Sławomir Mentzen w Sejmie skupił się na sytuacji finansów publicznych. Jak mówił, Polska kolejny rok ma rekordowy poziom długu, deficytu oraz odsetek. Zwracał uwagę, że drugi rok z rzędu deficyt ma wynosić 7 proc. PKB, a dochody państwa mają pokrywać około 70 proc. wydatków.
Polityk wskazywał również na rosnące koszty obsługi zadłużenia. Według przedstawionych przez niego danych w 2026 roku mają one wynieść 107 mld zł, podczas gdy rok wcześniej było to 90 mld zł. Mentzen przywołał także prognozę, zgodnie z którą w 2030 roku odsetki mogą sięgnąć 180 mld zł. – Odsetki doszły do 107 mld zł. Rok temu było 90, parę lat temu było jeszcze 20 – mówił.
Jego zdaniem problemem nie są jednak wyłącznie rosnące koszty długu. Mentzen wskazywał także na prognozy dochodów państwa. Przekonywał, że w poprzednich latach były one wielokrotnie przeszacowywane i łącznie miały zostać zawyżone o 120 mld zł.
Krytyka prognoz długu
Mentzen odniósł się również do strategii zarządzania długiem publicznym. Twierdził, że Ministerstwo Finansów od lat zaniżało prognozy dotyczące poziomu zadłużenia. Jako przykład podał prognozy dotyczące kolejnych lat, które – według niego – były później zastępowane wyższymi wartościami.
Według jego wyliczeń prognozowany poziom długu na 2027 rok w ciągu dwóch lat wzrósł z 61 do 69 proc. PKB. W przypadku 2028 roku miał natomiast zwiększyć się z 61 do 73 proc. PKB.
Polityk przekonywał, że podobna sytuacja miała występować wielokrotnie. – Nie da się 16 razy pomylić tylko w jedną stronę – mówił, odnosząc się do kolejnych prognoz zadłużenia.
Mentzen krytykował także poziom wydatków państwa. W jego ocenie wzrost wydatków od 2015 roku był znacznie większy niż wzrost dochodów podatkowych. Wskazywał przy tym, że Polska przeznacza na wydatki więcej niż część zamożnych państw Europy.
Największy problem ma pojawić się po 2028 roku
Najważniejszą część swojego wystąpienia Mentzen poświęcił jednak prognozom na kolejne lata. Przywołał dane ZUS, NFZ i Ministerstwa Finansów dotyczące sytuacji w 2030 roku.
Według jego wyliczeń same naturalne zmiany po stronie wydatków mają zwiększyć ich poziom o 1,6 proc. PKB. Ma to wynikać m.in. ze wzrostu dopłat do emerytur, wydatków na ochronę zdrowia oraz kosztów obsługi długu.
Jednocześnie Mentzen zwrócił uwagę na oficjalną prognozę Ministerstwa Finansów dotyczącą deficytu. Zgodnie z przywołanym przez niego dokumentem ma on wynosić 7,3 proc. PKB, następnie 7,1 proc., a w 2028 roku 6,8 proc. W kolejnych latach prognozowany jest jednak wyraźny spadek – do 5,3 proc. w 2029 roku i 4,2 proc. w 2030 roku.
Zdaniem Mentzena oznacza to konieczność bardzo dużego ograniczenia wydatków. Wyliczył, że w ciągu dwóch lat miałoby chodzić o około 210 mld zł. – To jest ta katastrofa, o której mówię od lat, ona wreszcie się pokazała w waszych dokumentach – stwierdził.
Polityk apelował przy tym o wcześniejsze rozpoczęcie działań ograniczających wydatki. Jego zdaniem odkładanie decyzji może doprowadzić do jeszcze większych problemów, szczególnie jeśli pojawią się dodatkowe czynniki, takie jak wzrost stóp procentowych, pogorszenie koniunktury czy eskalacja wojny hybrydowej z Rosją.
W swoim wystąpieniu Mentzen porównał obecną sytuację do płynięcia statkiem w stronę góry lodowej. Jego zdaniem prognozy Ministerstwa Finansów pokazują skalę problemu, z którym finanse publiczne będą musiały zmierzyć się w kolejnych latach.
To jest jak Titanic. Minister finansów pokazał wam w swoich dokumentach wielką górę lodową, na którą płyniemy, a wy zamiast zmieniać kurs, cieszycie się i klaszczecie. Orkiestra gra, statek płynie prosto na górę lodową, a rząd mówi: cała naprzód. Tymczasem już teraz trzeba zmienić kurs, ograniczyć wydatki i zacząć mówić o oszczędnościach. Ta góra lodowa ma już konkretny wymiar – w dokumentach zaplanowano cięcia rzędu ponad 200 mld zł w latach 2029-2030. To właśnie o takiej skali problemu mówimy – mówił w Sejmie Sławomir Mentzen.
Opozycja krytykuje projekt budżetu
Wystąpienie Mentzena było częścią szerszej debaty nad projektem budżetu na 2027 rok. Opozycja krytykowała przede wszystkim skalę deficytu i rosnącego zadłużenia. Zbigniew Kuźmiuk, przedstawiając stanowisko PiS, zapowiedział złożenie wniosku o odrzucenie projektu budżetu oraz ustawy okołobudżetowej w pierwszym czytaniu.
Poseł PiS zwrócił uwagę, że planowany na przyszły rok deficyt wynosi 281,2 mld zł. Mateusz Morawiecki z klubu Rozwój Plus również krytykował projekt, przekonując, że największym obciążeniem dla kolejnych pokoleń będzie właśnie rosnący rachunek związany z budżetem.
Ale największy rachunek, który dręczy Polaków i będzie dręczył kolejne pokolenia, to rachunek tego budżetu – mówił były premier.
Inne stanowisko prezentowali przedstawiciele klubów koalicji rządzącej. Janusz Cichoń z KO określił projekt jako budżet odpowiedzialnego rozwoju, wzrostu gospodarczego i poprawy bezpieczeństwa. Przyznał jednocześnie, że nie jest to budżet pozwalający na pełną realizację wszystkich deklaracji wyborczych.
Politycy koalicji zwracali także uwagę na wydatki związane z bezpieczeństwem państwa. Agnieszka Kłopotek z PSL podkreślała, że za zapisanymi w budżecie kwotami stoją konkretne możliwości obrony kraju. Z kolei Tomasz Trela z Lewicy wskazywał na zwiększenie nakładów na naukę, które mają przekroczyć 44 mld zł.
Prawie bilion złotych wydatków
Zgodnie z projektem budżetu państwa na 2027 rok dochody mają wynieść 696,4 mld zł, a wydatki 977,6 mld zł. Maksymalny deficyt został określony na 281,2 mld zł. Założono przy tym realny wzrost PKB na poziomie 3 proc. oraz średnioroczną inflację wynoszącą 2,8 proc.
Projekt zakłada również 94,6 mld zł dochodów z CIT, 363,7 mld zł z VAT oraz 33,4 mld zł z PIT. Dochody samorządów z udziału w PIT mają wzrosnąć z 193,8 mld zł w 2026 roku do 206,7 mld zł w 2027 roku.
Posłowie Polski 2050 wskazywali, że projekt warto poprzeć, choć jednocześnie przestrzeń fiskalna państwa będzie w kolejnych latach coraz mniejsza. Rafał Kasprzyk z Centrum mówił natomiast o konieczności zapewnienia jawności wydatków publicznych i kontroli nad nimi.