Węgry w gospodarczej stagnacji. Co upadek orbanomiki oznacza dla nas?
Jak wynika z najnowszego raportu opisanego przez "Puls Biznesu", Węgry z gospodarczego lidera regionu stały się outsiderem. Zjawisko to, napędzane błędami polityki państwowej i oligarchizacją, stanowi poważne ostrzeżenie dla polskiej gospodarki.
Z najnowszego raportu przygotowanego przez centrum Spotdata oraz Fundację Przyjazny Kraj, a opublikowanego na łamach dziennika "Puls Biznesu", wyłania się ponury obraz węgierskiej gospodarki. Kraj ten zmaga się obecnie z zerowym wzrostem gospodarczym oraz głęboką recesją w sektorze przemysłowym, co przekłada się na rosnącą frustrację społeczeństwa. Analitycy wskazują, że państwo, które niegdyś było wzorem do naśladowania dla Europy Środkowo-Wschodniej, stało się modelowym przykładem stagflacji, zmagając się z drastycznym spadkiem standardu życia obywateli.
Przez niemal dwie dekady po transformacji ustrojowej Budapeszt uchodził za lidera wolnorynkowych reform. Szybka prywatyzacja i otwarcie na zagraniczny kapitał sprawiały, że w latach dziewięćdziesiątych produktywność węgierskiej pracy wyraźnie przewyższała wyniki notowane w Polsce czy Czechach. Zmiana kursu nastąpiła po serii kryzysów zapoczątkowanych w 2006 roku, a ostateczny kształt nowemu systemowi nadała tak zwana orbanomika po 2010 roku. Model ten zakładał budowę politycznej i ekonomicznej suwerenności, opierając się na przekonaniu, że główną słabością państwa jest zbytnia zależność od zachodnich technologii i kapitału.
Nie ma telefonu komórkowego. Kieruje majątkiem wartym 600 mln zł
W praktyce jednak dążenie do rzekomej niezależności przyniosło odwrotne skutki, prowadząc do oligarchizacji gospodarki, osłabienia niezależnych instytucji oraz uzależnienia energetycznego od Rosji i kapitałowego od Chin. Sytuację pogorszyło odcięcie funduszy unijnych z powodu naruszeń praworządności, co drastycznie ograniczyło możliwości finansowania inwestycji publicznych.
– Droga, którą obecnie podążają Węgry, prowadzi donikąd i nic nie wskazuje na to, by mogło się to zmienić – mówi Éva Palócz, dyrektor generalna instytutu badań ekonomicznych Kopint-Tárki.
– Straciliśmy atrakcyjność. Nie potrafiliśmy wykorzystać naszego potencjału. Dziś jesteśmy niemal na szarym końcu. Naszym wzorem do naśladowania nie jest już Austria, ale Polska. To o niej jest prawdziwe success story regionu – mówi dr Ákos Kozák, współzałożyciel węgierskiego think tanku Equilibrium Institute.
Makroekonomiczne pułapki i spadek produktywności
Twórcy raportu opisanego przez "Puls Biznesu" zwracają uwagę na drastyczne różnice w dynamice rozwoju między państwami regionu. Podczas gdy polska gospodarka w ostatnich latach wciąż rosła, Węgry zanotowały ułamkowy wzrost PKB, przechodząc jednocześnie przez najgłębszy kryzys inflacyjny w tej części Europy. Wysokie koszty obsługi długu oraz błędna polityka monetarna doprowadziły do drastycznego spadku zaufania inwestorów. Zjawisko to potęguje strukturalna słabość lokalnego biznesu, który nie jest w stanie konkurować na szerszych rynkach.
– Nasze małe i średnie przedsiębiorstwa nie są wystarczająco silne w porównaniu do polskich, czeskich czy nawet rumuńskich. Skupiają się głównie na rynku krajowym, brakuje im innowacyjności i nie podlegają wystarczającej presji konkurencyjnej. To problem strukturalny, którego nie da się rozwiązać w krótkim horyzoncie czasowym, w jakim działają politycy – mówi Zoltán Török, główny ekonomista węgierskiego oddziału Raiffeisen Banku.
– Kiedy wzrost gospodarczy kuleje, jedyną odpowiedzią rządu jest: "przyciągnijmy więcej inwestycji zagranicznych". Ale to pułapka. Te fabryki zabierają resztki siły roboczej lokalnym przedsiębiorcom, których nie stać na walkę płacową z gigantami. Rząd świadomie wypycha lokalne firmy z rynku pracy – mówi Éva Palócz.
Przestroga dla polskiej gospodarki
Eksperci centrum Spotdata kategorycznie zaznaczają, że węgierski kryzys nie jest zjawiskiem odizolowanym, a mechanizmy, które do niego doprowadziły, mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie także dla naszego kraju. Kluczowym wnioskiem z upadku orbanomiki jest fakt, że polityczne hasła o suwerenności stają się bezwartościowe, jeśli nie stoją za nimi realna siła ekonomiczna i konkurencyjność na globalnym rynku.
Autorzy opracowania ostrzegają przed nadmiernym upolitycznieniem gospodarki, które nieuchronnie prowadzi do zaniku rynkowej konkurencji. Wskazują przy tym, że zbytnia obecność państwa w biznesie i tworzenie tak zwanych narodowych czempionów blokuje postęp technologiczny. Kolejnym obszarem ryzyka są zamówienia publiczne, które na Węgrzech stały się narzędziem budowania lojalności politycznej i klientelizmu, zamiast wspierać innowacyjność firm.
Analitycy cytowani przez "Puls Biznesu" przypominają również o kwestii walutowej. Zauważają, że własna waluta, choć w stabilnych warunkach wspiera wiarygodną gospodarkę, w czasach kryzysu zaufania i wysokiego zadłużenia może stać się ogromnym obciążeniem, potęgującym inflację i wymuszającym utrzymywanie drastycznie wysokich stóp procentowych. To z kolei tworzy błędne koło, dławiąc konsumpcję i inwestycje, z którego niezmiernie trudno się wydostać.