Pół roku bez Orbána. Do Węgrów zaczyna docierać bolesna prawda

Minęło pół roku od upadku rządów Viktora Orbána na Węgrzech. Co przez ten czas stało się z krajową gospodarką? – Ten rok będzie niezwykle trudny. Nie pomoże ani wprowadzenie nowych podatków, ani planowane odzyskanie dochodów skradzionych za rządów Fideszu – ocenia w rozmowie z money.pl Magdolna Sass. – Węgry tracą impet – słyszymy od innych ekspertów.

Peter Magyar zmaga się ze złym stanem węgierskiej gospodarkiPeter Magyar zmaga się ze złym stanem węgierskiej gospodarki
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | AFP, ATTILA KISBENEDEK, East News, GEORG HOCHMUTH, Michal Dubiel, REPORTER
Robert Kędzierski

W kwietniu 2026 r. na Węgrzech odbyły się historyczne wybory parlamentarne. Po 16 latach z władzą pożegnał się Viktor Orbán, a proces porządkowania kraju rozpoczął gabinet, na czele którego stanął Péter Magyar. W kampanii wyborczej polityk zapowiadał przede wszystkim odbudowę wzrostu gospodarczego poprzez walkę z korupcją, zwiększenie przejrzystości wydatkowania środków publicznych, poprawę relacji z Unią Europejską i odblokowanie funduszy unijnych. Podkreślał potrzebę stabilizacji finansów publicznych, wsparcia inwestycji prywatnych oraz odbudowy zaufania inwestorów do państwa, argumentując, że warunkiem trwałego wzrostu jest sprawniej działające państwo i bardziej przewidywalne otoczenie gospodarcze.

Czy pół roku wystarczyło, by gospodarka Węgier odczuła pozytywną zmianę? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do największych instytutów badawczych nad Dunajem.

Nowy rząd, stare problemy

Magdolna Sass, dyrektorka Instytutu Gospodarki Światowej Centrum Badań Ekonomicznych i Regionalnych, przedstawicielka KRTK VGI, publicznego ośrodka naukowego zajmującego się badaniami nad gospodarką międzynarodową, w rozmowie z money.pl wskazuje na strukturalne problemy odziedziczone po poprzedniej ekipie rządzącej.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

– Rząd partii Cisa odziedziczył po poprzednikach gospodarkę charakteryzującą się silną pozycją państwa i – co za tym idzie – stosunkowo małym udziałem wolnego rynku. W związku z tym jego przestrzeń fiskalna jest bardzo niewielka. A dodatkowo zawęża ją wyznaczenie stosunkowo ambitnego terminu wprowadzenia waluty euro – mówi Magdolna Sass. Wstępnie Węgry planują bowiem przyjąć europejską walutę w roku 2030.

Magdolna Sass zwraca uwagę na politykę wydatkową nowej administracji. – Rząd kontynuuje programy swoich poprzedników, takie jak obniżki opłat za media czy ulgi w podatku dochodowym od osób fizycznych. Obok nich realizuje także własne programy, wiążące się z mniej lub bardziej znaczącymi wydatkami. Należą do nich między innymi dodatkowe finansowanie ochrony zdrowia oraz podwyżki emerytur – wylicza ekspertka.

W ocenie Magdolny Sass realizacja założeń gospodarczych gabinetu Magyara będzie trudna. Pozytywne impulsy – takie jak wzrost zaufania rynku czy zwiększenie produkcji przemysłowej – należy uznać za jednorazowe.

Jeśli rząd chce zrealizować wszystkie swoje cele, to ten rok będzie niezwykle trudny. Nie pomoże mu ani wprowadzenie nowych podatków, ani planowane odzyskanie dochodów skradzionych za rządów Fideszu. Z tych źródeł prawdopodobnie nie uda się uzyskać zaplanowanych dochodów – podkreśla w rozmowie z money.pl Magdolna Sass.

Wyczerpany model oparty na taniej pracy

Ekspertka zwraca uwagę na wyczerpanie się dotychczasowego modelu wzrostu gospodarczego kraju. Kluczowe staje się poszukiwanie nowych źródeł produktywności.

Węgrom potrzeba bardziej przemyślanej polityki gospodarczej, przenoszącej akcenty. Węgierski model gospodarczy, opierający się na bezpośrednich inwestycjach zagranicznych przynoszących wsteczne uczestnictwo w globalnych łańcuchach dostaw, osiągnął swoje granice i stał się dziś kontrproduktywny – mówi Magdolna Sass.

Podaje konkretne przykłady z regionu. – W przeciwieństwie do Czech i Polski, Węgry po 2020 r. przyciągały tego typu bezpośrednie inwestycje zagraniczne, przede wszystkim z Chin, na przykład CATL czy BYD. Tworzą one miejsca pracy i generują eksport, ale ich pozytywny wpływ na przedsiębiorstwa w gospodarce przyjmującej jest bardzo ograniczony – dodaje dyrektorka Instytutu Gospodarki Światowej.

Dr Hannya Nimer, prezes węgierskiego Instytutu Badań Gospodarczych GKI, w rozmowie z money.pl przedstawia podobny pogląd. Przedstawiciel jednego z najbardziej znanych niezależnych ośrodków analitycznych na Węgrzech, zajmujących się prognozami makroekonomicznymi, wskazuje na konieczność zmiany.

Węgierska gospodarka w ciągu ostatniej półtorej dekady rosła dzięki angażowaniu w produkcję coraz większej ilości pracy i kapitału, a nie dzięki temu, że stawała się bardziej wydajna. Ten model się wyczerpał i dziś przyznaje to już nawet sam rząd. Pytanie na nadchodzące lata brzmi, czy kapitał rzeczywiście popłynie do efektywnych przedsiębiorstw, ponieważ trwała konwergencja może wynikać tylko z produktywności – mówi w rozmowie z money.pl dr Hannya Nimer.

Węgry w stagnacji. Za Polską i Czechami

Z danych Instytutu GKI wynika, że Węgry w 2026 r. wyszły z długotrwałej stagnacji, jednak baza tego wzrostu jest wąska. Minister finansów András Kármán na początku października poinformował, że od drugiego kwartału 2022 r. węgierska gospodarka wzrosła łącznie o 0,7 proc.

W tym samym czasie na Słowacji wzrost PKB wyniósł 5,7 proc., w Polsce 9,5 proc., a w Chorwacji 12,5 proc. Rząd Węgier jest jednak dość optymistyczny i zakłada w tym roku wzrost na poziomie 1,7–2 proc., a w przyszłym 2,4 proc. Tyle że – na co zwraca uwagę dr Nimer – ożywienie pozostaje kruche i w dużej mierze opiera się na konsumpcji, podczas gdy inwestycje, budownictwo i część eksportu nadal pozostają słabymi punktami gospodarki.

Węgrzy zaczynają tracić optymizm

Mieszkańcy kraju na to gospodarcze przyspieszenie wyraźnie czekają. GKI co miesiąc bada oczekiwania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Indeks koniunktury między styczniem a lipcem wzrósł o 11 punktów, osiągając czteroipółletnie maksimum. Zniecierpliwienie jest jednak wyraźne, bo w sierpniu indeks spadł o 4 punkty, a we wrześniu wzrósł zaledwie o 1 punkt.

Węgry tracą impet. To najważniejszy przekaz naszego wrześniowego badania. Same nastroje nie pociągną gospodarki do przodu. Zaufanie ponownie przerodzi się we wzrost, jeśli firmy zobaczą nowe zamówienia i ogólną stabilność – mówi prezes GKI.

Euro najważniejszym celem, ale i ryzykiem

Rząd, który objął urząd po wyborach 12 kwietnia, zobowiązał się do spełnienia kryteriów z Maastricht niezbędnych do przyjęcia euro do 2030 r. Według GKI waga przyjęcia wspólnej waluty jest porównywalna z przystąpieniem do UE w 2004 r. Rynki finansowe dały wiarę tej obietnicy, co widać po znacznym spadku rentowności obligacji skarbowych.

– Rynek wybiegł w przyszłość. Inwestorzy już teraz wyceniają udane przystąpienie do strefy euro, chociaż z warunków z Maastricht na razie spełniamy tylko ten dotyczący inflacji. To duży kredyt zaufania, a zarazem największe ryzyko: jeśli zaufanie zostanie zachwiane, rentowności mogą szybko wzrosnąć – mówi dr Hannya Nimer.

Prezes GKI podkreśla, że rezygnacja z forinta oznacza koniec niezależnej polityki monetarnej, a ze strefy euro nie ma wyjścia. Prawdziwe pytanie nie polega na tym, czy euro się opłaca, ale na jakich warunkach wprowadzenie go może zakończyć się sukcesem. W kontekście stabilności regionalnej warto śledzić również decyzje dotyczące stóp procentowych, które determinują koszt obsługi długu w całym naszym regionie.

Globalny wzrost rentowności uderza w budżet

Instytut GKI zwraca uwagę na potężne zagrożenie zewnętrzne. Latem 2026 r. na światowych rynkach obligacji skarbowych nastąpiło znaczne przetasowanie. W USA, Japonii i całej Europie rentowności długoterminowe wzrosły do wieloletnich maksimów.

– Jedną z największych pozycji konsolidacji miała być tańsza obsługa długu. Jeśli globalny wzrost rentowności to zabierze, większa część redukcji deficytu pozostanie po stronie wydatków i reform strukturalnych. Dlatego nie można czekać: wiarygodność ścieżki budżetowej musi zostać ugruntowana już w budżecie na 2027 r. – wskazuje dr Hannya Nimer.

Dwa silniki gospodarki

Dr Anna Wisniewski, wiceprezes i dyrektor generalny Polsko-Węgierskiej Izby Gospodarczej, w komentarzu dla money.pl ocenia, że perspektywy węgierskiej gospodarki na 2026 r. są umiarkowanie pozytywne. – Nie należy dopatrywać się w nich silnego ożywienia. Najnowsze dane są jednak całkiem korzystne: w II kwartale 2026 r. węgierski PKB wzrósł o 1,7 proc. r/r, a w całym pierwszym półroczu również o 1,7 proc.- wskazuje.

Nasza rozmówczyni, podobnie jak inni eksperci, do ważniejszych zmian dla węgierskiej gospodarki zalicza prognozowany wzrost PKB. – Wyniesie prawdopodobnie około 1,5 proc.-2 proc. Komisja Europejska prognozuje 1,8 proc., a OECD 1,6 proc. – wylicza.

Ten wzrost może jednak ograniczyć inflacja. Na razie utrzymuje się na poziomie około 3 proc. średniorocznie, ale ceny energii i sytuacja geopolityczna stanowią dla Węgier ryzyko wzrostu – podobnie jak dla innych europejskich gospodarek.

Konsumpcja powinna być jednym z głównych motorów wzrostu dzięki podniesieniu płac i działaniom fiskalnym. Natomiast przemysł i eksport pozostają słabym punktem, szczególnie ze względu na słabość niemieckiego i europejskiego przemysłu. W kwestii inwestycji możliwe jest stopniowe odbicie, ale nie widać jeszcze mocnego boomu inwestycyjnego. Sytuacja finansów publicznych niestety prezentuje się gorzej. Komisja Europejska prognozuje deficyt około 6,2 proc. PKB w 2026 r. – ocenia dr Anna Wisniewski.

Dwa scenariusze dla rządu Magyara

Wiceprezeska Polsko-Węgierskiej Izby Gospodarczej przedstawiła też prognozy. – Scenariusz pozytywny obejmuje poprawę koniunktury w Europie, odbicie niemieckiego przemysłu, większe inwestycje i lepszy dostęp do funduszy UE. Wtedy wzrost może zbliżyć się do 2 proc. lub nieco go przekroczyć – mówi. – Scenariusz negatywny zakłada wysokie ceny energii, słaby przemysł niemiecki, napięcia handlowe i konieczność ograniczenia deficytu. W takim przypadku wzrost może spaść w okolice 1 proc. – wylicza.

2026 r. wygląda bardziej na rok powolnego wychodzenia ze stagnacji, a nie na nagły rozwój gospodarczy. Konsument powinien radzić sobie lepiej, ale Węgry nadal mają problem z wysokim deficytem, inwestycjami i zależnością od europejskiego przemysłu – podkreśla dr Anna Wisniewski.
Wybrane dla Ciebie