Grzechy główne Unii Europejskiej. "Inne regiony świata nie grają już według zasad"

Jeśli spojrzeć na unijne udziały w globalnym torcie PKB to wniosek może być tylko jeden: pozycja i znaczenie UE w świecie maleje - pisze w analizie dla money.pl ekonomista Andrzej Halesiak.

Liderzy kluczowych gospodarek UE: premier Polski Donald Tusk, prezydent Francji Emmanuel Macron oraz kanclerz Niemiec Olaf ScholzLiderzy kluczowych gospodarek UE: premier Polski Donald Tusk, prezydent Francji Emmanuel Macron oraz kanclerz Niemiec Olaf Scholz
Źródło zdjęć: © East News | snapshot-photography/F Boillot/S

Minione dni przyniosły wysyp włoskich pomysłów na to, jak rozwiązać unijne problemy związane z niezdolnością implementacji rozwiązań wspólnego rynku oraz konkurencyjnością. Temu pierwszemu zagadnieniu poświęcony jest raport firmowany przez byłego premiera Włoch, Enrico Letta, zatytułowany "Much more than a market" (ang. Znacznie więcej niż rynek).

Znamy także główne tezy innego raportu, który ma ukazać się wkrótce. Ten firmuje kolejny z byłych premierów z półwyspu apenińskiego - Mario Draghi. Obydwa opracowania kładą nacisk na potrzebę zmiany narracji i podejścia Unii do trapiących ją wyzwań.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Kiedy w Polsce euro? "Nie spełniamy kryteriów"

Szczególnie jednak raport Draghiego, poświęcony konkurencyjności UE, zapowiada się jako bardzo mocny głos, kwestionujący niektóre filary dotychczasowej polityki. W tym kontekście tytuł przemówienia zapowiadającego sam raport - "Radical change is needed" (ang. Potrzebna jest radykalna zmiana) - jest znaczący. Jeszcze bardziej sama jego treść - to swego rodzaju lista unijnych "grzechów głównych".

Unia Europejska traci na tle świata

Jeśli spojrzeć na unijne udziały w globalnym torcie PKB, to wniosek może być tylko jeden: pozycja i znaczenie UE w świecie maleje.

Udział w globalnym PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej
Udział w globalnym PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej © Licencjodawca | Andrzej Halesiak

O ile jeszcze na początku lat 90. kraje, które stanowią dziś UE, miały ponad 23 proc. udział w globalnym PKB, to obecnie jest on o 9 punktów procentowych niższy. Miejsce Unii - podobnie, ale w nieco mniejszej skali problem ten dotyczy także USA - w coraz większym stopniu zajmują inne kraje, w szczególności Indie i Chiny. By uzmysłowić sobie, jak wielka zmiana zaszła na przestrzeni nieco ponad 30 lat, warto spojrzeć na inne porównanie. O ile na początku lat 90. łączny potencjał USA i UE - mierzony wielkością PKB - był sześciokrotnie większy niż łączny potencjał Chin i Indii, to dziś oba te potencjały są podobnej wielkości.

Zmiany te są pochodną dwóch czynników. Po pierwsze, trendów demograficznych. O ile ludność Chin i Indii przyrosła od 1990 roku o ponad 800 mln, a USA o 85 mln, to w UE jedynie o niespełna 60 mln (przy czym w ostatnich latach liczba ta w zasadzie nie zmienia się). Po drugie, znacznie wyższego tempa wzrostu PKB na mieszkańca.

Składowe wzrostu PKB na świecie
Składowe wzrostu PKB na świecie © Licencjodawca | Andrzej Halesiak

I to właśnie ten drugi parametr jest dziś przedmiotem największej troski. Od czasów globalnego kryzysu finansowego unijny PKB na mieszkańca wzrastał w średniorocznym tempie jedynie 1,3 proc. Prognozy na kolejne lata wskazują, że może być trudno osiągnąć nawet ten wynik. Trwa poszukiwanie odpowiedzi na temat przyczyn i Mario Draghi wskazuje jako główny powód…. błędy w unijnej polityce.

Zbłądzenie

W tym miejscu dotykamy wspomnianych we wstępie "grzechów głównych". Jednym z nich jest, zdaniem Draghiego, metodologiczne zbłądzenie, wybranie niewłaściwego podejścia do koncepcji konkurencyjności.

Otóż praktykowane od lat podejście koncentruje się na wewnętrznej konkurencji - pomiędzy krajami UE - zamiast na konkurencyjności UE wobec świata. Efektem jest to, że kraje członkowskie konkurują ze sobą nawet w tych obszarach, gdzie najbardziej optymalnym i korzystnym rozwiązaniem byłaby współpraca (obronność, energetyka). Przez lata błędnie interpretowano - zdaniem Draghiego - że dodatnie saldo handlowe z krajami spoza UE można traktować jako dowód, że o zewnętrzną konkurencyjność (wobec krajów spoza UE) nie ma się co martwić.

Tymczasem w jego opinii nadwyżka handlowa jest nie tyle wyrazem konkurencyjności UE, co tłamszonego nieustannie popytu wewnętrznego (efekt restrykcyjnej polityki makroekonomicznej i presji na obniżanie płac w celu…. poprawy konkurencyjności).

Draghi zwraca również uwagę, że długoterminowy wzrost wynika z tworzenia nowych rynków i podnoszenia produktywności, co przynosi korzyści wszystkim, a nie z prób poprawy własnej pozycji kosztem innych, po to by przejmować ich udziały we wzroście (taka strategia prowadzi do "gry o sumie zerowej" - ktoś korzysta, ale równocześnie ktoś traci). Tymczasem podstawowy mechanizm dostosowawczy stosowany, czy wręcz wymuszany, w Unii przy okazji każdego kolejnego kryzysu, polega właśnie na obniżaniu kosztów pracy.

Naiwność

Największym z wymienionych przez Draghiego grzechów wydaje się być jednak naiwność. Unia jakby nie zauważyła zmiany czasów. Wciąż naiwnie wierzy, że funkcjonuje w przyjaznym międzynarodowym środowisku, że wszyscy stosują się do tych samych reguł gry i międzynarodowego porządku opartego na zasadach.

Tymczasem świat szybko się zmienia, zdecydowanie szybciej niż czas reakcji unijnych urzędników. W zasadzie wszystkie inne regiony świata nie grają już według zasad, w które wciąż gra UE. Zamiast tego aktywnie opracowują polityki mające na celu wzmocnienie ich pozycji konkurencyjnej. W najlepszym przypadku te polityki są zaprojektowane tak, aby przekierować inwestycje na rzecz ich własnych gospodarek kosztem unijnych; w najgorszym - mają na celu uczynienie UE trwale zależną od dostaw określonych produktów.

To pierwsze stwierdzenie odnosi się do USA, które wykorzystuje politykę przemysłową, aby przyciągać nowoczesne przemysły, w tym inwestorów z UE. To drugie, do Chin, które dążą do przejęcia i zmonopolizowania kluczowych części łańcucha dostaw w technologiach zielonych i zaawansowanych, o czym świadczy znaczna nadwyżka mocy produkcyjnych w wielu sektorach.

Zapóźnienie

Efektem niewłaściwego ukierunkowania jest to, że Unia doświadcza dziś wielu zapóźnień. Po pierwsze, brakuje strategii, jak nadążyć za coraz bardziej zaciętym wyścigiem o przywództwo w nowych technologiach - deficyt europejskich graczy technologicznych wśród globalnych liderów staje się coraz bardziej odczuwalny.

Po drugie, brakuje strategii ochrony tradycyjnych przemysłów. W szczególności przed coraz bardziej nierównym globalnym polem gry, spowodowanym asymetrią w regulacjach, subwencjach i politykach handlowych.

Po trzecie, brakuje strategii, która zapewniłaby, że w Unii dostępne będą zasoby i środki niezbędne do realizacji ambicji, np. w zakresie samochodów elektrycznych. Dziś poziom uzależnienia UE np. od dostaw ważnych surowców i komponentów z Chin jest tak duży, że trudno mówić o bezpieczeństwie łańcucha dostaw, od kluczowych surowców po baterie i infrastrukturę ładowania.

Rozwiązania

Mario Draghi wymienia długą listę potrzebnych jego zdaniem dostosowań, w tym: zwiększenie skali unijnych firm, usuwanie barier dla komercjalizacji lokalnych innowacji, zwiększenie poziomu koordynacji polityk gospodarczych, rozwój unii rynków kapitałowych, zabezpieczenie dostaw podstawowych surowców i zasobów, czy wreszcie polityki wspierające podaż wykwalifikowanych pracowników.

Można się z jego diagnozą i rekomendacjami zgadzać lub nie. Niekoniecznie np. spodobają się one w Berlinie. Mnie osobiście cieszy przede wszystkim fakt nowego, świeżego spojrzenia na unijne sprawy.

Albert Einstein swego czasu miał mawiać, że "szaleństwem jest powtarzać te same czynności i oczekiwać zmiany rezultatów". Unia w ostatnich kilkunastu latach niestety wpisywała się w ten wzorzec, działała w oparciu o utarte paradygmaty i wyidealizowaną wizję świata, których już od jakiegoś czasu nie ma. Zachowywała się tym samym jak owca, która nie dostrzegła, że jej otoczenie zmienia się, że jest w nim coraz więcej drapieżników. Wydaje się, że najwyższy czas na kolejne "whatever it takes", by dostosować rozwiązania do wymagań rzeczywistości.

Dla money.pl Andrzej Halesiak*

*Ekonomista, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz Rad Programowych Kongresu Obywatelskiego i Instytutu Spraw Publicznych

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Unia Europejska przygotowuje odpowiedź na cła Trumpa
Unia Europejska przygotowuje odpowiedź na cła Trumpa
Rachunki za prąd. Dystrybutor wskazuje o ile wzrosną w 2026 roku i dlaczego
Rachunki za prąd. Dystrybutor wskazuje o ile wzrosną w 2026 roku i dlaczego
Chiny reagują na plany polskiego wojska dotyczące chińskich samochodów
Chiny reagują na plany polskiego wojska dotyczące chińskich samochodów
"Kompletny idiota". Ostra wymiana ciosów
"Kompletny idiota". Ostra wymiana ciosów
Trump przeliczył się stawiając ultimatum? "To Europa trzyma palec na finansowym spuście Ameryki"
Trump przeliczył się stawiając ultimatum? "To Europa trzyma palec na finansowym spuście Ameryki"