Notowania

dariusz rosati
28.08.2009 06:00

Rosati: Nie ma się co cieszyć. Wzrost PKB dzięki zacofaniu i izolacji

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: Polska najprawdopodobniej jako jedyny kraj w Europie odnotuje w tym roku dodatni wzrost PKB. Nie dziwi Pana to, że kraj, który zawsze był krytykowany za brak reform, teraz odnosi sukces gospodarczy?

Prof.Dariusz Rosati, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej:
Specjalnie mnie to nie dziwi. Bo niezłe zachowanie polskiej gospodarki w czasie kryzysu paradoksalnie wynika z jej słabości, a nie z atutów.

Przede wszystkim jesteśmy gospodarką zamkniętą, mamy słabo rozwinięty eksport. Określam to jako słabość, bo w normalnych czasach handel zagraniczny powinien być źródłem dodatkowych dochodów, a w Polsce tak nie jest.

Co prawda, w czasie ostatnich kilku krytycznych kwartałów okazało się, że nasza gospodarka jest mniej zależna od popytu zagranicznego i opiera się o rynek wewnętrzny. Ale trudno nazywać to zaletą. Podobne zjawisko można zaobserwować w sektorze finansowym - polskie firmy są uzależnione od kredytów w znacznie mniejszym stopniu niż na Zachodzie, bo mniej inwestują. Ograniczenie akcji kredytowej nie dotknęło ich więc w takim stopniu, jak przedsiębiorców w innych krajach.

Ale z drugiej strony polski sektor finansowy jest chwalony za to, że nie inwestował w skomplikowane instrumenty finansowe, które doprowadziły do poważnych kłopotów na Zachodzie.

Obok niskiego poziomu ukredytowienia to kolejna cecha niedorozwiniętego systemu finansowego. Chociaż instrumenty pochodne teraz dały się zachodnim bankom we znaki, to przecież same w sobie nie są złe.

Dlaczego w takim razie polskie banki nie angażowały się w tego typu produkty? Przecież nasi finansiści wiedzieli, że takie instrumenty istnieją.

Proszę pamiętać o tym, że nasze banki są głównie w rękach zagranicznych. W związku z tym wszystkie strategie inwestycyjne nie są tworzone u nas, a w ich spółkach-matkach. Zgodnie z ich założeniami polskie banki nie są od inwestowania w światowe instrumenty finansowe, ale od obsługiwania polskiego rynku. Inwestują więc w bezpieczniejsze papiery skarbowe, które są opłacalne ze względu na cały czas stosunkowo wysoki poziom stóp procentowych w porównaniu do innych krajów.

W polskim PKB eksport stanowi zaledwie 40 proc. To oczywiście pomaga nam w okresie kryzysu, ale chyba nie jest powodem do dumy. Dlaczego polscy przedsiębiorcy tak słabo walczą o zagraniczne rynki?

Mamy duży rynek wewnętrzny, a to zniechęca firmy do walki o zagraniczne rynki. W przeciwieństwie np. do Japonii nigdy nie byliśmy przyciśnięci do ściany, by eksportować, żeby przeżyć. Poza tym aprecjacja złotego w ostatnich latach nie czyniła eksportu opłacalnym. Wreszcie nasza polityka gospodarcza nie zachęca firm do eksportowania towarów.

Dlaczego?

Rynki zagraniczne poszukują przede wszystkim nowych technologii - na tym polscy przedsiębiorcy mogliby zarobić dzisiaj krocie. Tymczasem w Polsce nie inwestuje się w badania, rozwój tego rynku.Eksportujemy głównie żywność, a na nią popyt za granicą nie rośnie. Więc trudno oczekiwać, żeby nasz eksport szybko wzrastał.

Pana zdaniem ratuje nas więc zacofanie i izolacja.

Paradoksalnie tak. Niski eksport nam pomógł, stopień niedorozwoju systemu bankowego także, trzeba jeszcze wspomnieć o czynniku stabilizującym, jakim jest wysoki udział sektora publicznego w inwestycjach.

W ten sposób dobrniemy do końca kryzysu w Polsce?

Ja przede wszystkim nie jestem takim optymistą, jak wiele osób. Uważam, że Polska odczuje skutki kryzysu z opóźnieniem. Pamiętajmy, że od października ubiegłego roku nasza gospodarka straciła trzysta tysięcy miejsc pracy. Po sezonowym wzroście zatrudnienia wrócimy zapewne do tendencji spadkowej.

Poza tym wygasają czynniki napędzające konsumpcję, jak chociażby szybki wzrost płac. To może spowodować, że czynnik, który obecnie napędza gospodarkę, czyli popyt wewnętrzny, osłabnie. Tak więc z pewnością nie jest to dla nas koniec kryzysu.

Na razie jednak badania pokazują, że Polacy się nie przestraszyli. Dużo kupujemy, planujemy wydawać pieniądze. Tymczasem chociażby Brytyjczycy deklarują, że będą zaciskać pasa. Skąd w nas taki optymizm?

Bo wciąż mamy małe zadłużenie gospodarstw domowych. W Wielkiej Brytanii spadek popytu konsumpcyjnego nie wynika z tego, że ludzie tracą pracę, ale z tego, że mają potężne kredyty. Wciąż mają pracę, ale boją się, że ją stracą. Dlatego oszczędzają i ograniczają wydatki. Bo tak będzie bezpieczniej.

Przecież Polacy też mają kredyty.

Tak, ale poziom zadłużenia jest nieporównywalny z krajami Zachodu.Pod tym względem jesteśmy na szarym końcu w Europie.To powoduje, że jesteśmy spokojniejsi o naszą przyszłość i planujemy kolejne wydatki.

Więc ciągła wysoka konsumpcja nie jest wynikiem naszej bezmyślności i ślepej wiary w koniec kryzysu?

Nie. Gdy spojrzymy na kryzys z 2001 roku, to przypomnimy sobie, że tam nastroje były bardzo minorowe, zupełnie inne od obecnych.

No właśnie, a przecież wtedy mieliśmy jeszcze niższe kredyty.

Tak, ale wówczas bezrobocie wzrosło do 19 procent. Jak dojdziemy do tego poziomu, to zapewniam Pana, że nastroje też się zmienią. Każdy wzrost stopy bezrobocia będzie pogarszał sytuację i nasze oczekiwania.

A wysoka konsumpcja to nie wynik ciągłej chęci dogonienia standardu życia na Zachodzie?

Taki moment chęci dorabiania się mieliśmy w latach 90. Teraz chodzi o coś innego. W Polsce nie przeżyliśmy katastrofalnego załamania sektora bankowego, który w USA i Europie Zachodniej był uznawany za opokę gospodarki. W Polsce ani jeden bank nie miał kłopotów finansowych - to również pozwala nam myśleć, że jesteśmy w lepszej sytuacji od innych.

Podsumowując, gdy kryzys się skończy, zostaniemy daleko w tyle?

Niestety tak. Co prawda, udało nam się nie polecieć na dno w okresie zawirowań, ale nie można czynić ze słabości cnoty. W okresie normalnej koniunktury cały czas będziemy szli powolnym krokiem. Jedziemy z tyłu peletonu i nie widzę żadnych działań rządu, które miałyby to zmienić.

Czytaj w Money.pl
*Dane coraz lepsze * Konsumpcja i budownictwo, a także inne wskaźniki gospodarcze okazały się lepsze od prognoz. Czy to oznacza, że Polska przeszła kryzys gospodarki światowej suchą nogą? Czytaj w Money.pl
* [ Wiadomości z kraju i ze świata na Twojej stronie internetowej ]( http://www.money.pl/webmaster/do_pobrania/artykuly/ )
* [ Najważniejsze informacje w twojej skrzynce e-mail! ]( http://www.money.pl/egazety/ )
Tagi: dariusz rosati, gospodarka, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz