Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Sebastian Ogórek
Sebastian Ogórek
|

Kolejka niezgody na Kasprowy Wierch. Państwo bije się z inwestorem

105
Podziel się:

Konflikt wokół Polskich Kolei Linowych jest tak poważny, że kolejka na Kasprowy Wierch może nawet przestać dowozić turystów na szczyt. – Możemy wybudować nową kolejkę. Co mają PKL? Trochę liny i wagoniki – słyszymy od osoby ze starostwa tatrzańskiego. Dlaczego wokół jednej kolejki rozgorzał tak duży spór?

Jarosław Kaczyński w 2015 r. obiecał odzyskanie kolejki na Kasprowy Wierch
Jarosław Kaczyński w 2015 r. obiecał odzyskanie kolejki na Kasprowy Wierch (Grzegorz Momot)

Konflikt wokół Polskich Kolei Linowych jest tak poważny, że kolejka na Kasprowy Wierch może nawet przestać dowozić turystów na szczyt. - Możemy wybudować nową kolejkę. Co mają PKL? Trochę liny i wagoniki - słyszymy od osoby ze starostwa tatrzańskiego. Dlaczego wokół jednej kolejki rozgorzał tak duży spór?

Plany budowy pierwszej kolejki w polskiej części Tatr, które wówczas były częścią Galicji, istniały jeszcze przed I wojną światową. Ostatecznie, po długich dyskusjach kolejka wystartowała na początku 1936 roku. I z krótkimi przerwami jeździ do dziś, pokonując trasę ponad 4,2 km. Turyści ją kochają, bo jak mało która kursuje przez cały rok, a widoki z niej są nieporównywalne z jakimikolwiek innymi w naszym kraju.

W godzinę jest w stanie przewieźć do 360 osób. Dziennie to więc nawet kilka tysięcy osób. Dużo? Zależy jak liczyć. Latem kolejka do kolejki liczy nawet kilkaset metrów. Turyści czekają po kilka godzin, w trakcie których sami zdążyliby dotrzeć na szczyt... idąc pieszo.

215 mln zł za pół polskich gór

Kolejkę na Kasprowy kochają niestety nie tylko turyści, ale też politycy. Bój o nią ciągnie się od lat. Od 2013 roku kolej, jako część Polskich Kolei Linowych, jest własnością już nie PKP, ale firmy Altura zarejestrowanej w Luksemburgu. Ta natomiast jest częścią funduszu inwestycyjnego MidEuropa Partners. To jeden z większych graczy na naszym rynku, który zainwestował w Polsce już kilka miliardów złotych, m.in. w Żabkę, LuxMed czy ostatnio w Allegro.

Za całe Polskie Koleje Linowe, których najważniejszą częścią jest właśnie kolejka na Kasprowy, fundusz zapłacił PKP 215 mln zł. Dużo? Trudno szacować. Sam remont kolejki przeprowadzony kilka lat wcześniej kosztował 70 mln zł. A poza Kasprowym Wierchem PKL to także kilkadziesiąt innych mniejszych i większych kolejek, wyciągów, orczyków.

Zobacz także: Ile w sezonie czeka się na wjazd kolejką na Kasprowy Wierch?

- My jesteśmy w bardzo dobrej kondycji finansowej - mówił chwilę przed prywatyzacją Andrzej Laszczyk, ówczesny szef PKL. W 2011 roku spółka miała 9,1 mln zł zysku przy 51,4 mln zł przychodów. Po co PKP ją sprzedawała? Bo taka była polityka firmy, która pozbywając się części swoich aktywów, chciała spłacać wielomiliardowe zadłużenie.

Sama prywatyzacja przebiegała w gorącej atmosferze. Protestowali przeciwko niej wszyscy: i ekolodzy, i władze Zakopanego, i politycy. W pewnym momencie na wspólnej konferencji prasowej występowali nawet posłowie PO i PiS. Główny zarzut? Oddanie narodowego skarbu w obce ręce. Ówczesny szef PKP Jakub Karnowski specjalnie się tym jednak nie przejmował i PKL sprzedał w 2013 roku.

Sporu wokół kolejki wcale to jednak nie uspokoiło - wręcz przeciwnie.

Prezes, premier i prezydent zgodni: PKL musi wrócić w polskie ręce

- Jeżeli PiS powoła rząd, to użyjemy wszystkich możliwości prawnych, aby kolejka była w polskich rękach - mówił przed wyborami Jarosław Kaczyński na zwołanej w Zakopanem konferencji prasowej. W podobnym tonie co prezes PiS wypowiadała się też Beata Szydło oraz Andrzej Duda. Po wyborach obietnicę zaczęto realizować.

Kluczowa sprawa to grunty, na których leży kolejka. Część należy do samego PKL, ale sam Kasprowy to już nieruchomość wchodząca w skład parku narodowego, PTTK i Skarb Państwa. PKL jest tylko dzierżawcą terenu. Umowę w tej sprawie podpisano już kilka lat wcześniej. Ma obowiązywać do 2030 roku. Starosta tatrzański jej jednak nie uznaje.

Bitwa o 10 metrów kwadratowych

Dlatego niedawno doszło do absurdalnej sytuacji, w której PKL i starostwo pokłócili się o jeden pokój w budynku na Kasprowym Wierchu. Ten użytkują pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Problem w tym, kto miał im przedłużyć umowę najmu. Dzierżawiący budynek Górnej Stacji PKL, a może podważający tę dzierżawę starosta?

- PKL próbował wyrzucić TPN. To oni podjęli działania, które są bezprawne. Stan prawny tej nieruchomości jest skomplikowany, ale wszyscy prawnicy potwierdzają, że to my mamy prawo dysponować tymi budynkami - mówi money.pl Piotr Bąk, starosta tatrzański.

Jak tłumaczy, wbrew stanowisku PKL, umowa dzierżawy Górnej Stacji na rzecz PKL nie obowiązuje od 2012 roku. Od tego terminu Skarb Państwa zamiast dotychczasowego zarządcy Tatrzańskiego Parku Narodowego, jest reprezentowany przez starostę tatrzańskiego.

I dlatego jego zdaniem, z mocy prawa wygasły wszelkie umowy.

- Ja tylko dbam o interesy Skarbu Państwa. PKL płaciło wcześniej 52 tys. zł rocznie za dzierżawę. Dziś tę samą kwotę płaci nam, a my ją księgujemy jako zaliczka na poczet kwoty należnej za bezumowne użytkowanie. Nie może być tak, że prywatna firma zarabia miliony, a Skarb Państwa otrzymuje 52 tys. Przecież bilet na kolejkę kosztuje 63 - 99zł. A w godzinę kolej może przewozić nawet 360 osób - tłumaczy Bąk. PKL nie ujawnia nam, czy rzeczywiście płaci 52 tys. zł rocznie za najem budynku.

Bąk dodaje, że zarząd powiatu zamierza kontynuować dialog w sprawie oferty kupna. PierwsząMidEuropa Partners odrzuciło, bo jak deklaruje, chce wprowadzić koleje na giełdę.

- Co jak się nie uda odkupić? To postawimy swoją kolejkę na Kasprowy Wierch. Wbrew pozorom to nie są duże koszty. PKL jest właścicielem czego? Kilku lin i wagoników. Grunty są nasze - słyszymy od samorządowca z powiatu tatrzańskiego.

To raczej czcze gadanie, bo choć budowa może rzeczywiście nie jest zbyt skomplikowana, to zdobycie wszystkich zgód i papierów, jest praktycznie niewykonalne. A na koniec i tak do gry wkroczyliby ekolodzy, którzy nie pozwoliliby na powstanie drugiej kolejki.

Podobnych uszczypliwości na linii starostwo-PKL jest zresztą więcej. Przykładowo urzędnicy powiatu nie zgodzili się na postawienie sceny na koncerty "Hej Fest" - muzycznej imprezy organizowanej przez PKL na Gubałówce. Z kolei burmistrz Zakopanego apelował w liście otwartym o obniżenie cen na Kasprowy, twierdząc, że firma zbyt dużo na nich zarabia, a miasto traci przez to turystów.

Kolejka stanie?

W 2016 roku inną część nieruchomości na Kasprowym Wierchu zostało przejęte od PKP przez Skarb Państwa i przekazane starostwu. Oficjalny powód? Nie udało się ich sprzedać. Informował o tym sam minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Nieoficjalnie chodziło o zablokowanie wprowadzenia PKL na giełdę. Mało który inwestor chciałby przecież kupować inwestycję, która stoi nie na jego gruncie.

Choć minister na konferencji podkreślał, że liczy na dobre stosunki z PKL, które przyniosą korzyści turystom, to ostatnio coraz głośniej mówi się, że kolejka na szczyt Kasprowego Wierchu może przestać kursować.

- Niezbędna maszyneria do obsługi kolei znajduje się na stacji pośredniej kolei na Myślenickich Turniach – informuje money.pl Janusz Ryś, prezes PKL. Zaraz dodaje, że przez ponad 80 lat działania kolejki, ta funkcjonowała zawsze na całej trasie - Nie wyobrażamy sobie sytuacji, że kolej na Kasprowy mogłaby nie zapewniać takiej możliwości - stwierdza.

Pytany, czy odczuwa presję ze strony rządu i starostwa, która ma odstraszyć od kolei MidEuropa Partners, przyznaje, że współpracy nie ma. Wręcz przeciwnie czuje, jakby ktoś chciał zaciągnąć spółce hamulec ręczny i spowolnić jej rozwój. Choć tego już nie dodaje, to logiczne po co się to robi - zawsze zmniejsza to cenę takiej inwestycji.

- Czy kroki podejmowane przez starostwo tatrzańskie są elementem nacisku na sprzedaż akcji PKL? Tu odpowiedzieć powinien akcjonariusza większościowego spółki. Jednak jako prezes uważam, że działania te nie budują dobrej płaszczyzny do rozmów na temat nabycia PKL przez Skarb Państwa - stwierdza.

wiadomości
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(105)
MRUCZEK
5 lata temu
;;STRATEGICZNYCH OBIEKTÓW SIĘ
Janko
5 lata temu
Jak można sprzedać kolejkę linową (znajomemu z mafii PO) po cenie półrocznego zysku, który przynosiła ta kolejka - przecież to rozbój w biały dzień!
Staś
5 lata temu
Ale w jakim celu ta kolejka ma być państwowa??! Czy ten nasz skarb narodowy prywatna firma spakuje i wywiezie? W Zakopanem zawsze kłopoty bo to teren Goralenvolku. Grodzą zbocza na Gubałówce, zamykają kolejki, palą śmieciami w piecach robiąc smog. Niech się gonią! Wolę Słowację.
aliali33
5 lata temu
Wszystko co przez ostatnie 25 lat było sprzedane a nazywano prywatyzacją to był wielki szfingiel po zaniżonych cenach. Grabież majątku narodowego i żadne tłumaczenia nie mają sensu, każdy myślący wie o co chodziło od czasów Balcerowicza.
seba
5 lata temu
"burmistrz Zakopanego apelował w liście otwartym o obniżenie cen na Kasprowy, twierdząc, że firma zbyt dużo na nich zarabia, a miasto traci przez to turystów." to jak z tą kolejką skoro jest "kilkugodzinna" to jakim cudem cena zniechęca turystów ??? ma byc cena niższa i kolejka do krakowa ??? Jednym tekstem politycy zdradzają kto tu kłamie !
...
Następna strona