Minister rolnictwa proponuje: w każdej ubojni weterynarz lub całodobowy monitoring

Minister Jan Krzysztof Ardanowski proponuje, by w ubojniach, w których nie ma całodobowej obecności weterynarzy, obowiązkowo montować monitoring. Ma to uniemożliwić wprowadzanie do obrotu mięsa pochodzącego od chorych lub padłych zwierząt.

Minister rolnictwa domaga się lepszej kontroli nad ubojniami
Źródło zdjęć: © iStock.com
Martyna Kośka

- To wydarzenie podcina nasze zaufanie. Jestem tu realistą. Bardzo trudno będzie odbudować zaufanie i może się okazać, że dziesiątki milionów złotych, które włożyliśmy w promocję w różnych regionach świata, zostaną zmarnowane i trzeba będzie zaczynać budowanie wizerunku od zera – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski. Odniósł się tym samym do materiału "Superwizjera" TVN, w którym dziennikarze ujawnili szokujące praktyki w jednej z ubojni w województwie mazowieckim.

Informowaliśmy, że w poniedziałek do Polski przyjadą inspektorzy, którzy sprawdza m.in., czy polskie władze dostatecznie szybko interweniowały po tym, jak informacje o nieprawidłowościach ujrzały światło dzienne.

Przywódca strajku o ministrze rolnictwa. "Wypowiedział nam wojnę, zdradził"

- Wizyta została uzgodniona z komisarzami. W takich sytuacjach chcemy, by inspektorzy z innych krajów zobaczyli te działania, które podejmujemy. Nie może być tak, że incydentalne wydarzenie, podłe i dyskwalifikujące, będzie rzutowało na wizerunek polskiej żywności na świecie – powiedział Ardanowski na antenie TVN24.

Przedstawił również propozycję, która może pomóc zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.

- W ubojniach, gdzie nie ma 24-godzinnej obecności lekarzy weterynarii, trzeba wprowadzić 24-godzinny monitoring. To jest dość logiczne i będzie natychmiast wprowadzane – wyjaśnił.

Uspokoił jednocześnie, że Komisja Europejska nie może wprowadzić zakazu eksportu polskiej wołowiny.

- Nam najbardziej zależy, żeby wyeliminować takie przypadki z rynku, dlatego jest prowadzone postępowanie policyjne - dotyczące właścicieli oraz tych wszystkich, którzy w tym procederze brali udział. Niech nikt nie oczekuje pobłażliwości - zapowiedział Ardanowski.

Polskie mięso na stołach całego świata

Według informatora "Superwizjera" ubój chorych zwierząt to bardzo dochodowy biznes. Czarny rynek ma kwitnąć od lat. Ogłoszenia można znaleźć w internecie - twierdzą dziennikarze. Na jednym "leżaku" (slangowe określenie chorej lub padłej krowy) można zarobić nawet 1 tys. zł, choć najczęściej ubojnie płacą 400-500 zł. Hodowca na uśpienie musi natomiast wydać 500 zł.

Polskie mięso wołowe i jego przetwory docierają w najdalsze zakątki świata. Dane GUS z ubiegłego roku pokazują, że nawet na Komory w pobliżu Madagaskaru, do Hongkongu, Chin i Japonii. Jeśli przyjrzymy się sprawie dokładniej, w Chinach znaleźli się w ubiegłym roku chętni na naszą wołowinę soloną i wędzoną. Ten rodzaj eksportu dopływa również do Komorów, gdzie spożywa się również polskie podroby z wołowiny. Izrael od stycznia do października 2018 kupował w Polsce mięso krowie - głównie mrożone - za 26 mln zł miesięcznie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie