Nie chcą do UE. Kraj na północy zdecydował. Ostra reakcja z Niemiec

Wynik referendum, w którym Islandczycy sprzeciwili się wznowieniu negocjacji z UE, jest zdaniem niemieckiej prasy porażką tamtejszego rządu, ale i całej Unii Europejskiej. Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w szczytowym momencie światowego kryzysu finansowego. "Europejska integracja przestała być, niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, gwarancją sukcesu" - pisze "FAZ".

Premierka Islandii Kristrun Frostadottir i szefowa KE Ursula vonPremierka Islandii Kristrun Frostadottir i szefowa KE Ursula von der Leyen
Źródło zdjęć: © GETTY | Dogukan Keskinkilic, Telmo Pinto, Douglas Sacha, zeitung.sueddeutsche.de
Przemysław Ciszak

W sobotnim referendum 52,8 proc. Islandczyków sprzeciwiło się wznowieniu rozmów z Brukselą na temat członkostwa we Wspólnocie.

"Wynik głosowania jest porażką nie tylko islandzkiego rządu z premier Kristrun Frostadottir, lecz także całej Unii Europejskiej w odległej Brukseli" – czytamy w poniedziałkowym "Sueddeutsche Zeitung".

"Brytyjskie referendum dotyczące UE było największym politycznym błędem popełnionym przez rząd państwa europejskiego w minionym dziesięcioleciu. Skutki głosowania nad Brexitem w 2016 r. były dalekosiężne i negatywne, zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Brexit stał się tak odstraszającym przykładem, że wydawało się, iż żaden inny rząd nie będzie aż tak naiwny, żeby obciążać obywateli tak kompleksową decyzją. Czyż nie? A jednak islandzki rząd tak właśnie postąpił" – pisze autor artykułu Michael Neudecker.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Porażka islandzkiego rządu i całej UE

Neudecker przypomina, że szefowa islandzkiego rządu opowiadała się za rozmowami z UE ze względu na bezpieczeństwo kraju oraz wspólną walutę euro. Jednak Islandczykom powodzi się dobrze, są członkami NATO i mają dostęp do unijnego rynku wewnętrznego. "Komu się dobrze powodzi, ten nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać" – ocenia dziennikarz.

Zdaniem "SZ" odpowiedzialność za decyzję o rozpoczęciu rozmów z UE muszą wziąć na siebie politycy – premier i rząd. Przerzucanie jej na naród jest "opacznie pojmowaną demokracją" – pisze w konkluzji autor artykułu.

"Nigdy jeszcze siły sceptyczne wobec Europy nie były tak silne"

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" przyznaje, że decyzja o przystąpieniu do UE dla kraju, który chce chronić swoje rybołówstwo i rolnictwo, była "trudna, wymagająca wyważenia argumentów". "Oddanie decyzji w ręce narodu jest w ustroju demokratycznym słusznym wyjściem, które powinno zostać zaakceptowane, zarówno w Rejkiawiku, jak i w Brukseli" – czytamy w gazecie.

Europejska integracja przestała być, niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, gwarancją sukcesu. Nigdy jeszcze siły sceptyczne wobec Europy nie były tak silne jak dzisiaj – w Parlamencie Europejskim i w krajach członkowskich. W tym sensie wynik referendum w Islandii pasuje do tej sytuacji

– przypomina "FAZ".

Niemcy mają własne kłopoty

Gazeta przypomina, że w przyszłą niedzielę w niemieckim landzie Saksonii-Anhalcie odbędą się wybory do lokalnego parlamentu. Prowadząca w sondażach z wynikiem ok. 40 proc. partia (AfD) domaga się rezygnacji z euro, wyjścia z obszaru Schengen i likwidacji UE w obecnym kształcie.

Gazeta zwraca uwagę na różnicę między sytuacją w Islandii i w Niemczech. "AfD chodzi nie o zachowanie status quo, lecz o zniszczenie filarów systemu, który zapewnił Niemcom bezprecedensowy w historii okres dobrobytu i pokoju" – czytamy.

Sytuacja "nie do zaakceptowania"

O przegranym przez zwolenników UE referendum w Islandii pisze też "Tageszeitung". Anne Diekhoff, autorka artykułu, uważa, że porażka w referendum powinna zmotywować Brukselę do pracy nad własną strategią PR.

"Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której ciągle jeszcze można tak łatwo, za pomocą nieprawdziwych informacji o UE, skłonić ludzi do jej odrzucenia" – podkreśla Diekhoff.

O co chodzi? Zwolennicy podjęcia rozmów z UE tłumaczą porażkę kampanią przeciwników posługujących się dużymi funduszami i nieuczciwymi metodami – czytamy w "TAZ". Donatorami było kilku najbogatszych przedsiębiorców, którzy uważają, że interesy prowadzone poza Unią przynoszą im większe zyski.

"UE nie powinna traktować odprawy ze strony Islandii jak osobistego afrontu. Mieszkańcy Islandii kochają swoją niepodległość, a umowa z UE i tak już istnieje" – wskazuje jednak autorka artykułu.

"Policzek dla UE"

Także z innych krajów płyną gorzkie reakcje. Islandzkie "nie" dla wznowienia negocjacji z Unią Europejską, to cios dla norweskiego obozu proeuropejskiego, ale także porażka samej Brukseli. Dla UE to" policzek" – ocenili w niedzielę komentatorzy z Norwegii, która również nie jest członkiem UE, ale razem z Islandią i Liechtensteinem oraz wszystkimi unijnymi krajami należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i jest z Unią silnie powiązana.

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., w szczytowym momencie światowego kryzysu finansowego. Prace w ramach procesu akcesyjnego zostały zamrożone w 2013 r., gdy eksperci ostrzegali przed potencjalnym rozpadem strefy euro. Do sprawy powrócono, gdy w 2024 r. wybory parlamentarne wygrał socjaldemokratyczny Sojusz. Referendum w sprawie wznowienia negocjacji z UE ogłoszono na początku 2026 r.

Wybrane dla Ciebie