Notowania

pll lot
09-11-2018 (16:45)

Dreamlinery uziemione nawet do wakacji. Budżet LOT to wytrzyma

PLL LOT musiał uziemić trzy dreamlinery i wynająć dwie inne maszyny. Za leasing na razie płaci spółka, ale dostanie rekompensatę. Problemy z silnikami Rolls-Royce'a mogą potrwać nawet do wakacji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(mat. pras. LOT)
Trzy dreamlinery PLL LOT uziemione. Może to potrwać do wakacji

PLL LOT uziemił trzy Boeingi 787 Dreamliner, wszystko przez wadliwe silniki wyprodukowane przez Rolls-Royce'a. Problem z silnikami ma charakter globalny. Na całym świecie uziemionych jest około 50 maszyn z kilkudziesięciu linii lotniczych.

Polski przewoźnik zdecydował się na krótkoterminowy leasing dwóch maszyn - Airbusa A340 linii HiFly oraz Boeinga 767 linii EuroAtlantic Airways. Wynajęto samoloty wraz z załogą i ubezpieczeniem. Dzięki temu wszystkie połączenia odbywają się bez przeszkód.

Co najważniejsze, dzięki wczesnemu wykryciu wad nie doszło do bezpośredniego zagrożenia dla pasażerów. Problem z silnikami Rolls-Royce'a nie polega na tym, że maszyny nie nadają się do latania, a na tym, że łopatki silnika zużywają się znacznie wcześniej niż zakładał to producent.

Na razie to polska spółka musi płacić za błędy producenta. Jednak budżet jest na tyle pokaźny, że nie wpłynie to na funkcjonowanie przewoźnika.

- LOT poinformował, ile ma zgromadzonych pieniędzy na kontach, więc na bieżącej działalności finansowej się to nie odbije - mówi w rozmowie z money.pl Adrian Furgalski, ekspert rynku transportowego.

- Problem jest inny, bardziej wizerunkowy. W jednej z wynajętych maszyn nie ma klasy premium, a takie bilety były sprzedane, więc trzeba to będzie rekompensować podróżnym - podkreśla Furgalski.

Zdaniem eksperta, PLL LOT na naprawę silników może czekać dłużej niż inni przewoźnicy.

- Nie jesteśmy dla Rolls-Royce'a priorytetem, dlatego nasze silniki są w drugiej połowie czekających na naprawy. LOT ma z czego kredytować Rolls-Royce'a, pytanie tylko, jak długo to potrwa - podkreśla Furgalski.

Innego zdania jest rzecznik PLL LOT Adrian Kubicki. W rozmowie z money.pl stwierdził, że o takich działaniach u brytyjskiego producenta silników nie ma mowy.

- Silniki z naszych Boeingów już poleciały do fabryki Rolls-Royce'a. Nie ma takiej możliwości, by producent traktował jednych bardziej priorytetowo niż drugich. Nie byliby w stanie działać w ten sposób przy takiej skali problemu. Silniki są naprawiane w kolejności, w której przylatują do fabryki - podkreśla Kubicki.

Dlatego PLL LOT na swoją kolej poczeka nawet kilka miesięcy. Rzecznik spółki uspokaja, że wszystkie połączenia powinny odbywać się planowo, jednak w pełni zapanować nad problemem uda się najszybciej przed sezonem letnim.

- W branży lotniczej mamy sezon niski. To o tyle dobre, że jesteśmy w stanie właściwie bez odwoływań realizować całą siatkę połączeń. Nie wiemy, jak będzie w następnych sezonach, ale nie przewidujemy, by to było więcej niż dwa samoloty wyłączone z floty w jednym czasie – zapewnia Adrian Kubicki.

- Do sezonu letniego problem powinien być na tyle rozwiązany, że nie będzie nagłego wyłączania samolotów z siatki połączeń – podsumowuje rzecznik PLL LOT.

Bo cała sprawa ma charakter przewlekły. To oznacza, że uzdrowienie sytuacji z wadliwymi silnikami Rolls-Royce'a na całym świecie może potrwać kilka lat. Nawet jeśli silniki wracają z fabryki, i tak muszą być wnikliwiej i częściej niż zwykle sprawdzane pod kątem ewentualnych usterek.

Zobacz też: Za opóźniony lot możesz dostać nawet 600 euro odszkodowania

Strach ma wielkie oczy

Jak mówi Adrian Furgalski, awarie to nie tylko problem Boeingów z silnikami Rolls-Royce'a.

- Dotyczą zarówno Bombardierów czy Airbusów. Na szczęście, kiedy linie lotnicze nie idą na skróty przy przeglądach, to większość awarii udaje się wykryć na ziemi. Wszystkie newralgiczne elementy są ponadto zdublowane. Jeśli zawodzi elektryka, to przechodzimy na hydraulikę, a ta się prawie nie psuje – podkreśla.

- Problemy się zdarzają, ale odpowiedzialni za bezpieczeństwo stają na głowie, by im zaradzić – mówi Furgalski.

I jak dodaje, gdy mowa o silnikach Rolls-Royce'a zamontowanych w dreamlinerach, to nie jest tak, że one popsuły się w trakcie lotu. Nie ma też zagrożenia, że już po wymianie silników maszyny będą mniej sprawne.

- Jeśli wszystko jest zgodnie z procedurami, to nie ma obaw. Do katastrof najczęściej dochodzi, gdy ktoś zaczyna lekceważyć procedury – podkreśla Furgalski.

Wady silnika kosztowały dotąd Rolls-Royce'a 1,4 mld funtów. Koncern szacuje, że wyda jeszcze kolejny miliard w ciągu najbliższych 3 lat.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: pll lot, lot, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
09-11-2018

Mikeproblemy z silnikami ma niestety nie tylko Boeing ale także Airbus. I to nie tylko z silnikami RR ale też P&W czy (w mniejszym stopniu ) CFM od GE. Od … Czytaj całość

09-11-2018

AutmexJak się pozatrudniało Hindusów i innych kolorowych do produkcji części i do montażu to awaryjność wzrosła geometrycznie. Takie przeboje przeszła Honda … Czytaj całość

09-11-2018

BolekA takie były ładne,amerykańskie.....

Rozwiń komentarze (17)

Wybrane dla Ciebie