Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Andrzej Zwoliński
|

W Kopenhadze walczymy o blisko 40 mld euro

0
Podziel się

Unia chce by Polska dołożyła się do walki z ociepleniem. Stracilibyśmy też prawo do handlu nadwyżką CO2.

W Kopenhadze walczymy o blisko 40 mld euro
(PAP/EPA)
bDafKoth

Propozycja Komisji Europejskiej oznacza dla Polski wydatki na walkę z ociepleniem o 32 miliardy euro wyższe, niż chce wydać Warszawa. **Stracilibyśmy też wartą kolejne 7 miliardów euro możliwość sprzedaży naszych nadwyżek emisji CO2.

Na zdjęciu minister środowiskaMaciej Nowicki, który przewodniczy polskiej delegacji.* *

Do 2020 roku Unia Europejska chce ograniczyć emisję CO2 nawet o 30 procent. Nie zgadzają się na to najwięksi truciciele, czyli Stany Zjednoczone i Chiny. Wczoraj w Kopenhadze ruszył szczyt klimatyczny, biorą w nim udział przedstawiciele ponad 190 krajów.

Gra idzie o wielką stawkę nie tylko w przypadku największych potęg przemysłowych, ale też w przypadku Polski. W stolicy Dani walczymy o co najmniej 40 mld euro.

bDafKotj

Polska ofiarą hojności UE

Na razie nie wiadomo, jakiego wsparcia w ogóle wymagają najbiedniejsze kraje. Eksperci mówią o kwotach od 20 do 200 mld euro rocznie.

40 mld euro *
tyle według UE, Polska musiałaby się dołożyć do walki z ociepleniem
*
8,25 mld euro

tyle jesteśmy skłonni wyłożyć

UE chce uzbierać do 2012 roku około 100 mld euro na pomoc i inwestycje w krajach rozwijających się. Suma 30 mld euro rocznie jest zapisana w rezolucji Parlamentu Europejskiego. Co najmniej taka kwota ma być przekazywana rocznie, aż do 2020 roku.

PE nie wykluczył tego, że kwota może zwiększać się wraz ze poszerzaniem wiedzy na temat intensywności zmian klimatycznych oraz skali związanych z nimi kosztów.

bDafKotp

KE: Musimy płacić proporcjonalnie do trucia

KE chce by Polska, dołożyła się do unijnej pomocy proporcjonalnie do wielkości emisji CO2 w UE. 27 państw emituje rocznie 1 mld 634 mln ton. Polska jest na trzecim miejscu z emisją blisko 180 mln ton. Stanowi to 12 proc. unijnego trucia. Jeżeli rocznie UE przekazywałaby krajom rozwijającym się 30 mld euro, to w takim wariancie Polska musiałaby płacić co roku daninę w wysokości 3,6 mld euro. W efekcie od 2010 do 2020 roku zapłacilibyśmy 39,6 mld euro.

Przy takim rozwiązaniu, najwięcej płaciliby najwięksi truciciele w UE czyli Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi emitują 26 proc. CO2 w Unii. Do 2020 roku ich składka wyniosłaby ponad 85 mld euro. Polska płaciłaby niewiele mniej od Brytyjczyków, którzy przez 11 lat musieliby zapłacić ponad 46 mld euro.

W tym wariancie wysokość naszej składki mogłaby być jeszcze wyższa. Polska oprócz wysokich emisji CO2 ma bowiem wyjątkowo niedobrą strukturę tych emisji. Ponad 95 proc. energii pozyskujemy z paliw kopalnych, aż 81 proc. pochodzi ze spalania węgla. A to oznacza, że udział Polski w unijnych emisjach może się zwiększyć.

W Kopenhadze chcemy naliczania składki według PKB

[

bDafKotq

Nowicki: W sprawie klimatycznego haraczu Polska może wetować ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/nowicki;w;sprawie;klimatycznego;haraczu;polska;moze;wetowac,204,0,563916.html )
W Danii walczymy o to, by składkę naliczano nie według udziału w emisji CO2, a według dochodu narodowego na głowę mieszkańca. Jak *Money.pl *dowiedział się w Ministerstwie Środowiska chcemy by nasza składka wyniosła tylko 2,5 proc. unijnej pomocy. Oznacza to, że nasza danina wyniosłaby 8,25 mld euro do 2020 roku. W tym przypadku gramy więc o ponad 31 mld euro.

Przy stole negocjacyjnym Polska wykorzystuje jeszcze jeden argument. Wskazujemy, że w obowiązującym do 2012 r. Protokole z Kioto nie jesteśmy w ogóle zobowiązani do pomocy. Możemy dobrowolnie zgodzić się na wpłatę, jeśli fundusz szybkiej pomocy zostanie wpisany do porozumienia światowego.

Spodziewane jest, że taki fundusz powstanie i będzie zarządzał kwotami w wysokości 20-30 mld euro (Japonia już zadeklarowała pomoc 9 mld dolarów). Fundusze te powinny wystarczyć na inwestycje aż do 2015 r. W praktyce dopiero po tym roku potrzebne byłyby dodatkowe pieniądze do funduszu globalnego.

bDafKotr

Polska dodatkowo może stracić prawo do handlu CO2

Dla nas kluczowa jest jeszcze jedna kwestia: co zrobić z uprawnieniami do emisji, które 16 mln ton CO2
tyle w ciągu sekundy emitują wszystkie gospodarki na świecie
zostaną z okresu obowiązywania Protokołu z Kioto. Polska chciałaby mieć możliwość dalszego korzystania z nadwyżek redukcji osiągniętych od 1988 roku. Tak, by mieć m.in. możliwość sprzedaży ich na rynku.

W sumie w ciągu ostatnich 20 lat polskie emisje spadły o 30 proc., podczas gdy polski cel z protokołu z Kioto wynosił tylko 6 proc. W efekcie zaoszczędziliśmy około 500 mln ton CO2, które mogą się bardzo przydać krajom przekraczającym swoje limity. Komisja Europejska chce wyzerować liczniki i zdecydować, by kraje nie mogły wykorzystywać w przyszłości rezerw, które im się uzbierały.

Według najnowszych, giełdowych notowań, prawo do emisji tony CO2 kosztuje 14 euro. Zerując licznik Komisja odebrałaby nam 7 mld euro. W Kopenhadze walczymy o utrzymanie tych praw.

Za palenie węglem nasze rachunki za prąd mogą urosnąć nawet o 70 proc.

Polska ma bardzo ograniczone możliwości ograniczania emisji. Nasza energetyka opiera się na węglu. Program atomowy praktycznie jeszcze nie ruszył z miejsca. A z innych uznawanych za ekologiczne źródła pokrywamy niewiele ponad 4 proc. zapotrzebowania na energię.

bDafKots

Jeśli nie zdążymy się przestawić będziemy musieli płacić kary za nadmiar CO2. To - jak twierdzą eksperci - może w przyszłości oznaczać wzrost rachunków za prąd nawet o 70 proc.

Polska w światowej czołówce trucicieli

W Kopenhadze najwięcej zależy od Chin, USA i Indii. To te kraje wypuszczają najwięcej CO2 do atmosfery. Chińczycy emitują blisko dwa razy tyle co cała Unia Europejska. Amerykanie niewiele mniej, kolejne Indie 640 mln ton rocznie. Polska zajmuje w tym rankingu 11 miejsce.

źródło: Carbon Monitoring

Bez ustępstw ze strony największych trucicieli, nie ma mowy o powodzeniu kopenhaskiego szczytu. Trójka największych emituje więcej niż reszta świata. Póki co Amerykanie mówią jedynie o 17-procentowej redukcji, a Chińczycy w ogóle nie chcą wymieniać żadnych liczb, podobnie zresztą jak pozostali: Indie, Rosja czy RPA. Konkretne propozycje jak dotychczas złożyły: Japonia - redukcja o 25 proc., Rosja co najmniej 20 proc., Szwajcaria do 30 proc., a Norwegia nawet 40 proc.

Meksyk zaproponował, by wszyscy płacili składki do funduszu klimatycznego poza najmniej rozwiniętymi państwami. To jednak wymagałoby przekonania krajów rozwijających się.

Z kolei UE zaproponowała, by od 2020 r. było zbierane około 100 mld euro z trzech źródeł: 20-40 proc. z krajów rozwijających się, 20-30 proc. pochodziłaby z handlu prawami do emisji CO2, a resztę płaciłyby kraje rozwinięte, w tym UE.

| Komentarz Money.pl |
| --- |
|

Andrzej Zwoliński Dziennikarz Money.pl Oczy wszystkich uczestników szczytu klimatycznego w Kopenhadze zwrócone są na Chiny i USA. To od największych trucicieli zależy przyjęcie wspólnej strategii w walce z ociepleniem klimatu. Czy zgodzą się na drastyczne redukcje? Wątpliwe. Po pierwsze koszt, jaki musiałyby ponieść gospodarki tych krajów jest nieporównywalnie wysoki w porównaniu z bogatymi krajami szczególnie _ starej Unii . Po drugie paliwa kopalne, których spalanie ma największy udział w emisji CO2, wciąż są stosunkowo najtańsze i łatwo dostępne. Po trzecie nie są to kraje w których opinia publiczna szczególnie podatna jest na argumenty ekologów. W przypadku USA presja społeczna jest mizerna, a już w przypadku największego światowego truciciela praktycznie żadna. Jak ulał pasuje tu powiedzenie, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. _ _ _Paradoksalne w tym wszystkim jest to, że naszymi sojusznikami na szczycie oprócz krajów nowej Unii
są właśnie USA i Chiny czy Indie. Jeżeli te kraje nie zgodzą się na redukcje i podpisanie wspólnego protokołu, więcej zostanie w naszych kieszeniach. |

bDafKotK
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)