Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Tusk zabiera nawet pięć lat twojego zdrowia

Już chyba lepiej pracować niż odpoczywać - pisze Maciej Czujko.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Kto by nie chciał być na emeryturze? I to wcale nie takiej wystawnej, egzotycznej. Do szczęścia wystarczyłby przecież rozkoszny poranek we własnym domu. Pobudka, kąpiel, gazetka, bułki, jakaś telewizja śniadaniowa, a potem na cały dzień na działkę z wnukiem. Relaks, przyjemność, słowem, sielana. Nic z tego jednak nie będzie i to wcale nie przez reformę Tuska. *

Bo nasza starość mogłaby tak wyglądać. Z punktu widzenia medycznego to bardzo prawdopodobne. Według najnowszych badań w dobrym zdrowiu Polacy dożywają prawie 72 , a Polki niecałych 73 lat. Dopiero potem pojawia się nieodparta potrzeba wysiadywania krzeseł w przychodniach.

Oznaczałoby to, że gdyby rząd pozostał przy obecnym systemie emerytalnym, beztroską emeryturą w powściągliwych podskokach cieszylibyśmy się odpowiednio 7 i 11 lat. Po reformie czas wolności od pracy i geriatry skraca się drastycznie, bo do 5 i 6 lat. Tusk zabiera nam więc nawet do 60 miesięcy w zdrowiu, ale ciągle jednak zostaje ich tyle, by nachapać się przed choróbskami szczęściem.

Niestety, mało kto w kraju wierzy chyba, że uda mu się skorzystać z przywileju beztroski w dobrym zdrowiu. Od wielu już lat snuje się tak czarne wizje przyszłości naszego systemu emerytalnego, że w życie bez dodatkowej pracy po 67. roku nikt już chyba nie wierzy. Każdy więc na emeryturze wyobraża sobie siebie niewesoło. Albo jako pokrzywionego reumatyzmem zamiatacza w sieciówkach żywieniowych albo siwego dziadka, który nie ma czasu dla wnuków, bo ślęczy nad wytartym blatem biurka i w ciepłym świetle starej lampki robi to, co robił przez całe życie - tylko nie na etat, a na zlecenie.

Zdaje mi się więc, że za reformę emerytalną mało kto Tuska znienawidzi. Chyba tylko marzyciele, którzy jeszcze liczyli na to, że równo z gongiem, czyli tuż po sześćdziesiątce, założą słomkowe kapelusze i powiedzą szefowi dokładnie, co im od teraz lotto. Bo cała reszta wiedziała, że niezależnie od tego, jakie wiek zapiszą politycy w ustawie, to tyrać będziemy do śmierci. W końcu nawet po reformie emerytury wyniosą zaledwie nieco ponad 40 proc. ostatniej pensji.

Jedyne, co moglibyśmy na to poradzić, to naprodukować dzieci i wychować je tak, by chciały nas utrzymywać. Kłopot tylko w tym, że i one mogłyby wpaść na ten patent i wtedy zamiast odpoczywać bawilibyśmy w zadyszce kopy wnucząt.

Będzie więc tak: reforma wejdzie, Tuskowi sondaże się tylko wahną, by zaraz wrócić do pionu, a za kilka lat debata o reformie emerytalnej powróci. I nie po to, by znieść zmiany PO, ale by wiek emerytalny jeszcze bardziej podnieść. I tak kilka razy. Tym sposobem kolejne reformy będą sankcjonować rzeczywistość, Polacy zmilczą, a analitycy na rynkach będą kiwać głowami jaka to Polska odpowiedzialna.

Czytaj więcej o reformie emerytalnej
Dzięki nim "Tusk wciąż mocno siedzi w siodle" Pół roku po ponownym wyborze na urząd premiera Donald Tusk krytykowany jest coraz mocniej za nieudane reformy.
Proste pytanie: Jak żyć? Zobacz, co odpowiada profesor Ryszarda Bugaja pytamy, dlaczego zwykli ludzie cierpią przez reformy.
Emerytalny kompromis. Tusk chce dać wybór Premier zapowiada projekt, który z jednej strony będzie ostry, a z drugiej zapewni pomoc potrzebującym.
Tagi: reforma emerytalna, emerytura, tusk, wnuki, zdrowie, dziś w money, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz