Notowania

Bitwa na ostre słowa. Tak wygląda sytuacja w LOT. Strajk coraz bliżej

To już prawdziwa wojna. Prezes LOT oskarża związki zawodowe, a ci nie są mu dłużni. - Przepraszamy pasażerów, ale nie mamy wyboru - mówią. Efekt - strajk 1 maja. Na lotnisku w Warszawie szykuje się armagedon. Pomóc może już tylko premier Morawiecki.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Karolina Rogalska)
Pracownicy LOT przez miesiąc oddawali głosy czy chcą strajkować. Brak prozumienia może oznaczać paraliż samolotów

- To nielegalna walka o przywileje - twierdzi Rafał Milczarski, prezes LOT.

- To walka o godność pracowników. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że LOT budują ludzie. Trzeba ich szanować, bo oni dbają o bezpieczeństwo - odpowiadają związkowcy ze spółki. - To dla nas smutny dzień. Pracujemy w tej firmie od lat i wiele przeszliśmy. Ale doszliśmy już do ściany - dodają.

I planują 1 maja rozpocząć strajk generalny. Będzie trwał tak długo, aż strony dojdą do porozumienia. Lub zainterweniuje premier Mateusz Morawiecki. Oficjalnie spór dotyczy regulaminów płac i sposobu wynagradzania. Nieoficjalnie to głębszy problem i chodzi o całościowy sposób zarządzania firmą.

- Strajk w naszej ocenie jest nielegalny - konsekwentnie powtarza Adrian Kubicki, rzecznik LOT-u. W spółce trwa pisanie pozwu o zablokowanie protestu. Zbierane są dokumenty i dowody. Prezes Milczarski zostaje na miejscu, ma sam koordynować akcją.

Pasażerowie muszą być przygotowani

Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego mówi money.pl, że strajk dotyczyć będzie bazy w Warszawie oraz samolotów wylatujących z Lotniska Chopina. Pracownicy przebywający w momencie strajku za granicą będą normalnie wracać.

Ile maszyn stanie? Tego Związek nie wie, bo wszystko zależy od układu personelu. Nie wiedział tego jeszcze LOT podczas własnej konferencji prasowej. Powołał sztab kryzysowy, który ma to policzyć i poukładać. Z informacji money.pl wynika, że w tej chwili w spółce trwają prace nad ustaleniem, którzy pracownicy mogą i chcą tego dnia pracować. Na podstawie tych informacji będzie tworzony grafik i siatka połączeń. W tej chwili żaden lot nie został odwołany.

Część załóg jest na samozatrudnieniu, więc nie ma możliwości strajkowania. To na nich spocznie ciężar pracy w pierwszym momencie. Ale strajk nie ma daty granicznej, więc - o ile się odbędzie - kadrowe zawirowania przyjdą prędzej czy później. Tym bardziej, że protest miało poprzeć 90 proc. zatrudnionego na umowy o pracę personelu operacyjnego. Czyli właśnie pilotów i obsługi pokładowej.

Wszystko zatem okaże się na ostatnią chwilę - tuż przed pierwszymi wylotami. Strajk ma się rozpocząć o 6 rano. O ile oczywiście do niego dojdzie. W ostateczności to zawsze od ludzi zależy, czy głos oddany w referendum przekują w działania.

Wojna

To jedno słowo najlepiej oddaje sytuację w LOT. By doszło do porozumienia, spotkanie ze stronami musi zorganizować sam premier Mateusz Morawiecki. I zresztą związki zawodowe o to apelują. Żalą się, że premier nie ma pojęcia o sytuacji w spółce. Na żaden ich list nie zareagował, na żadne spotkanie nie zaprosił. Podobnie Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Elżbieta Rafalska. Wszyscy mieli od miesięcy na biurkach informacje o tym, że konflikt w spółce rośnie. I nikt nie interweniował.

Wysłaliśmy do kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego pytania, czy zamierza w tej sprawie działać. Do tej pory premier ani jego urzędnicy nie zajęli się sprawą referendum. A to właśnie Morawiecki nadzoruje bezpośrednio spółkę.

Poprosiliśmy o szereg informacji: kiedy i jakie kancelaria otrzymała informacje od zarządu LOT na temat referendum i planowanego strajku. Wnioskujemy również o informację, czy rada nadzorcza nawiązała już kontakt z premierem w sprawie sytuacji w spółce. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Adrian Kubicki zapewnia, że o sytuacji i sporze na bieżąco była informowana i strona właścicielska, i rada nadzorcza. Spółka miała odpowiadać na liczne pytania dotyczące sporu. Sugestie, że do premiera nie docierają informacje o LOT, nazywa bajkami.

Sporne pieczątki i podpisy

W czwartek prezes Milczarski zorganizował konferencję i zarzucał, że związkowcy chcą organizować nielegalny strajk. O jego argumentach pisaliśmy tutaj. Główny to brak zgody wszystkich związków zawodowych na działania oraz nielegalne przeprowadzenie referendum.Zdaniem Milczarskiego związki dwa razy pytały pracowników o strajk na ten sam temat, na dodatek przedmiot sporu wygasł przez niedawne orzeczenie Sądu Najwyższego w sporze z kilkoma pracownikami. - A skoro przedmiot sporu nie istnieje, to nie może trwać strajk w jego sprawie - mówi money.pl Kubicki.

W piątek przedstawiciele związków zawodowych odnieśli się do spraw. Część przybyła w mundurach, bo za kilka godzin wylatują z pasażerami (jako piloci). - Strajk jest legalny i odbędzie się zgodnie z planem 1 maja - mówi money.pl kapitan Adam Rzeszot, przewodniczący Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych w LOT.

- Wynik referendum to jasny sygnał: nie ma akceptacji dla działań zarządu Polskich Linii Lotniczych LOT. Wbrew nieprawdziwym informacjom rozpowszechnianym przez prezesa Rafała Milczarskiego referendum i zapowiedziany strajk są w pełni legalne. I będą skuteczne - tłumaczy.

Przedstawicieli mediów poprosił, by przekazały prezesowi wyniki głosowania. Milczarski w czwartek zaznaczał, że firma nie miała możliwości się zapoznać z protokołem referendum, więc ma wątpliwości, czy związki uzyskały niezbędne kworum.

Zagłosowało prawie 900 (z 1600 uprawnionych) osób. 807 głosów, czyli zdecydowana większość z oddanych, jest na "tak". Związki zawodowe zapewniają, że prezes otrzymałby taką informację, gdyby tylko o nią wystąpił. Nie zrobił tego, więc dostał jedynie notkę o ostatecznym wyniku.

Drugi zarzut LOT dotyczy braku pieczątek wszystkich związków zawodowych na informacji do zarządu o organizacji strajku. I faktycznie - na piśmie, które pokazywał LOT na konferencji, pieczątki były tylko dwie.

- To było jedynie obwieszczenie decyzji, które wzięły na siebie dwa reprezentatywne, czyli największe związki. Decyzja o strajku generalnym jest jednomyślna - argumentują związkowcy.

Money.pl już wczoraj pokazał uchwałę wszystkich 6 związków zawodowych, które uznały ważność referendum. To oczywiście inny dokument, ale pokazuje, że związki zawodowe wiedzą, że będzie strajk.

- Wszystkie związki zawodowe w uchwale z 25 kwietnia potwierdziły ważność referendum. Zapadła wspólna decyzja o strajku generalnym i taka informacja została przekazana do zarządu. Prezes LOT w mediach używa manipulacji i przełamań - podkreślali związkowcy.

LOT przekonuje, że oceny strajku wcale nie zmienił, a pokazane dokumenty niczego nie zmieniają. W ocenie Kubickiego nie został zachowany odpowiedni obowiązek dostarczania dokumentów do spółki. Poddaje więc w wątpliwość, czy takie dokumenty były w momencie ogłaszania strajku, czy zostały dopisane później. Na większość zarzutów związków odpowiada dokładnie tak samo jak oni: to manipulacja i przekłamania.

Kubicki dodaje zresztą, że związkowcy nielegalnie rozciągają strajk na inne pola. Powinien dotyczyć tylko kwestii regulaminu wynagrodzeń, a nie zarządzania i żądania dymisji prezesa. Spółka przywołuje przy tym odpowiednie przepisy prawne.

Zarządzanie

Co nie podoba się związkowcom? Właśnie sposób zarządzania firmą. - W LOT nie szanuje się pracowników. Prezes Rafał Milczarski od dwóch lat nie zatrudnia ani pilotów, ani stewardów i stewardes na podstawie umowy o pracę. Nie ma naszej zgody na pozorne samozatrudnienie członków załogi, bo to ma bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo - mówił kapitan Rzeszot.

Jaki ma to wpływ? Samozatrudnieni przychodzą do pracy np. pomimo choroby. Rzeszot podkreślił, że kapitanowie wielokrotnie mają dylemat, czy odesłać człowieka z katarem do domu, czy pozwolić mu na dalszą pracę. Wysłanie go do domu to de facto zabranie mu wypłaty. Związkowcy żalili się, że LOT ma lepsze warunki dla pracowników na Węgrzech. Tam zdobywa rynek i musi być konkurencyjny. Więc Węgrom daje umowy o prace. A latający z nimi Polacy w sporej części są prezesami jednoosobowych działalności.

Związkowcy pytają również prezesa, dlaczego sukcesami firmy nie dzieli się z pracownikami. Wytykają mu premię, którą dostał zarząd. Związkowcy wyliczyli, że wszyscy członkowie zarządu dostali 2,5 mln zł premii, a sam prezes Milczarski miał wziąć z tego największą część.

- Nie godzimy się na rozdawnictwo pieniędzy. Dla zarządu liczą się tylko pieniądze, a nie ludzie. A to przecież jest zysk wypracowany przez wszystkich pracowników. LOT to jedyna rozpoznawalna na Zachodzie marka z Polski. Ale ten sam LOT ma drugą, czarną stronę. O niej zarządzający firmą już nie chcą mówić, budują propagandę sukcesu - dodawał Rzeszot.

Podczas konferencji padły liczne zarzuty o manipulacje i mijanie się z prawdą. Związki zawodowe nie dostały od LOT ani analizy prawnej mówiącej o nielegalności ich działań, ani informacji o sprawie sądowej, którą LOT ma w planach.

LOT chce skierować sprawę do odpowiednich organów i stara się, by te w trybie pilnym określiły status prawny strajku. Spółka chce zablokować protest poprzez zakazanie pozwanym związkom zawodowym ogłoszenia oraz przeprowadzenia działań. Prezes ani rzecznik LOT nie wskazali podstaw prawnych takiego działania. W historii strajków były już sytuacje powoływania się np. na artykuł 439 kodeksu cywilnego, który stanowi o zapobieganiu szkodzie. W tej chwili w spółce trwa analiza prawna i zbieranie dokumentów.

LOT twierdzi, że posiada dowody na zbieranie głosów referendalnych już po zakończeniu głosowania. Materiały ma zawrzeć w pozwie. Ten złożony ma być najpóźniej w poniedziałek. - Niektórym wydaje się, że to niuanse. Ale w przypadku organizacji legalnych działań to one są kluczowe. Gdyby strajk był legalny, to już dawno rozmawialibyśmy ze związkami o jego konsekwencjach. Ale nie możemy usiąść do stołu, gdy działania mają znamiona nielegalnych - mówi Kubicki.

Tagi: strajk w lot, lot, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
27-04-2018

kasiaDokładnie wiemy czyja to robota w kraju nie ma być dobrze a jezeli wszystko sie układa to robią wszystko aby to zepsuć

27-04-2018

j23 nadajePewnie zachcialo sie 100% podwyzki. Grajcie w otwarte karty pokacie wyplaty,wtedy ludzie wyrobia sobie zdanie.

27-04-2018

BRYTANzwykły sabotaż tak się firmę kasuje ledwo co odbiła od dna

Rozwiń komentarze (37)