Studia lekarskie. W kraju brakuje specjalistów, uczelniom opłaca się uczyć Polaków

Pandemia koronawirusa obnażyła braki kadrowe w szpitalach. Ale problem wcale nie jest nowy. Od lat apeluje się o konieczność wprowadzenia zmian, które spowodowałyby zwiększenie liczby medyków. Wśród pomysłów jest odebranie miejsc na studiach medycznych obcokrajowcom i przeznaczenie ich dla Polaków. Czy miałoby to jakikolwiek sens?

lekarzeBrakuje lekarzy. Pod względem liczby lekarzy na tysiąc mieszkańców, Polska zajmuje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej
Źródło zdjęć: © Getty Images | Omar Marques

Z opublikowanego w tym roku raportu Eurostatu wynika, że pod względem liczby lekarzy na tysiąc mieszkańców, Polska zajmuje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej. Na tysiąc Polaków przypada zaledwie 2,4 lekarzy. Grecja, która zajmuje w rankingu 1. miejsce, ma ich 3 razy więcej. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że we wrześniu tego roku zawód lekarza wykonywało nieco ponad 143 tys. osób. Z tego połowa, bo 74 tys., miała powyżej 51 lat. Od 2018 roku liczba lekarzy wykonujących zawód zwiększyła się o 2,8 tys.

Efekt dopiero za kilka lat

Za tak mały przyrost nowych medyków odpowiadają limity przyjęć na studia medyczne. Każdego roku liczbę miejsc ustala Ministerstwo Zdrowia. Przez lata, od roku akademickiego 2009/2010 do roku 2014/2015, liczba miejsc na kierunku lekarskim rosła zaledwie o 120-150 rocznie. Większy wzrost zanotowano dopiero od roku akademickiego 2015/2016, gdzie limit przyjęć wzrósł o 678 osób. W ubiegłym roku akademickim na studia lekarskie przyjęto 8170 żaków, w tym roku – 8309 osób, co daje wzrost rok do roku o 139 kandydatów.

- Limity miejsc wzrastają każdego roku, ale nie są to takie wzrosty, jakich należałoby się spodziewać przy takiej luce w kadrach, jaką mamy obecnie - podkreśla Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy Naczelnej Rady Lekarskiej.


DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

Miejsca dla obcokrajowców

Problem jest tym większy, że nie wszystkie miejsca na studiach lekarskich przeznaczone są dla Polaków. Aż 20 proc. jest do dyspozycji obcokrajowców. Mogą oni korzystać z dwóch rodzajów miejsc. Po pierwsze, mogą ubiegać się o przyjęcia na stacjonarne studia magisterskie prowadzone w języku polskim. Po drugie, co ze względu na barierę językową wybierają częściej, mogą kandydować na studia magisterskie stacjonarne i niestacjonarne w języku angielskim.

Z puli 8309 miejsc na studia w tym roku akademickim, łącznie ponad 2 tys. mogli wykorzystać obcokrajowcy. Miejsc na studia w języku polskim dla obcokrajowców jest niewiele – w tym roku było ich 81. O wiele więcej jest miejsc na studia w języku angielskim – w tym roku 1967 miejsc.

Rafał Hołubicki z NRL przypomina, że Rada wielokrotnie proponowała, aby wzrosły limity przyjęć na studia w języku polskim. –  Rozumiemy, że uczelnie liczą na wzrosty limitów na studiach w języku angielskim, jest to dla nich źródło dochodu, ale wiadomo, że, jeśli kształcimy medyków w języku angielskim, to nie po to, żeby zostali i zasilili polski rynek. Oni wyjeżdżają. Być może polski rząd powinien dofinansować uczelnie medyczne i dać możliwość, by zwiększyły się przyjęcia w języku polskim – mówi Rafał Hołubicki.

Trudno dziwić się stanowisku samorządu lekarskiego. Na studiach prowadzonych w języku innym niż polski mogą uczyć się także Polacy, ale nietrudno się domyślić, że jeśli zgłębiają wiedzę w języku angielskim, to raczej nie myślą o pozostaniu w Polsce, tylko o pracy za granicą.

Zresztą wprost mówią o tym przedstawiciele resortu zdrowia. – Większość osób, które studiują na jednolitych studiach magisterskich prowadzonych w formie studiów stacjonarnych/niestacjonarnych w języku innym niż język polski, wyjeżdża z Polski po ich zakończeniu. Nadmieniam jednak, że są to studia odpłatne. Warto również podkreślić, że cudzoziemcy kształcą się w Polsce od lat – mówi Joanna Koc z biura komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

Z danych przekazanych nam przez resort wynika, że w tym roku akademickim na kierunku lekarskim w języku angielskim uczy się 6960 obcokrajowców i 497 Polaków. Na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku w tym roku akademickim na kierunku w języku angielskim uczy się 435 obcokrajowców i 36 Polaków. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu – 746 cudzoziemców i 141 Polaków.

Obraz

64 tys. zł za rok

Obcokrajowców przyciągają do Polski stosunkowo niskie koszty edukacji w porównaniu do zachodnich uczelni i jednocześnie wysoki poziom nauczania. Na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku każdy rok studiów w języku angielskim kosztuje obcokrajowców 9,3 tys. euro, czyli 42,5 tys. zł. Na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi – 11,4 tys. euro za rok (52 tys. zł), na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie – 13,9 tys. euro (63,5 tys. zł).

W Białymstoku w tym roku na studiach w języku angielskim jest 126 miejsc, to oznacza, że tylko studenci 1. roku wpłacają do kasy uczelni 5,3 mln zł, w Warszawie – 150 studentów wpłaci w tym roku akademickim 9,5 mln zł. – Uczelnie medyczne chętnie przyjmują studentów zagranicznych, bo mają z tego tytułu dodatkowe środki i są one większe niż za kształcenie tej samej liczby Polaków, za których płaci polskie państwo. Oczywiście zagraniczni studenci wracają do swoich krajów, bo nie po to studiują w Polsce, żeby tu zostać, ale po to, aby taniej niż u siebie skończyć studia medyczne – zauważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Zabrać obcokrajowcom, dać Polakom?

Przewodniczący OPZZL pytany o blokowanie miejsc Polakom przez obcokrajowców każe spojrzeć na problem z różnych stron. – Pewnie gdyby zamienić studentów zagranicznych na polskich, to lekarzy w Polsce by przybywało szybciej niż teraz, ale – najprawdopodobniej rządzącym na tym tak bardzo nie zależy, a na pewno nie aż tak, aby dodać uczelniom medycznym te środki, które teraz otrzymują za kształcenie cudzoziemców. W tym sensie studenci obcy nie blokują miejsca studentom polskim, bo nawet gdyby obcych nie było, to uczelnie nie miałyby przydzielonych większych limitów – mówi.

Uczelnie nie są też, jego zdaniem, przygotowane na kształcenie dużo większej liczby studentów. Krzysztof Bukiel zauważa, że już teraz warunki nauczania są trudne – grupy studentów są liczne, mało jest możliwości i czasu na praktyczne kontakty z pacjentem.

Wybrane dla Ciebie