Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Krzysztof Janoś
Krzysztof Janoś
|
aktualizacja

Koronawirus toczy gastronomię. "Czujemy wsparcie okolicznych mieszkańców. Bez nich byśmy nie przetrwali"

51
Podziel się

Koronawirus i kolejne ograniczenia w przemieszczaniu się niszczą branżę gastronomiczną. O ile duże sieci z rozbudowanymi systemami dostaw pewnie przetrwają najgorsze, to małe osiedlowe knajpki i restauracje bliskie są upadku. Tylko my, ich klienci, możemy ocalić te biznesy i miejsca pracy.

W "Bistro Miło MI" dostawcą jest Paweł Podedworny - właściciel restauracji.
W "Bistro Miło MI" dostawcą jest Paweł Podedworny - właściciel restauracji. (Bistro Miło MI)
bDJKUgHp

- Czujemy wsparcie naszych stałych klientów, ale i nowych, którzy mieszkają w sąsiedztwie i chcą nam pomóc w tej sytuacji. Głównie pieczywo obecnie ciągnie cały biznes. To nasze własne receptury na wypieki bez sztucznych dodatków - mówi Paweł Podedworny, który wraz z żoną Urszulą jest właścicielami "Bistro Miło Mi".

Od początku epidemii, zamawiający lunche, śniadania czy kolacje, mówili, że świadomie w ten sposób wspierają "Miło Mi", bo "Was lubimy i lubimy tu jeść i się spotykać". Teraz spotkania wyglądają nieco inaczej i są miłą niespodzianką.

Zobacz także: Koronawirus, mycie rąk, instrukcja GIS
bDJKUgHr

- Od pracownika dostaje tylko adres i zapakowane jedzenie. Jadę, drzwi się otwierają i staje przede mną człowiek, którego bardzo dobrze znam z lokalu. Zachowujemy bezpieczny dystans, ale to świetne, pozytywne spotkania. To niezwykle budujące i dziękujemy naszym klientom, że są teraz z nami - mówi Podedworny, który dodaje, że teraz wie, że przetrwają.

Wsparcia przedsiębiorcom udziela też prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.

Jeszcze kilka dni temu, to nie było takie pewne. Bistro "Miło mi" na rynku jest dopiero od maja 2018 r. Dwoje młodych ludzi z Wrocławia - Paweł i Urszula - zdecydowali się zaryzykować. Zamienili bezpieczne etaty na osiedlową restaurację.

bDJKUgHx

Odwaga

Pierwszy lokal uruchomili na Brylantowej w maju 2018 r. W nieco ponad rok później, w czerwcu 2019 r. wystartowali z drugim lokalem na Chabrowej.

- Zanim to zrobiliśmy, żona już po etacie pracowała rok w restauracji. Uczyła się tego fachu, obserwowała, jak to wygląda od środka. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo - mówi Paweł Podedworny.

Drugiego lokalu nie otworzyli z pazerności, ani dlatego, że tak świetnie szło im w pierwszej lokalizacji. Od początku marzeń o swojej firmie planowali działać na Chabrowej, otoczonej nowymi osiedlami i zabudową szeregową w graniczącej z Wrocławiem wsi Wysoka.

bDJKUgHy

Jednak na Brylantowej pojawiła się atrakcyjna lokalizacja i postanowili wystartować tu i już uczyć się fachu na żywym organizmie. Łatwo nie było. Wszystko okazało się trudniejsze, niż się spodziewali.

Restaurant week

Paradoksalnie, dopiero tuż przed wybuchem epidemii zaczęli wychodzić na prostą.

- Początek 2020 r. był trudny. Styczeń w gastronomii zawsze taki jest. Potem były ferie, więc też niełatwo było. Fajnie zaczęło się robić w marcu. Mieliśmy już satysfakcjonujące utargi. Weekend od 6 do 8 marca pobił pod każdym względem nasze rekordy. Poczuliśmy, że jednak się uda - opowiada Podedworny.

bDJKUgHz

Do środy 11 marca, kiedy jeszcze normalnie pracowały szkoły, firma jeszcze funkcjonowała. Potem przyszło najgorsze.

- Od kilku tygodni pracowaliśmy nad nowym menu. Zainwestowaliśmy w "Restaurant week", który we Wrocławiu startuje 15 kwietnia. Kupiliśmy nową zastawę, wynajęliśmy fotografa, a w piątek okazało się, że musimy zamknąć obie restauracje - mówi Paweł Podedworny.

Dowóz

To było najtrudniejszych kilka dni w ich gastronomicznej historii. Pojawiły się myśli o zwieszeniu działalności, ale wspólnie z zespołem zdecydowali o podjęciu wyzwania.

bDJKUgHA

- Dostawa, to nie jest taka łatwa sprawa. Pośrednicy, jak np. pyszne.pl nie działają w tym rejonie Wrocławia. Musieliśmy zorganizować to sami. Na razie ja jeżdżę z dostawami - mówi przedsiębiorca.

Problem z dowozem potraw nie ogranicza się tylko do kwestii logistycznych. Dania muszą się nadawać do tego, by po kilkunastu, kilkudziesięciu minutach, nadal były smaczne. Dlatego zmienili menu i na profilu facebookowym "Miło mi", codziennie rano pojawia się inne, specjalnie przygotowane na ten konkretny dzień.

- Zmieniliśmy między innymi recepturę pizzy. Na szczęście mamy w zespole bardzo doświadczonego w tym zakresie człowieka. Wiedział, co zrobić, by ona nadal była smaczna po dostawie. Mówiąc krótko, by się nie zaparzyła w pudełku - mówi Podedworny.

Trudne decyzje

Niestety w ten szczególny czas firma musiała ograniczyć zatrudnienie. To nie były łatwe decyzje. W pracy zostali ci, dla których restauracja była jedynym źródłem zatrudnienia.

- W zespole zostali też ludzie z rodzinami. Musieliśmy zawiesić czasowo współpracę głównie ze studentami, którzy mają rodziny we Wrocławiu i ich sytuacja materialna jest stabilna. Pracę u nas, za którą jesteśmy wdzięczni, traktowali jako dodatkowe źródło dochodów - wyjaśnia Podedworny.

Obecnie obie restauracje działają w trybie zamówień z dowozem i odbiorem osobistym. Ta druga forma jest bezpieczna, na tyle, na ile to możliwe. Drzwi są zawsze otwarte, nie trzeba dotykać klamek, a jednocześnie w restauracji może przebywać tylko jeden klient, szybko odbierający potrawy czy pieczywo.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

bDJKUgHS
wiadomości
gospodarka
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(51)
Gottfryd
11 miesięcy temu
Świetny przykład PATRIOTYZMU!!! Na tym to polega. Wspierać sąsiada, znajomego, kolegę. Nie obcego. BRAWO!!! Dzięki takim postawom (klientów) będzie nam łatwiej się podnieść. Olać maki, kurczaki czy sieci gastro. Tak samo ze sklepikami. Zakupy lokalne a nie w sieciach. Rynki, Ryneczki, Stragany zamiast tych znanych z reklamy. Czas chyba wypiąć się na sieci a pomagać człowiekowi "z sąsiedztwa" przetrwać te trudne czasy. Wybieraj POLSKIE, wybieraj mądrze!!!
Elisiv
11 miesięcy temu
Dobro wraca. Jeżeli firma/lokal/sklep od początku traktowali klientów z szacunkiem, nie oszukiwali na produkcie i jakości, to teraz zbierają plon swojej uczciwej postawy. Ludzie oddają z siebie to co dostali wcześniej. Bo klient wie, że takich firm jest jak na lekarstwo, więc dba o te, które swoim działaniem zapracowały sobie na jego lojalność. Wnioski z sytuacji obecnej w kraju i na świecie niech każdy sam wyciągnie.
Logik
11 miesięcy temu
Takie bistra padaja i beda padac. Matematyka. Lokal. 3-4 stoliki. W ciagu dnia przychodzi lewicowy drwal w musztardowych spodniach. Zamawia kawe za 6zl i siedzi laptopie godzine. Dwie matki z dziecmi. Lody i kawa. Po 15zl. Babcia po sernik. 10zl. Itd. Obrot ze 300zl. Przez miesiac moze 10k. Oplac lokal, prad, surowce. Pracownik chce od razu 3-4k netto. Zostanie moze cos albo i nie. I zakladajac ze jest dobry miesiac.
bDJKUgHT
ja
11 miesięcy temu
Ludzie co się z Wami dzieje,nie chcesz nie pomagaj ale nie przeszkadzaj. Na stronach netowych miast są informacje kto pracuje, kto ma jakie usługi.Każdy może się wpisać! Najlepiej siedzieć całe życie w domu,na zasiłkach i krytykować bo inni mają lepiej. Razem musimy przetrwać ten czas.I jako księgowa chcę powiedzieć zasiłki i inne 500 są z podatków,nie będzie wpłaconych podatków nie będzie kasy na zasiłki.Może o tym też pomyśleć?! Pozdrawiam i zdrowia wszystkim życzę!
wku$%&**a
11 miesięcy temu
nie tylko gastronomie toczy ten koronawirus , oni jeszcze moga miec na wynos, ja ciuchow nie wyniose.
...
Następna strona