Notowania

Rewolucja w kontroli pojazdów wstrzymana. Jarosław Kaczyński wycofał projekt ustawy

Odebranie starostom nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i powierzenie tego zadania centralnemu organowi ma pozwolić na uszczelnienie systemu badań technicznych. Przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury projekt ustawy został w piątek niespodziewany wycofany spod głosowania w Sejmie przez samego prezesa PiS.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Kontrola NIK wykazała, że niektóre stacje funkcjonowały poza kontrolą nawet przez kilkanaście lat. (Fot: Piotr Mecik)

Przed głosowaniem projektu ustawy Jarosław Kaczyński poprosił o 15-minutową przerwę i złożył wniosek o zdjęcie go z porządku obrad. Wcześniej posłowie przyjęli wszystkie poprawki do projektu.

- Ponieważ ta ustawa budzi rzeczywiście wiele wątpliwości, wobec tego wnoszę o jej wycofanie z porządku dziennego - wyjaśnił prezes PiS.

Ponieważ wniosek Kaczyńskiego został zgłoszony niezgodnie z regulaminem Sejmu, w trakcie rozpatrywania ustawy, marszałek Sejmu Marek Kuchciński zwołał Konwent Seniorów. Ostatecznie wniosek został przyjęty i ustawa spadła z porządku obrad.

Projekt resortu Andrzeja Adamczyka miał pozwolić na uszczelnienie systemu kontroli technicznej samochodów, ale przez zmianami protestowali właściciele stacji diagnostycznych, przekonując, że wielu w nich grozi bankructwo.

Przepisów zmuszających do wymiany opon nie ma. Za granicą jednak dostaniesz mandat

Bezpośrednim powodem wprowadzenia zmian miało być dostosowanie polskich przepisów do unijnej dyrektywy 2014/45/UE, która na państwa członkowskie nakłada obowiązek zapewnienia skutecznego systemu okresowych badań.

Ministerstwo przekonywało, że konieczne jest "stworzenie spójnego systemu nadzoru nad badaniami technicznymi pojazdów oraz działalnością stacji kontroli pojazdów", który zapewni "sprawne reagowanie, eliminowanie i zapobieganie nieprawidłowościom związanym z przeprowadzaniem badań technicznych".

Na konieczność radykalnej poprawy systemu badań technicznych samochodów wskazała Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z kwietnia 2017 roku.

NIK stwierdził, że ponad połowa skontrolowanych stacji wykonywała badania samochodów powierzchownie - w niepełnym zakresie lub urządzeniami, które nie spełniały wymagań. "W dużej mierze jest to konsekwencja słabego nadzoru starostów nad przedsiębiorcami prowadzącymi stacje kontroli pojazdów i zatrudnionymi w nich diagnostami" - napisano w raporcie.

Okazało się, że aż 19 z 21 skontrolowanych starostw nie przeprowadzało obowiązkowych, corocznych kontroli stacji diagnostycznych bądź przeprowadzały je po terminie. NIK wykazał, że niektóre stacje funkcjonowały poza kontrolą nawet przez kilkanaście lat.

Prace nad projektem nowelizacji ustawy trwają już ponad dwa lata. Propozycje przepisów były wielokrotnie zmieniane, także w zasadniczych kwestiach.

Ostatecznie resort infrastruktury uznał, że skoro przeprowadzanie badań technicznych pojazdów należy do kompetencji państwa, nadzór nad systemem badań powinien zostać powierzony "jednostce państwowej posiadającej odpowiednią wiedzę i doświadczenie w sprawach badań technicznych pojazdów oraz nadzoru nad infrastrukturą przeprowadzającą badania".

Wybór padł na Transportowy Dozór Techniczny, który dotychczas zajmował się zapewnianiem bezpiecznego funkcjonowania urządzeń technicznych, głównie specjalistycznych urządzeń w transporcie kolejowym, na terenie portów czy nawet wyciągów narciarskich.

Powierzenie nadzoru nad około 4,7 tys. stacji diagnostycznych w całej Polsce TDT oznacza odebranie go starostom. Bardzo nie podoba się to firmom działającym w tej branży, które napisały list do premiera z apelem o zaprzestanie prac nad projektem ustawy.

Diagnostów wsparł wpływowy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który autorom projektu ustawy zarzucił przede wszystkim "wykroczenie poza zakres regulacji wymagany przez implementowane dyrektywy europejskie". ZPP ostrzegł, że zmiana przepisów narazi właścicieli stacji na dodatkowe koszty.

Stanowisko stowarzyszenia poparł także rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw Adam Abramowicz. W liście do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka pisze wprost, że projekt ustawy w zakresie zmiany organizacji nadzoru nad stacjami kontroli "należy ocenić negatywnie".

Zmiany odczuliby także właściciele samochodów. Ministerstwo chciało, by kierowca, który na badaniu technicznym pojawi się po terminie wpisanym w dowodzie rejestracyjnym, płacił karę w wysokości połowy opłaty za przeprowadzenie badania technicznego. W przypadku samochodów osobowych byłoby to prawie 50 zł. Pieniądze te zasilałyby kasę TDT.

Ministerstwo chciało, by opłata za przeprowadzenie badania technicznego po wyznaczonej dacie była już w przyszłym roku podstawowym źródłem finansowania nowego systemu badań technicznych pojazdów.

*Masz newsa, zdjęcie lub filmik? *Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
14-12-2018

ale czasyWłaściciel sejmu zadecydował.

14-12-2018

kierowca bombowcaWymyslili kolejny haracz bo zrodelko na kolejne obiecanki juz wyschlo. Ale po wyborach temat haraczu wroci i bedzie uchwalony.

14-12-2018

Szary poseł przemówiłBez trybu??????

Rozwiń komentarze (62)