Prąd musi zdrożeć. Jeśli rząd oszczędzi przeciętnego Kowalskiego, odbije się to na firmach
Koszty wytwarzania prądu rosną, co powinno mieć odzwierciedlenie w wyższych rachunkach. Ale - jak się nieoficjalnie mówi - resort energii naciska na spółki energetyczne, by nie nie podnosiły taryf. Jeśli się dostosują, po kieszeni dostaną nie gospodarstwa domowe, a przedsiębiorcy.
Według nieoficjalnych ustaleń "Dziennika Gazety Prawnej" minister energii Krzysztof Tchórzewski nie chce, by spółki energetyczne podnosiły w przyszłym roku taryf dla gospodarstw domowych. Źle by to wyglądało na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi.
Podniesienie taryf, o które trzeba zawnioskować do Urzędu Regulacji Energetyki, wydaje się natomiast w obecnej sytuacji naturalne. Drożeje węgiel, z którego wytwarzana jest w naszym kraju zdecydowana większość energii elektrycznej. Drożeje prąd w hurcie, drożeją prawa do emisji CO2 i ceny zielonych certyfikatów.
Zobacz też: Duży problem Polaków mieszkających w europejskim kraju. Ceny mieszkań porażają
Prezes URE Maciej Brando mówił tydzień temu "DGP", że w takiej sytuacji nie wyobraża sobie, żeby spółki energetyczne nie wystąpiły do niego z wnioskiem o podwyżkę taryf. Według nieoficjalnych ustaleń gazety spółki szacują, że żeby wyszły na swoje, rachunek za prąd musiałby być o 50 zł wyższy niż teraz (przy założeniu, że dziś rodzina płaci 250 zł miesięcznie).
Jak pisze "DGP", jeśli przeważą jednak względy polityczne, spółki energetyczne mogą na braku podwyżek stracić około 2,4-3 mld zł przychodów. Żeby do tego nie dopuścić - mówią rozmówcy gazety - firmy mogą zdecydować się na podniesienie rachunków nie przeciętnemu Kowalskiemu, a firmom. Najbardziej ucierpiałby sektor MŚP. To groźne, bo choć rząd nie widzi w nim swojego elektoratu, to właśnie MŚP generuje 60 proc. polskiego PKB.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl