Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jacek Losik
|
aktualizacja

Dlaczego Niemcy folgują Rosji ws. gazu? To czas, by skończyć z półśrodkami

Podziel się:

Sankcje nakładane przez UE na Rosję za brutalną agresję na Ukrainę są dla reżimu Władimira Putina dotkliwe, ale nadal ma on fundusze na prowadzenie wojny. Europa z pewnością ma w talii mocniejsze karty — twarde embargo na gaz. Hamulcowym zakazu importu tego surowca są m.in. Niemcy, które swoją silną pozycję w Unii zawdzięczają w dużej mierze rosyjskim złożom.

Dlaczego Niemcy folgują Rosji ws. gazu? To czas, by skończyć z półśrodkami
Od początku wojny UE wydała na uzbrojenie Ukrainy 1 mld euro. Na rosyjskie surowce energetyczne - 35 mld euro (GETTY, Mikhail Svetlov)

Zachód i część państw Azji i Oceanii od początku wojny w Ukrainie dokłada Federacji Rosyjskiej kolejne sankcje. Przestrzeń nad wieloma państwami jest dla rosyjskich samolotów zamknięta. Tak samo jak porty - dla statków powiązanych z reżimem Putina. Ponadto część największych banków rosyjskich została odcięta od systemu SWIFT (lecz nie wszystkie), a zlokalizowane w państwach zachodnich majątki oligarchów i podmiotów sprzyjających Kremlowi są blokowane.

Dotychczasowe restrykcje - jak wskazują eksperci, a także jak powtarza i przekonuje prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski - nie są wystarczające. Bo wciąż do Moskwy płyną potężne kwoty za surowce energetyczne, które pozwalają Kremlowi kontynuować atak.

O jak dużych sumach mowa? Ujawnił to w tym tygodniu Josep Borrell, szef unijnej polityki zagranicznej. W Parlamencie Europejskim, który debatował nad piątym pakietem antyrosyjskich sankcji, wyliczył, że Wspólnota na uzbrojenie Ukrainy wydała od wybuchu wojny (czyli od 24 lutego) około miliard euro. W tym samym czasie UE zapłaciła Rosji około 35 mld euro za surowce energetyczne. Europa, jak wskazują eksperci, może powiedzieć pas, ale sama to odczuje. Zwłaszcza Niemcy.

Przestrzelony niemiecki "biznesplan"

Z danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej wynika, że w 2021 r. aż 74 proc. rosyjskiego eksportu gazu ziemnego trafiło do europejskich członków OECD. "Financial Times" wylicza, że stanowiło to 5 proc. przychodów Rosji z eksportu.

Duży w tym udział mają m.in. Niemcy. "FT" informuje, że jedna trzecia energii, którą zużywa nasz zachodni sąsiad, jest pochodzenia rosyjskiego. "Około połowa niemieckiego importu gazu i węgla kamiennego oraz około jedna trzecia importu ropy naftowej pochodzi z Rosji" - wskazuje międzynarodowy zespół ekonomistów z CEPR (Centre for Economic Policy Research) w swojej ostatniej analizie poświęconej skutkom, jakie miałoby dla Niemiec wprowadzenie embarga.

Widoczna wyżej różnica między skalą zużycia "rosyjskiej" energii a importem surowców energetycznych nie jest błędem w rachunkach. Wyjaśnia to w rozmowie z money.pl dr hab. Mariusz Ruszel, prof. Politechniki Rzeszowskiej oraz prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. I. Łukasiewicza.

Ekspert zwraca uwagę, że Niemcy są teoretycznie w stanie maksymalnie przyjąć do swojego systemu gazowego 320-340 mld metrów sześć. gazu rocznie. Jeżeli dodamy do tego Nord Stream 2, to wyjdzie niecałe 400 mld m sześć. Wszystkie 27 państw UE konsumują poniżej 350 mld m sześć.

Z czego to wynika? I po co nasz zachodni sąsiad tak bardzo uzależnił się od Rosji, chociaż nie musiał? Jest to skutkiem pomysłu tego kraju na siebie. Albo — innymi słowy — krajowego biznesplanu.

"Niemiecka chemia" owocem rosyjskiego gazu

Głównymi zewnętrznymi dostawcami gazu do Niemiec były trzy państwa: Rosja, Norwegia, Holandia. W Holandii spada wydobycie przez to, że złoże się wyczerpuje. Norwegia w ostatnim czasie wyeksportowała do Niemiec bardzo mało gazu. Maksymalnie w ostatnich latach wzrastały natomiast dostawy z Rosji. Średnio rocznie było to 100-120 mld m sześć. przy konsumpcji około 90 mld m sześć. — wylicza prof. Ruszel.

Nadwyżka miała zaspokoić ewentualne zwiększone sezonowe zapotrzebowanie na gaz lub też podreperować rezerwy. Prawdziwy przełom miał nastąpić po uruchomieniu Nord Stream 2. Tym gazociągiem miał popłynąć tani gaz, który Niemcom nie byłby wcale potrzebny do zaspokojenia własnych potrzeb. Pozwoliłby im natomiast stać się gazowym hubem na Europę Zachodnią.

To pokazuje niemiecki biznesplan, który zakłada, że kraj będzie zarabiał na dystrybucji gazu do sąsiadów. A skoro jest to dla Niemiec opłacalne, to znak, że sami mają wyjątkowo promocyjne ceny od rosyjskiego Gazpromu. Z czego korzysta lokalny przemysł.

Na przykład przemysł chemiczny, który jest jednym z tych gałęzi gospodarki, które gazu zużywają najwięcej. Kolejnymi gałęziami, które budują niemieckie eksport i wymagają dużych ilości tego surowca, to m.in. produkcja samochodów i części zamiennych czy też wysokiej technologii oraz elektroniki.

Ze wspomnianej analizy ekonomistów z CEPR wynika, że 30-procentowy spadek zużycia gazu wynikający z ewentualnego embarga na dostawy z Rosji, oznacza straty do 2,2 proc. PKB. To 1000 euro rocznie na obywatela. "Jeśli uwzględni się ewentualne efekty makroekonomiczne drugiej rundy, wpływ ten może sięgnąć 3 procent PKB" — czytamy w opracowaniu.

Z badania przeprowadzonego przez Clemensa Fuesta z instytutu IFO w Monachium, przedstawionego na forum ekonomiczno-finansowym Ambrosetti, wynika, że szacunki spadku PKB wahają się od niewielkiego 0,2 proc. do 6 proc. — pisze "Financial Times".

Niemcy jako "primus inter pares"

Embargo oznaczałoby straty dla niemieckiej gospodarki, co zdaniem prof. Mariusza Ruszela, słono kosztowałoby tamtejszą klasę polityczną. Cała infrastruktura gazowa wewnątrz kraju wymagałaby przebudowy. A inwestował w nią także sektor prywatny. Biznes wyłożył również środki na modernizację architektury do obsługi rosyjskich złóż.

Te pieniądze miały się zwrócić dopiero po kilku dekadach. Dlatego nie można wykluczyć, że władze Niemiec są również pod presją rodzimego przemysłu, by na twarde embargo się nie godzić.

Ponadto zachodni sąsiad Polski, wprowadzając zakaz importu gazu, musi całkowicie zmienić pomysł na siebie. Nie będzie mógł (zgodnie z planem) uchodzić za "równiejszego spośród równych" z wypracowanymi ekskluzywnymi kontaktami z rosyjskim Gazpromem, dzięki którym może po swoich stawkach redystrybuować nadwyżkę surowca.

Oddając pałeczkę Amerykanom czy komukolwiek innemu, kto byłby w stanie zapełnić część braków po rosyjskim gazie, Niemcy stracą pozycję. — Osłabiają w ten sposób swój wizerunek przywództwa europejskiego w polityce gospodarczej — uważa prof. Ruszel.

Niemieccy politycy między młotem a kowadłem

Mimo wszystko eksperci wskazują, że dołączenie do zwolenników natychmiastowego zakazu importu gazu z Rosji wyszłoby ostatecznie Niemcom na dobre. Tak jak Europie. Wiąże się to jednak z możliwymi naciskami ze strony niemieckiego biznesu na blokowanie tej sankcji.

Zdaniem prof. Mariusza Ruszela, gaz służy Rosji jako instrument do wywierania presji politycznej na przywódców europejskich państw. A w skrajnych przypadkach również do osłabiania lub wzmacniania pozycji polityków, co przekłada się na utrzymywanie się ich przy władzy lub też nie. Za przykład podaje wybory na Węgrzech, gdzie wygrał — ostatnio proputinowski — prezydent Viktor Orban.

— Węgry za swoją postawę dostają określoną nagrodę — płacą jedną z najniższych cen za gaz w Europie. Dostają potężny zastrzyk budowania pozycji ekonomicznej i tworzenia miejsc pracy. Klasie politycznej, która w takim czasie jest u władzy, dużo łatwiej się jest utrzymać — ocenia prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. Ignacego Łukasiewicza.

Twarde embargo jest być może jedynym sposobem na zerwanie zależności, którą Rosja stworzyła względem europejskich przywódców. Prof. Ruszel zwraca uwagę, że na wielu interkonektorach, które służą do przesyłu surowca między państwami UE, spółki zależne rosyjskiego Gazpromu mają zarezerwowane znaczące ilości przepustowości.

— Tak jest np. na granicy Niemiec i Czech, gdzie przepustowość jest zakontraktowana do 2035 r. To oznacza, że jeśli pomiędzy tymi państwami ma być przesłany gaz, to decyduje o tym podmiot, który zakontraktował przepustowość - mówi prof. Ruszel.

Ponadto firmy Europy Zachodniej posiadają wspólne inwestycje w rosyjskich złożach oraz spółkach posiadających infrastrukturę gazociągową tj. Nord Stream. Sankcje mogą uderzyć w te firmy, posiadające wspólne aktywa z Rosjanami. Trzeba też pamiętać, że niektóre państwa mają kontrakty na dostawy gazu od Gazpromu podpisane do 2035 r. lub nawet 2040 r., a więc ich zerwanie oznaczałoby złamanie handlowego prawa międzynarodowego.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Rosja użyje żywności jako broni? Ekspert komentuje możliwy kryzys

Koniec z półśrodkami. Trzeba działać

Prezes Instytutu Polityki Energetycznej w rozmowie z money.pl ocenia, że na razie nie widzi w działaniach Niemiec oznak tego, że przymierzają się do embarga potrzebnego broniącej się Ukrainie. Wskazywać na to mogłaby decyzja niemieckich władz o znacjonalizowaniu gazowych magazynów Gazpromu na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Taka groźba pojawiła się w ostatnich dniach w debacie publicznej.

Argumenty za szybkim embargiem na rosyjski gaz się mnożą. I mowa nie tylko o zbrodniach, których Rosja dopuszcza się w Ukrainie. Maciej Jaszczuk, dziennikarz ekonomiczny piszący dla serwisu "Subiektywnie o finansach", wskazuje trzy najważniejsze: pogłębiający się kryzys migracyjny, głód związany z brakiem dostaw żywności z Ukrainy, a także rozchwiane rynki finansowe, co odbije się na kosztach finansowania zadłużenia państw oraz firm. Wszystko to także oznacza straty dla UE.

Przede wszystkim kompleksowe embargo na import rosyjskiej energii do Europy byłoby wyrazem zbiorowej woli obrony wartości, na których opierała się powojenna Europa, przed jej najzacieklejszym wrogiem - komentuje Martin Wolf, dziennikarz "Financial Times".

I dodaje: "Obowiązkiem Niemiec jest przewodzenie. Tak, poniosłyby one znaczne koszty. Ale powodem, dla którego Niemcy są tak wrażliwe, jest przecież to, co ekonomista Hans-Werner Sinn słusznie nazywa 'niemieckim fiaskiem energetycznym', czyli zamknięcie się na energię jądrową i nadmierne uzależnienie od Rosji. Co więcej, nawet przy najgorszych założeniach koszty te byłyby niewielkie w porównaniu z tymi, jakie ponoszą kraje dotknięte kryzysem w strefie euro".

Dostrzegają to także Niemcy. "Jeśli zatrzymanie importu gazu z Rosji ma mieć jakikolwiek sens, to musiałoby to nastąpić natychmiast" - twierdzi Clemens Fuest, prezydent Instytutu Badań Ekonomicznych IFO oraz dyrektor Centrum Studiów Ekonomicznych na Uniwersytecie w Monachium. Bo o ile transport ropy czy węgla jest na tyle elastyczny, że Rosja może znaleźć na nie nowych odbiorców, o ile w przypadku dostarczanego rurociągami gazu możliwe to nie jest.

Chyba że Europa chce na spokojnie uniezależniać się od Władimira Putina. Płacąc w międzyczasie Rosji krocie, a także dając czas na to, by znaleźć nowy rynek zbytu dla "błękitnego złota", który zastąpi UE.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl