Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Sylwester bez fajerwerków. Miasta rezygnują z pokazów, a branża liczy straty

Od Szczecina, przez Malbork i Warszawę, po Tarnów i Zakopane. Polskie miasta rezygnują z fajerwerków podczas sylwestrowych imprez. Te, które przy pokazach pozostają, proszą ludzi, by sami nie strzelali. Co na to ci, którzy ze sprzedaży fajerwerków żyją? - Jesteśmy ofiarami czarnego PR. Nie wiem, czy to przetrwamy - słyszymy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Forum)
Miasta rezygnują z fajerwerkowych pokazów. A za nimi idą zwykli ludzie, którzy już nie chcą strzelać petardami (Fot: Agencja Forum)

Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Sopot, Szczecin, Zakopane, Toruń, Tarnów. To tylko niektóre z miast, które rezygnują w tym z fajerwerków na publicznych imprezach sylwestrowych.

Argumenty zwykle są podobne: wystrzały powodują huk, a przez to cierpią zwierzęta. Zamiast tego, na miejskich imprezach zobaczymy tam na przykład pokazy laserowe. A w Łodzi fajerwerki zastąpią w tym roku drony, które wykonają na niebie "powietrzny taniec".

To podoba się ekologom, jednak, co ciekawe, nie oznacza od razu oszczędności dla miejskiej kasy. Rozmawialiśmy z przedstawicielami kilku urzędów miejskich. Wszędzie usłyszeliśmy podobne twierdzenia.

Obejrzyj: Wiedza Polaków na temat IKE. Dlaczego nie myślimy o swojej emeryturze?

Na przykład w Szczecinie pierwsza w historii rezygnacja z wystrzałów zasadniczo nie zmieni sylwestrowego budżetu. - Ten od dekady właściwie jest taki sam i wynosi 350 tys. zł - mówi money.pl Robert Grabowski ze Szczecińskiej Agencji Artystycznej, która organizuje miejską imprezę.

W innym dużym mieście wojewódzkim słyszymy, że sylwestrowy budżet to ponad pół miliona złotych. - Najwięcej pochłania z tego budowa sceny czy obsługa techniczna. Gaże dla artystów to jakieś 20 proc. A same pokazy? To mniej niż 10 proc. Niezależnie od tego, czy będą na nich fajerwerki, lasery czy na przykład jakieś wystrzały konfetti - słyszymy nieoficjalnie od przedstawiciela władz, który prosi, by nie podawać, o które miasto chodzi.

Jak tłumaczy nasz rozmówca, miasto wydawało zwykle na fajerwerki około 50 tys. zł (dla porównania w Warszawie były lata, gdy wydatki dochodziły do 350-400 tys. zł). Gigantyczny koszt to nie jest. To tak naprawdę kropla w ogólnej kwocie, jaką wydajemy na fajerwerki.

"Tak źle jeszcze nie było"

Według najnowszych dostępnych badań KPMG (z 2017 roku) Polacy wydają rocznie na sztuczne ognie nawet pół miliarda zł. Ale statystyczni Kowalscy też rezygnują z petard. I tu pojawia się główny problem sprzedawców i producentów.

- Już w zeszłym roku było źle. Jak będzie teraz? Pewnie jeszcze gorzej. Ludzie po prostu boją się kupować fajerwerki. Przychodzą do naszych sklepów i pytają, czy to ciągle legalne. Mam wrażenie, że nasza branża jest ofiarą jakiegoś czarnego PR. Wszędzie się mówi, jakie to fajerwerki są straszne. Trudno, żebyśmy tego nie odczuli. Naprawdę zastawiam się, czy przetrwamy ten sezon - słyszymy od dużego hurtownika z centralnej Polski. On również woli pozostać anonimowy.

Mniej pesymistyczny jest Andreas Gargalis, prezes firmy Jorge Fireworks, jednej z największych, która handluje w Polsce sztucznymi ogniami.

- Jedne miasta z fajerwerków rezygnują, inne do fajerwerków wracają. Na przykład Zielona Góra - wskazuje Gargalis. - Ludzie lubią bezpieczne pokazy, gdy strzelają profesjonalne firmy, które nie zostawiają bałaganu po wszystkim. W tym biznesie są wahnięcia, ale to przecież normalne - mówi w rozmowie z money.pl.

Zmiana podejścia ludzi boli najbardziej

Przedstawiciele branży zgodnie jednak stwierdzają, że to nie rezygnowanie miast z pokazów jest najgroźniejsze dla ich biznesów. A raczej to, że z fajerwerkowych zakupów rezygnują zwykli ludzie.

A o niestrzelanie petardami apeluje coraz więcej władz samorządowych. Nawet w tych miastach, które same od fajerwerków nie odchodzą. Patrycjusz Tomaszewski ze spółki Estrada Poznańska, która organizuje imprezę sylwestrową w stolicy Wielkopolski, prosi na przykład, by mieszkańcy podziwiali fajerwerki miejskie, ale sami już nie strzelali.

W rozmowie z money.pl Tomaszewski argumentuje, że miejskie pokazy będą po pierwsze bezpieczne, bo fajerwerki będą odpalane na dużych wysokościach, a po drugie - mniej hałaśliwe, bo w tym roku potrwają tylko 4-5 minut. Zdaniem władz Poznania to dobry kompromis. Ludzie będą mieli chwilę hucznych pokazów, ale i zachętę, by sami petard nie odpalali.

"To tylko jedna noc"

- I właśnie takie apele najbardziej nam szkodzą. Bo sugerują, że nasze produkty to coś bardzo złego i niebezpiecznego - słyszymy od hurtownika.

Pytamy go, czy branża nie myśli o tym, żeby jakoś uporać się z problemem - na przykład sprzedawać mniej hałaśliwe fajerwerki.

- Wcale nie uważam, żeby współczesne sztuczne ognie tak bardzo hałasowały. To przecież tylko jedna noc, nie rozumiem, dlaczego nie można jej uczcić w taki tradycyjny sposób. Poza tym mam wrażenie, że ci, którzy najgłośniej mówią o tym, jak to przeszkadza zwierzętom, sami przez cały rok nic nie robią dla czworonogów - uważa jeden z hurtowników.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
29-12-2019

kokoooNie ma sylwestra bez fajerwerków - to wróży zły Nowy Rok

29-12-2019

obserwator.ha smiech na sali , sprzedaz petard cinskich typu urwi-lapka to ma byc branza? branza to by byla jak by to robily polskie firmy a nie chinska tandeta.

30-12-2019

Bobwreszcie powinno się całkowicie skończyć z tymi bzdurnymi i hałaśliwymi zwyczajami !

Rozwiń komentarze (236)