Notowania

startup
17.04.2017 20:34

IniJob chce podbić rynek amerykański. Powód? Polacy boją się źle pisać o pracodawcach

Polak nie jest w stanie skrytykować swojego pracodawcy, dlatego twórca startupu IniJob rusza na podbój Stanów Zjednoczonych. Bartosz Michałek pieniądze chce zebrać od internautów. Liczy na upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu - zgromadzeniu funduszy i wyedukowaniu Polaków, że czasami warto wskazać błędy w swoim miejscu pracy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(materiały prasowe)

Polak nie jest jeszcze w stanie skrytykować swojego pracodawcy, dlatego twórca startupu iniJob rusza na podbój Stanów Zjednoczonych. Bartosz Michałek pieniądze chce zebrać od internautów. Liczy na upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu - zgromadzeniu funduszy i wyedukowaniu Polaków, że czasami warto wskazać błędy w swoim miejscu pracy.

Idea była piękna - sprawić, by pracowało nam się lepiej. Pracownicy dzięki temu byliby bardziej zadowoleni, mniej zestresowani, a przez to bardziej produktywni. Zyskałby więc i pracodawca, który na dodatek wiedziałby, co zrobić, by poprawić atmosferę w pracy.

Tak działa właśnie iniJob. Na serwisie każdy całkowicie anonimowo może zgłosić swój problem, jaki ma w pracy lub inicjatywę, jaką chciałby razem ze swoją firmą stworzyć. Mogą to być rzeczy ważne, jak na przykład przypadki korupcji czy mobbingu, ale też i błahe dotyczące częstszego sprzątania toalet.

- Choć projekt rozwija się tak jak zakładaliśmy, dotrzymujemy założonych sobie celów, to zaskoczyła nas niechęć do dzielenia się informacjami o pracodawcy. Polacy niezbyt chętnie informują o tym, co im się nie podoba, mają tu ewidentną blokadę. Staramy się to zmieniać, edukować i zachęcać, zarówno pracowników jak i pracodawców do otwartości na dialog – mówi Bartosz Michałek, twórca iniJob.

Kto dziś zgłasza uwagi? Pracownicy kilkudziesięciu firm. I tak zatrudnieni w Harpers Shoes proszą o mikrofalówkę, bo jak przypominają większość osób to studenci, nie stać więc ich na obiad na mieście, za to chętnie przynieśliby coś do podgrzania z domu.

Ci z firmy Millennilas alarmują, że przez słaby przepływ informacji zawalane są terminy ważnych projektów, a kelnerzy hotelu Radisson Blu narzekają na nieprzyjemnych i obcesowych kucharzy. Wiele osób prosi też o wyjazd integracyjny lub rodzinny piknik, by móc się lepiej zintegrować. Pracodawcy mogą się z tymi uwagami zapoznać i na nie odpowiedzieć. A także wdrożyć je w swoich firmach.

Aby móc dodać takie ogłoszenie, trzeba się zarejestrować i przez to uwiarygodnić. I tu pojawia się problem. Choć na inijob.pl słowo "anonimowo" pada częściej niż "Facebook" w ustach Marka Zuckerberga, to i tak większość boi się, że zostanie zdradzonych swojemu szefowi. I dlatego nie chce zgłaszać nawet najmniej krytycznych uwag.

- To jest dla nas wyzwanie, by przekonać o pełnej anonimowości, którą gwarantuje iniJob. Musimy weryfikować zgłoszenia, aby upewnić się, że dana osoba pracuje w konkretnej firmie, ale zapewniam, że nie ujawniamy danych nikomu. Anonimowość pracowników to jeden z fundamentów - mówi Bartosz Michałek.

Twórca iniJob próbuje przekonać serwisu firmy. Jak przekonuje, to nie pracownicy, ale właśnie pracodawcy powinni być najbardziej zainteresowani taką anonimową krytyką.

Bezrobocie w ostatnim czasie jest na rekordowo niskim poziomie, a to sprawia, że mało kto boi się zmienić miejsce zatrudnienia. Na dodatek, według badań Polska ma jeden z największych wskaźników rotacji pracowników. Młodzi ludzie potrafią rzucić pracę z byle powodu, bo wiedzą, że znajdą inną.

- Wyższa pensja już nie działa. Na rynek wchodzi pokolenie "Y", które chce nie tylko dobrze zarabiać, ale także robić, to co lubi i to w przyjaznej atmosferze. Pracodawcy muszą się do nich dostosować. A my chcemy im w tym pomóc - stwierdza.

Michałek dlatego rusza na podbój USA. Za Oceanem są już podobne inicjatywy, których wyceny sięgają setek milionów dolarów. Na przykład wartość GlassDoor szacuje się na miliard dolarów, a amerykański Glint pozyskał już od inwestorów 50 mln dolarów.

Założyciel iniJob potrzebuje mniej pieniędzy. Na portalu Bessfund ruszył z akcją crowdfundingową, w której chce zebrać 400 tys. zł. Każdą z pięciu tysięcy akcji wycenił na 80 zł, a ponieważ pozbywa się w ten sposób nieco ponad 9 proc. akcji, więc swój biznes wycenia na około 4,5 mln zł.

- Pieniądze z emisji akcji chcemy przeznaczyć na ekspansję zagraniczną. Według naszej najlepszej wiedzy nie ma takiego drugiego serwisu jak iniJOB na świecie. Naszym celem jest rynek amerykański, gdzie podobne inicjatywy już działają z dużym powodzeniam. Nie trzeba będzie więc nikogo edukować – wyjaśnia Michałek.

Wycena, jak na firmę która funkcjonuje tylko od trzech miesięcy, jest spora. Założyciel iniJob to jednak nie jest osoba anonimowa. Wcześniej stworzył porównywarkę finansową Comperia.pl, której przez wiele lat był prezesem. W nowy projekt zaangażował ludzi z od HR, PR czy coachów.

Przekazujmy szybciej informacje dotyczące projektów i ich realizacji. Przez brak wystarczająco sprawnej komunikacji często pojawiają się opóźnienia w projektach.

Tagi: startup, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
18-04-2017

wwJaki tu nowy pomysł? Chyba tylko na tą akcję w necie na zbiórkę. Od lat funkcjonuje gwork. Za podanie informacji, której nie da się zweryfikować w USA … Czytaj całość

17-04-2017

smotrek"Wiele osób prosi też o wyjazd integracyjny lub rodzinny piknik"-guzik prawda.Te wiele osób to kilka na sto.Każdy woli samemu się integrować … Czytaj całość

18-04-2017

olaf857Niezwykle szanuję firmy z branży NT wyceniane na miliony, których jedyny majątek (i to do końca nie jest pewne) stanowi jeden laptop :)

Rozwiń komentarze (42)