Walizki InPostu wyprzedały się na pniu. "W mniej niż 24 godziny"
Wyprzedaliśmy wszystko w mniej niż 24 godziny. Ściągamy kolejne dostawy – powiedział Rafał Brzoska, prezes InPostu o walizkach, które wymiarami pasują do Paczkomatów. Nowy produkt tej firmy ma stworzyć alternatywę dla płatnego bagażu w liniach lotniczych.
Rafał Brzoska, prezes InPostu, ogłosił zwiększenie inwestycji we Francji o kolejne 0,5 mld euro do łącznej kwoty 1,4 mld euro do 2030 r. W kuluarach szczytu "Choose France" odpowiadał na pytania polskich dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło walizek, które InPost wprowadził na rynek pod swoją marką. Mają odczepiane kółka i wymiarami pasują do skrytek o gabarycie C w automatach Paczkomat.
– Jeżeli chodzi o walizki, rzeczywiście wyprzedaliśmy wszystko w mniej niż 24 godz. Ściągamy kolejne dostawy i one będą. Zawieramy nowe partnerstwa i między innymi o tym produkcie rozmawialiśmy chociażby z francuskim ministrem transportu. On powiedział, że to jest "brilliant" (ang. wspaniały – przyp. red.) – stwierdził Rafał Brzoska w kuluarach szczytu "Choose France" w Paryżu.
"Aż odjęło mi mowę". Rafał Brzoska mówi, co usłyszał od prezydenta Francji
Nie chciał jednak ujawnić, w jakiej ilości sprzedały się walizki InPostu. – Nie mogę powiedzieć, bo kilku producentów walizek w Polsce będzie miało problem. Tysiące sprzedały się w ciągu pierwszej godziny. Na dziś mamy kilkanaście tysięcy zapisów na kolejne sztuki – odpowiedział.
Walizka InPost Parcel Suitcase. "Sprzedaję ten koncept ministrom we Francji"
Nowa usługa umożliwia nadanie walizki jako paczki z 7 krajów Europy prosto do Paczkomatu w Polsce. Na liście krajów są Włochy, Francja, Belgia, Hiszpania, Portugalia, Holandia i Luksemburg. Walizka InPost Parcel Suitcase ma wymiary 41 x 38 x 64 cm i można do niej spakować rzeczy o maksymalnej łącznej wadze 25 kg. Kosztuje 320 zł.
Szacowany termin doręczenia do kraju to od 3 do 5 dni roboczych, w zależności od kraju.
– My patrzymy na to jak na ułatwienie w podróży. A ja sprzedaję ten koncept ministrom we Francji, mówiąc, że to ożywi lokalny handel. Jeżeli mógłbym polecieć do Francji, zakupić dwie butelki wina, oliwę, sery, zapakować je i po prostu wysłać, to przecież zostawię te 100-200 euro we francuskim budżecie, zamiast łapać się za głowę, czy warto wysyłać dużą walizkę. A najczęściej po prostu ograniczamy się do małej kabinówki i nic nie kupujemy, bo boimy się, że zaraz ktoś nawet za papierową torbę skasuje nas kilka stówek – przekonywał Rafał Brzoska.
Michał Wąsowski, zastępca redaktora naczelnego money.pl