Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Katarzyna Bartman
|

Firma zamówiła napad białoruskich pograniczników na swoich pracowników. Mieli się lepiej zintegrować

3
Podziel się:

Jedna z firm zamówiła sfingowany napad "białoruskich funkcjonariuszy" na swoich pracowników. - W Białowieży to lokalna atrakcja turystyczna. Nie ma w tym żadnego drugiego dna politycznego! - tłumaczą przedstawiciele branży.

Firma zamówiła napad białoruskich pograniczników na swoich pracowników. Mieli się lepiej zintegrować
(pixabay.com, pixabay.com)

"Mam grupę 30 osób. Wyjazd integracyjny do Białowieży. Czy ktoś się orientuje, kto wykonuje tam sfingowany napad lub kontrolę białoruskich pograniczników?" – takie ogłoszenie umieściła na forum z ogłoszeniami o pracę dla przewodników i pilotów turystycznych właścicielka małego biura podróży w Zawistach Poleśnych.

Pod wpisem pojawiło się kilkanaście komentarzy. Jedni oferowali kobiecie pomoc w zorganizowaniu eventu, inni odradzali taką imprezę.

"Dobrze, że Hajnówka jest niedaleko. Będzie można udzielić szybko pomocy lekarskiej, jeśli ktoś dostanie zawału" - napisała jedna uczestniczek forum. Inna dopisała, że pomysł jest idiotyczny i bardzo niesmaczny w kontekście tego, co dzieje się obecnie za naszą wschodnią granicą.

Zobacz także: Samowola budowlana. Abolicja dla właścicieli budynków, które mają 20 lat

Skontaktowaliśmy się z właścicielką biura Małgorzatą Gruszecką. W poście umieszczonym na forum branżowym napisała, że pomysł zorganizowania napadu/kontroli wyszedł od klientów.

W rozmowie z nami Gruszecka stwierdziła jednak, że pomysł był jej i chodziło jedynie o poszerzenie oferty biura. Interesowało ją nawiązanie kontaktów z lokalnymi wykonawcami inscenizacji. Do imprezy z udziałem przebierańców jednak nie doszło. Pomysł wylądował ostatecznie w koszu. - Tu nie ma żadnego drugiego dna politycznego – zapewniała nas rozmówczyni.

Zdaniem Łukasza Adamowicza, wiceprezesa Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel, o upodobaniach klientów i ich smaku dyskutować nie należy. Cieszy się, że w firmach organizujących eventy znowu pojawili się klienci, bo branża ma poważne problemy finansowe.

- Rolą firmy, która organizuje tego typu imprezy, jest profesjonalne przygotowanie wydarzenia tak, by nikt nie poczuł się urażony. Klienci są różni. Nie można zakazać imprez z udziałem disco polo, chociaż nie wszystkim ten rodzaj muzyki odpowiada – podaje przykład Adamowicz.

Dodaje, że napady białoruskich celników na turystów to jedna z atrakcji turystycznych, które są obecne na Podlasiu od ponad 20 lat. - To jedna z takich atrakcji jak Lajkonik w Krakowie czy Janosik w Tatarach – przekonuje Adamowicz.

Oddział PTTK w Hajnówce potwierdza te informacje. – Mieliśmy takiego pana, który organizował na trasie przejazdu kolejki wąskotorowej napady białoruskich pograniczników. To była atrakcja turystyczna. Prowadził też karczmę "U Wołodii". Już z dziesięć lat nie ma tej knajpy ani napadów, ani tego pana” – słyszymy od jednego z przewodników turystycznych w PTTK.

Arkadiusz Szymura, przewodnik po Białowieży, doskonale pamięta tamte czasy. - Wiele zorganizowanych grup brało udział w tej zabawie. Cieszyło się to dużym powodzeniem wśród turystów – przypomina sobie.

Jak wyglądał napad białoruskich pograniczników? W zależności od wykupionej opcji pociąg był zatrzymywany przez maszynistę w umówionym miejscu w lesie. Wchodzili do niego przebrani w białoruskie mundury funkcjonariusze i legitymowali ludzi.

W opcji rozszerzonej jedna z osób w grupie była wyciągana z pociągu i wyprowadzana do lasu. Po chwili słychać było strzały z pistoletu. Do żadnej egzekucji oczywiście nie dochodziło.

Czy taka atrakcja byłaby dziś niesmaczna z powodu tego, co aktualnie dzieje się na Białorusi?

Zdaniem Szymury nie można łączyć białoruskich pograniczników z białoruską milicją, która pacyfikuje manifestacje, czyli OMON-em. – To dwie różne formacje i ludziom nie powinno się to mylić – uważa lokalny przewodnik.

W Nadleśnictwie w Hajnówce z kolei mało kto już dziś pamięta napady białoruskich pograniczników. Jak mówią, dziś już takiej imprezy raczej by nie pozwolili na swoim terenie zorganizować. A gdyby inni chcieli tę tradycję kultywować?

– Mogą sobie napady urządzać, byleby nie trzeba było później tych turystów po lesie szukać! – mówi jeden z leśników.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(3)
AZOt
2 lata temu
Idiotyzm !!!
genialne!
2 lata temu
Pomysł jest genialny, i rozszerzyłbym na wszyskie granice włącznie z desantem ze Szwecji i Danii włacznie. Nie rozumiem o co awantura. Jak ktoś wyciąga że problemy na wschodzie i nie wypada to niech się przeniesie do Portugali. Znów jakaś poprawność polityczna. Na imprezę integracyjną temat w sam raz.
baba
2 lata temu
żenada, ciekawe czy firmy niemieckie organizują w ramach integracji sfingowana kradziez aut śłuzbowych przez Polaków?