Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Budowlańcy uciekają przed ZUS. Ponad 27 tysięcy założyło własne firmy

Budowlańcy uciekają przed ZUS. Ponad 27 tysięcy założyło własne firmy

Budowlańcy to już przeważnie nie zwykli pracownicy, ale przedsiębiorcy
Budowlańcy to już przeważnie nie zwykli pracownicy, ale przedsiębiorcy

Obciążenie umów zlecenia składkami na ZUS i obietnica małego ZUS wywołały w Polsce wybuch przedsiębiorczości. Po co się formalnie zatrudniać, skoro można dostać więcej pieniędzy do ręki jako jednoosobowa firma? To już nagminna praktyka. Szczególnie w budownictwie.

W styczniu 2016 r. weszły w życie przegłosowane przez PiS przepisy, nakazujące odprowadzanie składek ZUS od umów zleceń. Do Zakładu od każdej takiej umowy wpływają kwoty liczone od minimalnego wynagrodzenia. Ratunkiem dla niechętnych zbyt wysokim podatkom stała się umowa o dzieło oraz własna działalność. To drugie stało się ostatnio przebojem.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, do końca września, przybyło aż 85,3 tysięcy osób prowadzących działalność gospodarczą jako firma prywatna - podał GUS na podstawie rejestru REGON. To głównie firmy zatrudniające jedną osobę, czyli właściciela. Rok temu o tej samej porze przyrost był o 27 tysięcy, a dwa lata temu liczba prywatnych firm nawet spadła rok do roku o 20 tysięcy.

Co tak pobudziło teraz "przedsiębiorczość" Polaków? Rzut oka na strukturę branżową danych GUS wiele wyjaśnia. Z tych 85 tys. aż 27 tys. to „firmy budowlane”. To o 6,5 proc. więcej prywatnych firm w budownictwie rok do roku. Innymi słowy budowlańcy zamiast zatrudniać się na umowę o pracę czy zlecenie wybierają własną działalność.

 

W firmach zatrudniających minimum dziesięć osób w budownictwie pracuje 403 tysiące osób, a w mniejszych firmach 770 tys. Tymczasem jednoosobowych firm w branży jest aż 451 tysięcy. Prawie połowa pracowników "budowlanki" jest na samozatrudnieniu.

Roboty rządowe dofinansowywane z Unii ruszyły w tym roku pełną parą. Potrzebni są ludzie, a coraz trudniej o pracownika. Pracodawcy muszą więcej płacić, ale najwyraźniej, żeby utrzymać koniec z końcem (podpisali kontrakty z określoną ceną) proponują, by pracownik założył firmę. Prawdopodobnie pomagają nawet w formalnościach i oferują obsługę księgową.

Zobacz też: Firmy uciekają z placów budowy nowych dróg


 

Dużo jednoosobowych firm jest też w branży „działalności profesjonalnej”, czyli głównie wśród informatyków. Tu przybyło aż 16,5 tys. firm w ciągu roku, tj. o 4,9 proc. więcej rok do roku. Największa dynamika przyrostu „przedsiębiorców” jest zaś w sektorze „Informacja i komunikacja”, czyli w mediach i firmach telekomunikacyjnych. Liczba prywatnych firm wzrosła w dwanaście miesięcy o 13,5 tys., czyli aż 12,5 proc. rok do roku.

Spadała wyraźnie właściwie tylko w handlu, gdzie ubyło 12 tys. (1,6 proc.) jednoosobowych przedsiębiorstw. Najwyraźniej rynek przejmują bardziej zorganizowane formy handlowe niż małe sklepiki. Biedronka czy Lidl płacą więcej niż kiedyś.

To się opłaci, ale jak bardzo?

Na pierwszy rzut oka prowadzenie własnej działalności nie powinno być bardziej opłacalne dla pracownika niż umowa zlecenie. Przedsiębiorca musi płacić w bieżącym roku 1232 zł ZUS-u miesięcznie (60 proc. przeciętnego wynagrodzenia). Jeśli chodzi o umowę zlecenie, to na składki ZUS idzie 881 zł (ZUS od płacy minimalnej). Jak widać, to mniej niż na działalności. Czemu więc tak wielu budowlańców, informatyków i dziennikarzy wybiera własną działalność?

Różnica w składkach ZUS między umową zlecenie a własną działalnością to 351 zł na niekorzyść własnej firmy. Do tego trzeba doliczyć koszty księgowe około 150 zł miesięcznie. Można księgowość oczywiście prowadzić samemu, korzystając z dostępnych za pewną opłatą narzędzi, ale... czas też kosztuje. Można zatem powiedzieć, że jako przedsiębiorca około 500 zł miesięcznie jesteśmy „do tyłu” w porównaniu ze zleceniobiorcą. Jest jednak jeszcze druga strona - dochodowa.

Można rozliczać VAT od kupowanego paliwa, czyli oszczędzamy 19 proc. na cenie. Można wziąć samochód w leasing i wrzucać to w koszty, dzięki czemu obniżamy podstawę opodatkowania PIT. Wystarczy zebrać z wszystkich korzyści więcej niż 500 zł miesięcznie i jesteśmy do przodu. A jeśli przekraczamy wyższy próg podatkowy, to każda oszczędność na podatku daje nam już spore pieniądze.

Co więcej, od przyszłego roku zakładanie własnej firmy stanie się jeszcze bardziej atrakcyjne dla tych mniej zarabiających. Na horyzoncie jest znaczne obniżenie składek na ZUS od małych przedsiębiorców, tj. takich, którzy mają przychody niższe niż dwu i półkrotność minimalnego wynagrodzenia (obecnie byłoby to 5250 zł), czyli tzw. mały ZUS.

Mikrofirmy zarabiające płacę minimalną zapłacą o prawie połowę niższy ZUS niż obecnie - około 660 zł zamiast 1232 zł. Z płacą minimalną bardziej opłacać się będzie już własna działalność niż umowa zlecenie.

Zapłacimy ZUS-owi nie 881 zł miesięcznie, ale tylko 660 zł, czyli o 221 zł jesteśmy do przodu. Nawet odejmując koszty księgowe wyjdziemy na plus. A przecież oszczędzamy jeszcze na VAT od paliwa i wydatkach zmniejszających podstawę opodatkowania.

Jak widać, państwo, choć dość opresyjnie obciąża przychody z tytułu pracy wysoką daniną (ZUS plus PIT), otwiera wentyle bezpieczeństwa. Z wentyla pod nazwą "jednoosobowa działalność" korzysta już około trzy miliony osób. To sporo w zestawieniu z 16,5 mln pracujących.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
RealLife
2018-10-15 20:37
Po 1. Nowy "przedsiębiorca" płaci mały zus= ok 200 zł + zdrowotne 319 prawie w całości odliczane od podatku
Po 2. Fakturę za usługi przyjmie każda firma w dowolnej wysokości, a wynagrodzenia za pracę mają określone stawki: robol może dostać 20 tpln za zrobienie 100m2 wylewek w miesiąc, ale nie może dostać 120 zł/godzine pracy 1-go niewykształconego człowieka.
bo decydują o tym księgowi deweloperów a nie zdrowy rozsądek.
Umbo1410
2018-10-13 12:39
A potem najniższa emerytura płacz i zgrzytanie zębów! Ale z drugiej strony jak do władzy dorwie się taki drugi PIS, to Ci biedni emeryci będą dostawali większą rewaloryzację kosztem tych, którzy uczciwie odkładali na swoją emeryturę! To jest jakaś porażka totalna!
Leo
2018-10-13 11:42
Nic tylko budowlańcem być w Gdańsku glazurnik liczy sobie 200 pln za m kw płytek w dużej łazience czyli 3 m kw na ZUS a zadeklaruje tyle żeby 500+ nie zabrali
Pokaż wszystkie komentarze (86)