Notowania

afryka
23.02.2019 22:54

Polak budował afrykańskiego Amazona. Trafił na listę ściganych przez Interpol

Zarobił miliony w Afryce, stał się tam celebrytą i biznesowym guru, by u szczytu trafić do aresztu w Polsce. Powód? Zadarł z tymi, z którymi nigdy nie powinien współpracować. Marek Zmysłowski tylko w money.pl opisuje swoją historię. I przestrzega przed tym, jak skorumpowane rządy wykorzystują Interpol.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Archiwum prywatne)
Marek Zmysłowski o prowadzeniu biznesu w Afryce opowiadał m.in. podczas konferencji TED (Fot: Marek Zmysłowski)

Lotnisko Okęcie, Warszawa, 14 stycznia 2018 roku. Moje wakacje się kończyły. Wreszcie udało mi się odzyskać równowagę po pięciu najbardziej stresujących latach mojego życia. W 2013 roku, jako młody i głodny sukcesu polski przedsiębiorca z branży technologicznej, przeprowadziłem się do Nigerii, licząc że załapię się na nabierający prędkości pociąg zwany "cyfrową rewolucją w Afryce".

Startupy na początek

Zostałem współzałożycielem Jovago.com. To spółka, która później została wchłonięta przez Jumia.com, a ta niedługo potem stała się pierwszym jednorożcem na tamtejszym rynku (wycena powyżej 1 mld dolarów - przyp. red.). Jumia zatrudnia 3000 osób w 23 afrykańskich krajach. Mój drugi startup, HotelOga (później przebrandowany na HotelOnline), stał się największą firmą w sektorach oprogramowania dla hoteli Zachodniej Afryce.

Byliśmy pierwszymi, którzy weszli we współpracę z gigantami turystyki online takimi jak Booking.com i Expedia. Mocno walczyłem o to, żeby rozbroić stereotypowy obraz Afryki na Zachodzie. Jedno z moich wystąpień na TEDzie obejrzało prawie milion ludzi. Google i Bank Światowy zaprosiły mnie, bym został mentorem w ich programach skierowanych do Afrykańczyków.

Wróćmy do Warszawy, na Okęcie

Miałem właśnie wsiąść na pokład samolotu do Londynu, gdzie zamierzałem spotkać się z paroma inwestorami Venture Capital i porozmawiać o ich ewentualnym wejściu w mój nowy startup. Na lotnisko przyjechałem o czasie, ale ten akurat lot nie był mi pisany. W trakcie pozornie rutynowej kontroli paszportowej zostałem aresztowany przez polską Straż Graniczną.

Usłyszałem, że jestem poszukiwany przez rząd Nigerii za przestępstwa finansowe i że pozostanę w areszcie, dopóki nie zostanie rozstrzygnięte, czy mam zostać poddany ekstradycji. Pozwolono mi zadzwonić do mojego adwokata.

Pierwszej nocy w celi, gdzieś między medytacją, modlitwą, robieniem pompek, ćwiczeń oddechowych i generalnie wszystkim, co powstrzymywało mnie przed utratą rozumu i totalnym załamaniem, obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by moja sprawa ujrzała światło dzienne. Żeby nic takiego nie przydarzyło się już nikomu innemu. Ta myśl pomogła mi przeżyć tę noc i utrzymywała przy zmysłach przez wiele następnych.

Zpobacz też: Polskie startupy chcą podbić świat

Miłość do Afryki

Zakochałem się w Afryce i jej mieszkańcach z wielu, wielu powodów, ale to emocje związane z budowaniem biznesów na "linii frontu" rozwijających się rynków przyciągały mnie najbardziej. W Afryce musisz radzić sobie z najbardziej szalonymi problemami, z którymi typowy manager z Zachodu w ogóle nie ma styczności.

Za to w nagrodę czeka na ciebie największa okazja na zbicie fortuny w XXI wieku. A czemu niektóre firmy wybierają na start Nigerię? Bo jeśli coś może pójść źle, to najpewniej pójdzie to właśnie tam. Sami Nigeryjczycy żartują między sobą, że ich kraj nigdy nie zdobywa pierwszego miejsca w rankingu najbardziej skorumpowanych krajów na świecie, bo potrafi przekupić i ranking.

Żart jest dość bliski rzeczywistości. Według Allianz Global Corporate & Specialty Report w 2017 roku Nigeria była czwartym najbardziej skorumpowanym krajem na świecie. W 2018 zajęła już pierwsze miejsce. Która z nigeryjskich instytucji bierze najwięcej w łapę? Światowy Barometr Korupcji, Narodowe Biuro Statystyki w Nigerii, NOI Polls Organization i Niezależna Komisja ds. Praktyk Korupcyjnych są zgodne - to nigeryjska policja.

Ta angażuje się w konflikty pomiędzy przedsiębiorcami na skalę nieznaną w żadnym demokratycznym, rozwiniętym kraju. Gdyby funkcjonariusze tamtejszego wymiaru sprawiedliwości z takim samym zapałem, z jakim podchodzą do chronienia interesów jednej ze stron w walce pomiędzy dwoma firmami, podchodzili do łapania złodziei, morderców, gwałcicieli i terrorystów, Nigeria byłaby bezpieczniejsza niż Szwajcaria. Ciekawe, co motywuje ich do działania w taki sposób?

Skorumpowani urzędnicy

Firmom z branży online przez jakiś czas udawało się unikać zainteresowania służb - dość pieniędzy można było wyciągnąć od nafciarzy i wielkich międzynarodowych korporacji. Ale odkąd Jumia i Konga (drugi co do wielkości gracz w e-commerce) zaczęły co 15 minut pokazywać reklamy w ogólnokrajowej telewizji i stawiać billboardy na każdym rogu, było tylko kwestią czasu, że zainteresują się nimi ludzie, którzy tak naprawdę rządzą tym krajem – skorumpowani urzędnicy.

Nairobi jest jedną z lokalizacji, gdzie PAIH oferuje przedsiębiorcom swoje usługi
Łapówki na egzotycznych rynkach. Darmowe porady polskich urzędników wkrótce się skończą

Typowemu nigeryjskiemu policjantowi przedsiębiorca internetowy nie kojarzył się już tylko z "yahoo boyami", których mogli zatrzymywać na ulicy, postraszyć trochę, zabierać im laptopy i zmusić do zapłacenia 20,000 nair (około 50 dolarów), by mogli je odzyskać. Uświadomił on sobie bowiem, że w grze pojawiła się teraz poważna forsa, którą można było zrobić na firmach z sieci i ich założycielach.

Nie docenić zdolności przeciwnika w robieniu nielegalnych rzeczy to ogromny błąd - zwłaszcza w Nigerii - gdzie znajdowała się większość mojego biznesu. Spotkałem się kiedyś z szanowanym nigeryjskim przedsiębiorcą. Na spotkanie przyszedł z własną kawą.

– To twoja ulubiona mieszanka? – spytałem.

– Nie, po prostu kiedyś próbował mnie otruć mój wspólnik - odpowiedział.

Statystyka dopada każdego

Przez kilka pierwszych lat miałem szczęście i nie przydarzyły mi się żadne "przygody" z rządowymi instytucjami. A potem dopadła mnie statystyka. Po odejściu z Jumii w 2015 roku, wystartowałem z projektem HotelOga. Firmę założyłem na własnym kapitale, z pomocą udziałowców mniejszościowych z Nigerii, Indii i Polski.

Inwestorem nigeryjskim był bardzo wpływowy biznesmen, który maczał palce w wielu różnych przedsięwzięciach, także w kluczowych dla ekonomii kraju sektorach. Miał potężnych przyjaciół. Czasem dobrze jest mieć "ojca chrzestnego" we wrogim środowisku biznesowym. Rozumiecie, prawda? Gorzej znaleźć się w środowisku, w którym twój "ojciec chrzestny", nagle obraca się przeciwko tobie.

(Archiwum prywatne)
Marek Zmysłowski w towarzystwie pracowników Jovago (Fot: Marek Zmysłowski)

W fazie wzrostu, krytycznej dla "być albo nie być" naszego startupu, pomiędzy mną a "ojcem chrzestnym" pojawił się konflikt. Doszło do tego, że wraz z CFO próbowali mnie wyrzucić z zarządu i przejąć kontrolę nad firmą. Nie udało im się, bo mój zespół, mój partner i współzałożyciel firmy wraz z pozostałymi udziałowcami stanęli w mojej obronie. Konflikt sparaliżował jednak nasze działanie i prawie doprowadził do bankructwa. Uratowała nas fuzja z największym konkurentem ze wschodniej Afryki. Dzięki temu mogłem odejść z firmy i usunąć się w cień. Miałem nadzieję, że dzięki temu napięcie zostanie rozładowane.

Pamiętacie aresztowanie w Warszawie? - zostałem aresztowany na Okęciu, bo moje nazwisko pojawiło się w systemie jako osoby poszukiwanej przez Interpol. Ten umieścił mnie na liście z powodu nakazu aresztowania wystawionego przez nigeryjską policję. Załączone uzasadnienie zawierało tylko bardzo mętny opis moich tak zwanych przestępstw.

Podobno okradłem moich inwestorów i CFO. Jedyny dowód? Zeznania ofiary. Nic więcej. Tylko "zeznania". Wyobraź sobie, że idziesz na policję i mówisz, że sąsiad ukradł ci milion dolarów. I teraz policja, ot tak, idzie aresztować twojego sąsiada. Nawet nie sprawdza, czy kiedykolwiek miałeś milion dolarów. Nawet nie pyta, czy masz jakiekolwiek dowody na kradzież.

Rola prokuratora

Miałem szczęście, że moją sprawę przydzielono młodemu polskiemu prokuratorowi, który zauważył, że coś w tym wszystkim jest nie tak. W dniu mojego aresztowania zażądał od policjantów z Nigerii, by przesłali pełną dokumentację sprawy. Do tej pory, po tych wszystkich miesiącach, nadal nie przysłali niczego. Za to udało im się wystawić wniosek o ekstradycję, również bez dokumentacji.

Zostałem wypuszczony następnego dnia. Polskie MSZ wysłało do swojego nigeryjskiego odpowiednika formalną prośbę o wyjaśnienie sytuacji i udzielenie informacji o podejmowanych przeciwko mnie działaniach. Minęło sześć miesięcy. Odpowiedzi oczywiście brak.

Czego nie jestem w stanie zrozumieć to to, jak w "Pierwszym Świecie" można być ściganym na podstawie szemranych papierów z jednego z najbardziej skorumpowanych krajów na świecie. Dlaczego to takie proste? Wcześniej moja wiedza o Interpolu pochodziła z filmów akcji.

"To szlachetna instytucja, która koordynuje współpracę pomiędzy służbami policyjnymi z całego świata i pomaga złapać najgorszych przestępców" - myślałem. Bardzo to czarno-białe, prawda? Cóż, rzeczywistość dodaje do tego obrazka jakieś pięćdziesiąt dodatkowych odcieni szarości.

Członkami Interpolu jest 190 krajów, które "składają się" na jego utrzymanie, ale organizacja otrzymuje ponadto darowizny od prywatnych instytucji. Pomyśl sobie, że policja z pobliskiego komisariatu albo prokuratura w twoim mieście jest opłacana przez dużą firmę z okolicy – jak byś się z tym czuł?

W 2011 roku, na chwilę przed wybuchem wielkiego skandalu łapówkarskiego, Interpol otrzymał 20 milionów euro od FIFA. Fani teorii spiskowych pewnie mieliby słowo lub dwa do powiedzenia w tej sprawie. Kiedy wiadomości o aferze rozeszły się po świecie, pieniądze zostały przelane z powrotem na konto piłkarskiej federacji.

Neutralność - prawdziwa czy nie?

Interpol bardzo stara się pozostać apolityczny – tak, jak powinny starać się wszystkie organy ścigania. Problem polega jednak na tym, że jest tak samo neutralny wobec wszystkich członków. Pilnuje przestrzegania praw szwedzkich, niemieckich i szwajcarskich na równi z prawami tak demokratycznych i nieskorumpowanych państw jak Chiny, Rosja, Turcja, Nigeria i Iran.

Nie trzeba być wcale politycznie stronniczym, by wskazać, jak bardzo te kraje różnią się między sobą jeśli chodzi o poziom demokracji i korupcji. Gdybyś był przeciwnikiem Władmira Putina, Saddama Husseina czy Muammara Kaddafiego, prędzej czy później znalazłoby się "coś", za co można by cię skazać lub wystosować nakaz aresztowania. A dzięki Interpolowi byłbyś ścigany na całym świecie.

(Archiwum prywatne)
Marek Zmysłowski (Fot: Marek Zmysłowski)

Jednak my, przedsiębiorcy, rzadko przeciwstawiamy się władzy. Możliwości do zarabiania wolimy poszukiwać w istniejącym systemie zamiast stawiać go na głowie. Czy powinniśmy więc bać się Interpolu i policji?

Teoretycznie nie, bo dla agencji mieszanie się w spory cywilne jest nielegalne, ale każdy, kto robił interesy w krajach przeżartych korupcją wie, jak brzmi prawdziwa odpowiedź… Dla kogoś, kto może otworzyć sobie drogę do wielomilionowego kontraktu, wręczając odpowiedni prezent odpowiednim osobom, wsadzenie konkurenta do więzienia jest proste jak zabranie dziecku cukierka. A gdy już ktoś taki uzyskuje wyrok skazujący dla rywala na swoim podwórku… cóż, już wiecie co dzieje się potem.

Jak Interpol pomaga łapać "tych złych"? Rozsyła tak zwane "noty" o każdym poszukiwanym do wszystkich państw członkowskich. Jest osiem rodzajów not, od niebieskiej (o najniższym priorytecie) do czerwonej, którą nakłada się na najgorsze gnidy chodzące po ziemi. Na niej są mordercy, gwałciciele, terroryści i…ja.

Trzy telefony

W dniu, w którym opuściłem areszt, odebrałem trzy telefony. Pierwszy był od mojego bankiera w Nigerii, który poinformował mnie o zamrożeniu moich kont przez policję. Drugi od nigeryjskiego dziennikarza, który dostał od "kogoś" cynk o moim aresztowaniu i prosił o mój komentarz.

Ktoś naprawdę chciał zrobić mi złą prasę, bo jedyną osobą, która wiedziała o moim zatrzymaniu w Polsce, była prawniczka "ojca chrzestnego". Zaproponowała prosty układ: trzysta tysięcy dolarów i po problemie. Koniec ze ściganiem przez nigeryjski wymiar sprawiedliwości i Interpol. Mój wizerunek w mediach pozostanie nienaruszony. Niektórzy ludzie właśnie tak zabezpieczają swój zwrot z inwestycji.

Mimo wszystko czułem się jak największy farciarz na Ziemi. Czerwona nota znalazła się w systemie 22 grudnia, zaledwie dzień po tym, jak przyleciałem do Polski, by spędzić święta z moją rodziną. W kraju nie byłem od miesięcy. Zostałem wypuszczony z aresztu tylko dlatego, że Polska nie prowadzi ekstradycji własnych obywateli.

Gdybym został zatrzymany w dowolnie wybranym innym państwie spośród tych, które często odwiedzam, moja sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Prawdopodobnie gniłbym w nigeryjskim więzieniu i prawdopodobnie przyznał się do czego tylko by chcieli, byleby się wydostać. Dokładnie tak jak planował "ojciec chrzestny".

Tamtego dnia zdecydowałem, że będę walczył o sprawiedliwość. Nawet, jeśli miałoby mnie to kosztować więcej niż okup, który miałem zapłacić. Postanowiłem, że ta walka będzie moim nowym startupem. Zebrałem zespół prawników z Nigerii, USA i Polski, wyspecjalizowanych w przestępstwach międzynarodowych i walce z nadużyciami Interpolu.

Udało mi się uzyskać pierwszą pomoc z Amnesty International i Open Dialogue Foundation. Z cennymi kontaktami pomógł też Bill Browder, dawniej największy zagraniczny inwestor w Rosji i prawdopodobnie najbardziej znana ofiara interpolowskiej machiny.

Bill Browder
Bill Browder w money.pl: Władimir Putin nie jest tak głupi, żeby jego nazwisko znalazło się w jakichkolwiek dokumentach

Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że ścigano mnie na wniosek sądu, ale nie mieliśmy pojęcia, który właściwie sąd i kiedy wydał orzeczenie. Dezinformacja wydawała się być zaplanowana tak, by nas spowolnić. Na początek zażądaliśmy od mojego banku, by przesłał nam dokumenty, którymi policja podpierała się, gdy wymusili zamrożenie konta.

Niestety, mój bank niespecjalnie kwapił się do ujawnienia dokumentów. W końcu jednak dowiedzieliśmy się, który wydział i który sąd za tym stał. Radość nie trwała długo – moi prawnicy zostali wyrzuceni z posterunku policji i nie otrzymali żadnych wyjaśnień. Spora niespodzianka czekała na nas także w sądzie. Związana z moją sprawą dokumentacja sądowa "zaginęła w archiwach".

Naciski

Prawnicy "ojca chrzestnego" naciskali, bym zapłacił. Poinformowali mnie, że rząd Nigerii będzie mocno parł do ekstradycji. Ich mocodawca był tak pewny siebie, że w rozmowie telefonicznej przyznał kogo opłacił, żeby zaczęto mnie ścigać i komu zapłaci, żeby uprzątnąć ten, jak sam to określił, bajzel.

Wtedy klapki spadły mi z oczu. Wystarczyło parę telefonów do moich znajomych w Nigerii, żeby odkryć, iż nie tylko ja padłem ofiarą potężnej sieci władzy i politycznych zależności "ojca chrzestnego". Dwóch innych założycieli ze znanych nigeryjskich firm fintechowych i e-commerce opowiedziało mi o swoich doświadczeniach. Mówiąc delikatnie: to nie były miłe historie.

Postanowiłem najpierw pozwać policję w Sądzie Federalnym Nigerii. Nie miałem nic do stracenia, a wygrać mogłem naprawdę dużo. Aby się bronić, służba musiałaby zaprezentować przed sądem dokumenty, na których zbudowała moją sprawę. Dokumenty te musieliśmy koniecznie znaleźć, aby móc kontynuować walkę.

(Marek Zmysłowski - archiwum prywatne)
(Fot: Marek Zmysłowski - archiwum prywatne)

Nigeryjska policja, która była w ich posiadaniu, mogła też zdecydować, że dokumentów nie ujawni i, tym samym, zaryzykuje przegraną. Jeśli by się nam poszczęściło i do sprawy przydzielony zostałby sędzia spoza sfery wpływów "ojca chrzestnego", to mogłoby zadziałać.

I zadziałało. Znowu miałem więcej szczęścia niż rozumu. Policja postanowiła, że nie będzie się bronić w sądzie, żeby uchronić się od ujawnienia korupcji w swoich szeregach. 23 lipca 2018 sąd wydał korzystny dla mnie wyrok. Nakaz aresztowania poszedł do kosza, zamrożenie konta zostało uznane za nielegalne i przyznano mi 2 miliony nair zadośćuczynienia (ok. 20 tys. zł - przyp. red.). Symboliczna kwota za symboliczne zwycięstwo.

Zwycięstwo to dopiero początek

Czy to oznacza, że moje problemy się skończyły. Ależ skąd. Wygranie sprawy w Nigerii to jedno. Wyegzekwowanie wyroku to drugie. Wyplątać mnie z matni systemu mogą ludzie, którzy mnie w nią wplątali – a oni oczywiście tego nie zrobią. Jedyne, co mi pozostało, to złożyć wniosek w siedzibie Interpolu we francuskim Lyonie.

Globalnej "superpolicji" wsadzenie kogoś na listę poszukiwanych zajmuje zaledwie kilka godzin. Usunięcie z niej może zająć lata. Szacuje się, że w dowolnym momencie na świecie działa 20 000 czerwonych not. Przy skomplikowanej strukturze prawnej organizacji (która sprawia, że pozwanie Interpolu za nieprawidłowości jest niemal niemożliwe) i zaledwie garstce prawników pracujących w niej przy analizowaniu tysięcy skarg spływających co miesiąc na bezpodstawnie wystawione czerwone noty, poradzenie sobie z samym Interpolem może stać się trudniejszą kwestią niż sprawa, przez którą znalazłeś się w kłopotach.

Dlaczego Interpol po prostu wydaje jak leci, bez żadnego sprawdzania, nakazy od najbardziej podejrzanych krajów świata, ale przy zdjęciu noty trzyma się czasochłonnej i niszczycielskiej finansowo procedury? Wizja, z jaką powołany został Interpol jest szlachetna. Potrzebujemy Interpolu. Nie potrzebujemy za to organizacji, której uprawnienia są nadużywane i szerzą na świecie korupcję oraz prześladowania.

Wniosek o ekstradycję i interpolowski nakaz aresztowania powiesiłem sobie w moim biurze, obok dyplomów i nagród. Ze wszystkich tych wyróżnień jestem równie dumny. To, co mi się przydarzyło, nigdy nie mogłoby stać się w demokratycznym państwie z silnymi instytucjami prawa. Nie zdarzyłoby się w Unii Europejskiej ani w Stanach Zjednoczonych, gdybym akurat tam chciał prowadzić interesy.

Tyle, że ja chcę prowadzić firmy w Afryce. Zawsze ostrzegano mnie przed wchodzeniem w biznes z Nigeryjczykami – jak na ironię, okazało się, że w tym przypadku tymi złymi okazali się ludzie z paszportami USA i Indii, za to pomogli mi Nigeryjczycy, Ghańczycy, Kenijczycy i obywatele RPA. Moja miłość i wiara w Afrykę pozostaje niewzruszona. Jeszcze tyle możemy razem osiągnąć.

Postanowiłem napisać książkę o mojej historii. Cały mój dochód z jej sprzedaży przekażę na zakup laptopów i lekcje programowania dla najzdolniejszych uczniów z najbiedniejszych rodzin w północnej Nigerii.

Autor: Marek Zmysłowski

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
24-02-2019

AlNie wiem smiac sie czy płakać historia dziecka szczęścia ktore w sumie jest cwany jak jego promotorzyale nie tak cwany jak cwaniak z ktorym sie … Czytaj całość

24-02-2019

republiki bananowePolske i Nigerie laczy wiele podobienstw. W Polsce WKU zabralo samochody wlascicielowi firmy OPTIMUS -na potrzeby wojenne Wolnopolski .............

24-02-2019

ŚlązakPowodzenia chopie!!

Rozwiń komentarze (98)