych konkurentach – mówi Rogowski.
"Nie ma przestrzeni do dalszych obniżek"
Michał Strzelecki dodaje, że polska branża ma problemy z konkurencyjnością wynikającą m.in. z szybko rosnącej płacy minimalnej.
Jak tłumaczy, gdy rośnie płaca minimalna, to dokonuje się korekty w całej drabince wynagrodzeń. Od początku roku najniższa krajowa wynosi 4806 zł brutto.
– Gdy więcej zarabiają pracownicy z dołu drabinki, to inni też chcą podwyżki. Do tego rosną koszty energii elektrycznej, są wysokie koszty surowca drzewnego – wylicza nasz rozmówca i zaznacza, że przez półtora roku z rynku zniknęło ok. tysiąca firm. Płace i obciążenia okołopłacowe, jak słyszymy, odpowiadają za 40 proc. kosztów produkcji.
Konsumenci narzekają na ceny mebli, ale branża zastrzega, że już jest na granicy efektywności finansowej.
W ciągu 2-3 lat z rentownością w branży zjechaliśmy do poziomu 4,5 proc. To poważny sygnał ostrzegawczy. Nie ma już przestrzeni do dalszych obniżek, nie wytrzymujemy konkurencji już nie tylko z produktami z Azji, ale przegrywamy też z Bułgarią, Rumunią, Serbią, Albanią. W 2025 r. nastąpiło delikatne ożywienie, ale optymizm wyparował z powodu 15 proc. wzrostu importu z Chin – tłumaczy Strzelecki.
Wartość produkcji sprzedanej mebli regularnie spada. Tak samo wspomniana rentowność. – Jeśli spadnie poniżej 4 proc., to fala zwolnień i upadłości będzie przybierać na sile. I znajdziemy się w bardzo trudnej sytuacji – prognozuje przedstawiciel branży.
Obawia się wciąż rosnącej roli Chin, a także Wietnamu. A w przyszłości do gry wejdzie też Ukraina. – Trzymamy kciuki, żeby wojna tam się skończyła i było spokojnie. Jednak wtedy dojdzie nam poważny konkurent, gdzie minimalna krajowa wynosi 800 zł. Do tego (Ukraińcy – red.) mają dostęp do tańszej energii – tłumaczy Strzelecki.
Ciemne chmury nad meblami
Centrum Analiz PKO BP w raporcie "Branża meblarska: Sytuacja bieżąca i prognozy rozwoju rynku do 2030" wskazuje, że dwa lata temu sprzedaż mebli na świecie spadła o prawie 4 proc., do 642 mld euro (choć i tak było to o 14 proc. więcej niż w 2019 r.).
Dobra informacja dla branży jest taka, że przeciętny Polak jeszcze dwa lata temu wydawał na meble średnio 169 euro, a w 2029 r. ta kwota ma wzrosnąć do 207 euro. To znacznie więcej niż przeciętne wydatki per capita na świecie sięgające 83 euro przy prognozowanym wzroście do 94 euro.
Sytuacja "stabilnie zła"
Dane Ministerstwa Rozwoju i Technologii potwierdzają, że Polska wysyła meble głównie do Europy. "W 2023 r. Niemcy kupiły polskie meble za 7,8 miliarda euro – to 35 proc. sprzedaży zagranicznej i niemal połowa ich importu mebli. Kolejne miejsca zajęły Czechy (8,6 proc.), Francja (7,1 proc.), Holandia (5,5 proc.) i Wielka Brytania (5,2 proc.). Te kraje odpowiadają za trzy czwarte eksportu, co czyni branżę zależną od europejskiej koniunktury" – czytamy w opracowaniu resortu dostępnym na trade.gov.pl.
Stabilnie zła sytuacja jest od dłuższego czasu. Przełom trzeciego i czwartego kwartału zeszłego roku dał nadzieję na odbicie, ale początek roku jest zaskakująco zły. Nie braliśmy tego pod uwagę. Wolumeny produkcji w styczniu są najniższe od pięciu lat. Firmy mówią, że w lutym było jeszcze gorzej
Przyczyn złej koniunktury upatruje w długiej zimie, gdy przeprowadzano mniej remontów i klienci zostawali w domach. Polacy wydali też więcej na ogrzewanie.
Symbolem stanu branży są problemy Black Red White. Czołowy polski producent mebli do końca roku zwolni w sumie 800 osób.
– 10 lat temu zatrudnienie w całej grupie BRW było na poziomie 10-12 tys. osób. Dziś nie wiem, czy mają 2 tys. Nie tylko oni mają problemy. Są firmy, które nie były na postojowym od COVID-u, a teraz nie mogą wypełnić portfela zamówień, żeby jedna zmiana chodziła na 100 proc. Znam kilka takich przykładów w większych firmach. Ale domyślam się, że jest ich więcej – mówi nam Michał Strzelecki.
Oliwy do ognia dolali też Benjamin Netanjahu i Donald Trump, którzy zadecydowali o rozpoczęciu wojny w Iranie.
– Niepewność rośnie w związku z wojną na Bliskim Wschodzie i wysokimi cenami benzyny. Niestety nie widzę pozytywnych czynników, które doprowadzą do odbicia. Liczba nierentownych firm jest rekordowo wysoka, ostatnie odczyty mówią, że 30 proc. średnich i dużych podmiotów wykazuje straty. W lepszych czasach granica wynosiła 15 proc. Nie mam dobrych informacji – podsumowuje dr Wiktorski.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl