Osuszacz adsorpcyjny czy kompresorowy? Jak wybrać urządzenie na jesień i zimę

Zaparowane szyby, pranie, które nie chce wyschnąć, i kaloryfery, które jeszcze nie grzeją. Październik to miesiąc, w którym wilgoć w domu daje o sobie znać najmocniej. Osuszacz powietrza pomoże, ale tylko wtedy, gdy będzie pasował do warunków, w jakich przyjdzie mu pracować. A tu najważniejsza okazuje się temperatura.

Osuszacz adsorpcyjny czy kompresorowy? Jak wybrać urządzenie na jesień i zimęOsuszacz adsorpcyjny czy kompresorowy? Jak wybrać urządzenie na jesień i zimę
Źródło zdjęć: © materiały partnera | Orole

Październik w polskim mieszkaniu ma własny, bardzo specyficzny mikroklimat. W zasadzie cała jesień taka jest. Bo złota najczęściej jest w serialach. Przez większość sezonu za oknem mamy kilka stopni, w środku kaloryfery są letnie albo dopiero przypominają sobie, do czego służą, a na suszarce od wczoraj wisi pranie, które zamiast płynem do płukania zaczyna pachnieć – nie unikajmy tego porównania – piwnicą.

Rano na szybach zbierają się krople, lustro w łazience dłużej nie może rozstać się ze swoją parową otuliną, a w kącie przy oknie ktoś zauważa ciemną kropkę, której tydzień temu na pewno nie było.

Każda z tych rzeczy osobno to drobiazg. Razem oznaczają, że w powietrzu jest więcej wody, niż powinno. I że ta woda nie ma dokąd uciec. Wietrzenie pomaga, ale kiedy na dworze jest zimno, to tylko rozwiązanie doraźne. Jak zatem pozbyć się nadmiaru wilgoci na dobre? Postawić osuszacz powietrza.

Zanim jednak zaczniesz porównywać ceny i pojemności zbiorników, zadaj sobie jedno pytanie: w jakiej temperaturze to urządzenie będzie pracować? Od odpowiedzi zależy, czy lepszy będzie model adsorpcyjny, czy może kompresorowy.

Najpierw pomiar, potem zakupy

Zaparowane okno to sygnał, ale słaby. Na to, czy na szybie pojawi się woda, wpływa też temperatura samej szyby, dlatego w jednym pokoju okna potrafią być mokre, a w drugim suche, choć wilgotność jest podobna. Dużo pewniejszą informację daje higrometr, który kosztuje kilkadziesiąt złotych i mieści się na każdej półce.

Za komfortowy przyjmuje się poziom wilgotności względnej między 40 a 60 proc. Jeśli wskazania przez kilka dni z rzędu utrzymują się powyżej 60 proc., to znak, że trzeba zacząć działać. W takich warunkach łatwiej o pleśń na ścianach i za meblami, a pranie schnie wyraźnie dłużej.

Dwie technologie, ten sam cel

Każdy osuszacz robi w gruncie rzeczy to samo. Zasysa wilgotne powietrze, wyciąga z niego wodę i wypuszcza powietrze bardziej suche. Różnica tkwi w tym, jak to robi.

Osuszacz kompresorowy działa podobnie do lodówki. Powietrze przepływa przez zimny wymiennik, para wodna skrapla się na nim jak na butelce wyjętej z chłodziarki, a krople spływają do zbiornika. To rozwiązanie oszczędne i bardzo skuteczne w cieple. Im chłodniej w pomieszczeniu, tym trudniej jednak o skraplanie, a wydajność spada. Dobrze widać to na przykładzie modelu Wood's MDK11. Przy 30°C i wilgotności 80 proc. potrafi zebrać do 10 litrów wody na dobę, ale w typowych domowych warunkach, czyli przy 20°C i 60 proc., to około 5 litrów.

Osuszacz adsorpcyjny nie ma kompresora. Wilgoć wyłapuje specjalny materiał chłonący, który działa trochę jak saszetki dorzucane do pudełek z butami, tyle że pracuje bez przerwy i sam się regeneruje dzięki grzałce. Efekt uboczny jest dla wielu osób największą zaletą. Otóż z urządzenia wylatuje ciepłe powietrze. Jego wydajność w niewielkim stopniu zależy od temperatury, dlatego sprawdza się tam, gdzie kompresorowy zaczyna się męczyć.

Coś za coś. Adsorpcyjny pobiera więcej prądu niż kompresorowy o podobnym przeznaczeniu. Ta energia nie znika jednak w próżni, bo trafia do pokoju w postaci ciepła. W chłodnym mieszkaniu to akurat ma sens.

Dobrze, skoro opanowaliśmy już akademicką teorię, czas przejść do zajęć praktycznych na konkretnych modelach osuszaczy.

Wood's WDD80, kiedy w domu jest chłodno

© materiały partnera | Orole

Wood's WDD80 to osuszacz adsorpcyjny przeznaczony do powierzchni do 60 m². Pracuje w temperaturze od 0 do 37°C i według producenta usuwa do 8 litrów wody na dobę bez względu na to, czy w pomieszczeniu jest ciepło, czy chłodno. Dlatego dobrze sprawdza się w mieszkaniu przed włączeniem ogrzewania, w domku letniskowym używanym poza sezonem albo w chłodniejszym pomieszczeniu gospodarczym.

Podczas osuszania urządzenie wydmuchuje ogrzane powietrze. Według specjalistów firmy OROLE, w zależności od trybu, strumień z wylotu może być nawet o 12°C cieplejszy od powietrza zasysanego. Mowa o temperaturze samego nawiewu, a nie całego pokoju, ale w październikowy wieczór różnicę po prostu czuć.

Brak kompresora oznacza też brak charakterystycznego buczenia. Słychać przede wszystkim wentylator, który ma trzy poziomy prędkości. Na najniższym głośność wynosi 36 dB, czyli mniej więcej tyle, co szum lodówki, a na najwyższym 49 dB, co można porównać do deszczu za oknem. To dobry wybór dla wrażliwych uszu.

Wbudowany czujnik pilnuje wilgotności. Użytkownik ustawia docelowy poziom, na przykład 50 proc., i w zasadzie może zapomnieć o ciągłym włączaniu i wyłączaniu sprzętu. Do dyspozycji są też tryb suszenia ubrań i timer.

WDD80 waży 6,5 kg, posiada też uchwyt. I choć nie powinno się go ciągle przestawiać z kąta w kąt, nie sprawi to większej trudności nawet osobom o mniejszej posturze.

Zebrana woda trafia do dwulitrowego zbiornika, a gdy ten się napełni, osuszacz sam się wyłącza. Jeśli w pobliżu jest odpływ, można podłączyć wąż i zbiornik przestaje mieć znaczenie.

© materiały partnera | Orole

Wood's WDD90, czyli to samo, ale z telefonem w ręku

Wood's WDD90 działa na tej samej zasadzie (to osuszacz adsorpcyjny) i ma podobną wydajność, ale dokłada kilka udogodnień godnych urządzenia z trzeciej dekady XXI wieku. Na wyświetlaczu pokazuje aktualną wilgotność w pomieszczeniu, ma tryb automatyczny i timer, a przez Wi-Fi łączy się z aplikacją mobilną oraz z systemami inteligentnego domu wiodących producentów – Google Home i Amazon Alexa.

Możesz zatem sprawdzić wilgotność w mieszkaniu i zmienić ustawienia, siedząc w biurze albo wracając zmęczony z pracy. Ba! Nawet będąc na wakacjach.

WDD90 ma też mocniejszy nawiew (do 180 m³/h w porównaniu do 120 m³/h w WDD80), a to może się okazać bezcennym sprzymierzeńcem przy szybszym suszeniu prania.

Jest za to nieco cięższy – waży 8,9 kg. To jednak wada umowna, bo raz postawiony zazwyczaj się sam nie przemieszcza, a przynajmniej nie powinien.

Są też podobieństwa. Oba modele, WDD80 i WDD90, objęte są 3-letnią gwarancją.

© materiały partnera

Seria Wood's MDK, kiedy kaloryfery już grzeją

Gdy sezon grzewczy rusza na dobre, a w mieszkaniu jest stale około 20°C, do gry wchodzą osuszacze kompresorowe. To te urządzenia, które lepiej radzą sobie, kiedy pomieszczenie jest ciepłe.

Seria Wood's MDK pracuje w zakresie od 5 do 35°C i zużywa mniej energii niż modele adsorpcyjne. Najmniejszy MDK11 przy maksymalnym obciążeniu pobiera do 0,18 kW. Jasne – nic to nikomu nie powie, ale to mniej więcej tyle, co trzy klasyczne żarówki sześćdziesiątki. W skrócie: niewiele.

Ale to oczywiście nie jedyny model. Im większa powierzchnia do osuszenia, tym wyższy numer przy oznaczeniu MDK. MDK11 przeznaczony jest do powierzchni do 40 m², MDK13 do 60 m², MDK21 do 70 m², a największy MDK26 do 120 m² i może zebrać do 25 litrów wody na dobę. Ten ostatni ma czterolitrowy zbiornik, wyświetlacz z poziomem wilgotności, tryb nocny i tryb suszenia prania.

I w tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać. Bo dobór odpowiedniej mocy osuszacza do powierzchni to kluczowa sprawa. Osuszacz z czujnikiem wilgotności nie pracuje na ślepo, tylko dąży do ustawionego poziomu – weźmy wzorcowe 50 proc. Mocniejsze urządzenie w mniejszym mieszkaniu osiągnie ten poziom szybko, a potem po prostu odpocznie.

MDK26 w trybie utrzymywania wilgotności zatrzymuje wtedy kompresor i wentylator, więc przez większość czasu stoi cicho i co jakiś czas sprawdza, czy powietrze znów nie zrobiło się zbyt wilgotne. Nie przesuszy więc mieszkania, bo pracuje krótko i tylko wtedy, kiedy trzeba.

Odwrotna sytuacja wygląda gorzej. Gotowanie, prysznic, suszenie prania i zwykłe oddychanie domowników codziennie dokładają do powietrza litry wody. Jeśli osuszacz jest za słaby na dany metraż, wilgoci przybywa szybciej, niż on zdąży ją zebrać. To trochę jak wylewanie wody z przeciekającej łódki kubkiem zamiast wiadrem. Urządzenie pracuje bez przerwy, zużywa prąd i szumi przez całą dobę, a 50 proc. pozostanie poza zasięgiem, przynajmniej w części mieszkania.

Ściągawka przed zakupem

●     Mieszkanie przed sezonem grzewczym, domek letniskowy, chłodne pomieszczenia (od 0°C): Wood's WDD80

●     To samo, ale z podglądem wilgotności i sterowaniem z telefonu: Wood's WDD90

●     Ogrzewane mieszkanie lub dom, priorytetem niższe zużycie prądu: seria Wood's MDK, dobrana do metrażu

Niezależnie od modelu obowiązuje jedna zasada. Osuszacz dobiera się do całej powierzchni, którą ma obsłużyć, a nie do jednego, najbardziej zaparowanego okna. Ustawiony w centralnym miejscu, na przykład w korytarzu, przy otwartych drzwiach wewnętrznych, poradzi sobie z kilkoma połączonymi pomieszczeniami.

Dobór z pomocą specjalistów

OROLE od lat zajmuje się urządzeniami do oczyszczania i osuszania powietrza, a w ofercie ma między innymi sprzęt szwedzkiej marki Wood's. Są tu osuszacze domowe, modele z funkcją oczyszczania, urządzenia budowlane i przemysłowe, a także osuszacze do basenów. Na stronach poszczególnych produktów znajdziesz pełne dane techniczne, aktualne ceny i możliwość zakupu.

Jeśli wciąż nie masz pewności, który model wybrać, skontaktuj się ze specjalistami firmy. Przygotuj trzy informacje: powierzchnię, którą ma obsłużyć urządzenie, temperaturę, jaka zwykle panuje w pomieszczeniach, i wilgotność odczytaną z higrometru. Na tej podstawie łatwo będzie ustalić, czy w twoim domu lepiej sprawdzi się osuszacz, który przy okazji grzeje, czy taki, który oszczędza prąd.

Płatna współpraca z marką Orole
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl